Tag: dziecko

  • Sześciolatki

    Już wiemy, że od IX 2015 roku, obowiązek szkolny będzie obejmował wszystkie sześciolatki. Na pewno jest wiele plusów i dużo minusów we wcześniejszym obowiązku szkolnym dla rozwoju dziecka. Nasze Państwo – Ministerstwo Edukacji Narodowej – przekonuje nas, że dzieci, które idą do szkoły w wieku 6 lat mają szansę szybciej się rozwijać w porównaniu do dzieci, które jako 7 latki idą do szkoły. Jest to sprzeczne z najnowszymi wynikami badań brytyjskich opublikowanych w New Scientist, które mówią, że dzieci szybciej się rozwijają, gdy bawią się jak najdłużej, gdy mają możliwości eksplorowania świata, co rozwija inteligencję dzieci. Wyniki tych badań wskazują, że właśnie podczas zabawy w mózgu dziecka wytwarzane są nowe połączenia między neuronami, np. w płacie czołowym, które są odpowiedzialne za funkcje umysłowe(co pokazują doświadczenia prowadzone przez neurofizjologów). Mimo, że w niektórych krajach np. Anglii do szkoły posyłane są już cztero, pięciolatki, to badania pokazują, że dzieci, które rozpoczęły obowiązek szkolny w wieku 7 lat, na dalszych stopniach nauki (studiach), radzą sobie dużo lepiej.

    W ramach plusów – wcześniejsze pójście do szkoły dzieci, na pewno zapewnia im zaspokojenie ciekawości związanej z pogłębianiem wiedzy książkowej, książki w szkole są teraz bardzo kolorowe, zadania do rozwiązania – bardzo różnorodne, co wzbudza ciekawość dzieci. Zdobywane nowe umiejętności, jak szybsze nauczenie się czytania, pisania, liczenia, rozwiązywania zdań z treścią, dodają skrzydeł dzieciom, zapewniają nowe umiejętności. Na pewno też wcześniejsza nauka w szkole wymusza na dziecku wcześniejszą samodzielność (np. dziecko już musi samo nauczyć się pójść do stołówki na obiad, do biblioteki po książkę, poruszać się pomiędzy różnymi salami w zależności jaki przedmiot wymaga jakiej sali). Uczą się szybciej pracy zespołowej – w grupie, czego wymagają nauczyciele przy różnych zadaniach szkolnych. Zadawanie lekcji, pracy domowej uczy też dzieci, które poszły wcześniej do szkoły, odpowiedzialności za coś ważnego, sumienności i wypełniania codziennie stałych obowiązków szkolnych.

    W ramach minusów – jest na pewno niewystarczający czas na zabawę dla dzieci, które poszły wcześniej do szkoły, dzieci bywają przemęczone ilością zadawanych lekcji, uginają się pod ciężarem ogromnych plecaków, na czym bardzo cierpi ich kręgosłup, czego skutkiem są liczne wady postawy. Poza tym ręka 6 latków nie jest tak wprawiona do pisania jak 7 latków, co skutkuje czasem zniechęceniem dzieci, gdy jest dużo zadawane a rączka szybko się męczy, co często ma też wpływ na nieprawidłowy chwyt narzędzi pisarskich z uwagi na przemęczenie rączki. Skutkiem tego przerabianie materiału w grupie 6 latków – przez nauczycieli, trwa dłużej niż u 7 latków, więc często nauczyciele pędzą z materiałem, by wyrównać poziom z 7 latkami, co powoduje, że dziecko więcej musi pracować (także w domu). Potem gdy maluchy trafiają już do III klasy, jest im bardzo ciężko poradzić sobie z ogromnymi 200 i 300 stronicowymi lekturami. Dzieci bardzo narzekają też na zbyt ciężkie plecaki (często nawet 3÷4 kilogramowe) co powoduje liczne wady postawy, ogólne zmęczenie. Poza tym siedzenie po kilka godzin w ławce (mimo, że W-F jest 3 razy w tygodniu) powoduje problemy z kręgosłupem, wady postawy. Dużym minusem jest, że warunki szkół, klas nie są jeszcze dostosowane do przychodzących wcześniej do szkoły sześciolatków. Nie ma miejsca często w salach na zabawę, żeby dzieci miały możliwość odreagować pomiędzy lekcjami, nie ma oddzielnych świetlic dla sześciolatków. Sześciolatki nie mają oddzielnych miejsc na przerwę, żeby czuły się bezpieczne, oddzielone od zbyt hałaśliwych, rozpędzonych starszych dzieci. Często nie mają możliwości być w oddzielnych salach (czy w innych godzinach zjeść w spokoju obiad czy drugie śniadanko), nie popędzane i niepokojone przez starsze dzieci. Dlatego jest tyle podzielonych zdań czy lepiej czy to gorzej dla naszych dzieci, że będą posyłane wcześniej do szkoły, bo mimo wielu plusów, jest też wiele minusów odbijających się na postawie naszych dzieci.

    Tekst: Anna Ręklewska

  • Lęk przed zmianą, zamiast walki o swój rozwój

    Wiele osób boi się zmian, zrobienia rewolucji w swym życiu, które do tej pory toczyło się jednolitym torem. Dopiero gdy znajdujemy się w kryzysowej sytuacji, uzmysławiamy sobie, jak bardzo przywykliśmy do stałości, jak trudno zrobić krok naprzód, zawalczyć o siebie i zmienić coś w swoim życiu, gdy jakieś struny popękają i tak naprawdę teraz męczymy się w układzie, w jakim tkwimy np. w niesatysfakcjonującej pracy, w toksycznych związkach, w których czują się poniewierane, w układzie z przyjaciółmi, którzy nas wykorzystują czy żyjąc z mężem (żoną), który nas zdradza, lub stosuje wobec nas przemoc psychiczną lub fizyczną. Strach przed dokonaniem zmiany jest silniejszy niż potrzeba wyrwania się z zaklętego kręgu np. przemocy czy wykorzystywania, tłamszącego męża, czy pracy ponad siły. Ten strach przed zrobieniem pierwszego kroku, wypływa z mocnego i nieuzasadnionego przeświadczenia, że nie poradzimy sobie w tej innej nowej rzeczywistości. Zwykle w naszych głowach przypominają się zdania naszych bliskich słyszane w dzieciństwie i wieku dorastania wielokrotnie: „Nie ryzykuj”, „ Nie pchaj się tam, gdzie nie znasz drogi”, „Znowu nawaliłeś”. Ta potrzeba stabilności, poczucia bezpieczeństwa nawet jeśli iluzoryczna, jest mocniej w nas zakorzeniona, niż spontaniczna, naturalna chęć, by zadbać o siebie, by dbać o swój rozwój i nie pozwalać się ograniczać i tłamsić.

    Najczęściej osoby tkwiące w jakiejś patowej, trudnej sytuacji, boją się wyjść krok poza znaną rzeczywistość, i nie wiedzą dokładnie skąd płynie ich lęk przed zmianą. W zależności jakimi zasobami obdarzyli nas rodzice, czy ufali naszym zdolnościom, obdarzając nas wiarą, zaufaniem czy lękiem przed światem, tak w dorosłym życiu albo będziemy silni, wierząc we własne możliwości albo niepewni jutra z chwiejną samooceną. Dorośli mówiąc do dziecka: „Zostaw, zrobię to lepiej sam, bo sobie nie poradzisz”, odbierają dziecku możliwość zaufania sobie, budowania autonomii i wiary we własne siły. Takie działania dorosłych powodują w dziecku budowanie poczucie zewnętrznej kontroli, brak poczucia wewnątrz sterowności, czyli poczucia wpływania na własne życie, i brak wiary, że samo da radę i poradzi sobie, bo wszystko i tak zależy od innych, nie od niego. I tak ludzie dorośli wyrastający z takich niepewnych dzieci, którym odbiera się możliwość eksperymentowania, nabywania coraz większej samodzielności, później w dorosłym życiu, nie wierząc we własne możliwości, tkwią w toksycznych związkach, nie potrafiąc wyrażać własnych potrzeb, nie potrafiąc  zawalczyć o lepsze warunki w pracy, budować satysfakcjonujących relacji z ludźmi, gdzie obie strony maja równe szanse w wyrażaniu potrzeb i dbaniu o swój rozwój. A nawet jeśli zdobędą się na samodzielną decyzję, to zastanawiają się niepewni swoich kroków, słysząc w swojej głowie negatywne oceniające ich zdania, które słyszeli wielokrotnie w dzieciństwie: „Nie wychylaj się, bo się sparzysz”, „Po co Ci to i tak nie dasz rady”, „daj sobie spokój za słabo ci idzie”.

    Skorzystanie z terapii pozwala uzmysłowić sobie własne lęki, zrozumieć ich podłoże, zmierzyć się z własnymi słabościami, ale ich nie zagłuszać, nie udawać, że nie istnieją. Dla osób niepewnych siebie, którym trudno podjąć decyzję o zmianie ich trudnej sytuacji życiowej, w której tkwią, dobrze jest zrobić bilans zysków i strat obecnej sytuacji i obok bilans tej sytuacji, w której chcieliby być. Warto przy tym odnieść się do naszego dotychczasowego życia, do tego, co dotychczas nam wyszło, co się udało. Jeśli echem w naszej głowie odbijają się zasłyszane w dzieciństwie: „Znowu Ci nie wyszło”, „Lepiej daj sobie spokój”, dobrze by sporządziły sobie własną listę rzeczy, w których się sprawdziły, które im dobrze wyszły. Czasem zdumieni jesteśmy, gdy zdajemy sobie sprawę z wyolbrzymiania  naszych niepowodzeń, ugruntowujących nasz lęk i dewaluacji naszych sukcesów i rzeczy, w których się sprawdziliśmy.

    Tekst: Anna Ręklewska


  • Kryzysy Życiowe

    Kryzysy, trudności przechodzi każdy z nas np. rozstania, odrzucenie, utrata pracy, czy jakieś przykre wydarzenia długo bolą, zostawiają ślady i na początku wydają się nie do przejścia. Czasem jednak bywają uwalniające, pokazują jakie siły w nas drzemią, że możemy więcej niż sądzimy.

    Różne kryzysy, trudne chwile są w życiu nieodzowne, a psychologia mówi o nieodzowności kryzysów rozwojowych, tzw. przejściowych momentów które niosą ważne zmiany.

    Są to takie momenty, kiedy stajemy przed nowymi rolami społecznymi i uczymy się jak w nich funkcjonować, np. ukończyliśmy jakieś studia, zaczęliśmy samodzielnie mieszkać, wyprowadziliśmy się od rodziców, podjęliśmy pierwszą pracę. Również kiedy rodzi nam się dziecko i uczymy się jak być matką, ojcem. Te momenty życiowe też należą do kryzysowych, przełomowych. Mimo naturalności tych przełomowych zmian, te chwile są tak samo trudne, jak i inne kryzysy. Emocjonalnie odblokowują w nas te same zasoby. Równie trudne uczucia są wyzwalane, czujemy się na rozdrożu, czasem bezradni, pogubieni, działamy pierwszy raz w nowych rolach, przeorganizowujemy się w zależności od wymogów sytuacji.

    Kryzysy przechodzimy częściej niż zdajemy sobie z nich sprawę, są to punkty przełomowe, zwrotne, generujące zmiany w naszym życiu. Są one naturalne i niezbędne, abyśmy się rozwijali, uczyli jak w pełni realizować swoje potrzeby. Bycie przez długi czas w tych samych warunkach, nie daje nam szans na poznanie siebie i realizowanie swoich potrzeb, nie daje możliwości zastanowienia czy jest nam dobrze w tym, w czym akurat żyjemy. Czasem trudne chwile budzą nas z letargu. Tkwienie w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, powoduje często stagnację, brak chęci zmiany, wynikające czasem z lenistwa, czasem z poczucia beznadziejności, bezradności, nie widzenia innych perspektyw zmiany. Dlatego często kryzysy odbudowują w nas zasoby, budzą nowe siły, pokazują, że stać nas na o wiele więcej niż przypuszczamy.

    Czasem kryzys – np. utrata pracy, opuszczenie nas przez partnera, urodzenie się dziecka (które jest zaskoczeniem dla bardzo młodych osób), – można porównać do straty. Kończy się dla nas pewien etap, czasem czujemy, że grunt usuwa się nam spod nóg, wali znany nam świat, ale to tylko świat, w którym dotychczas funkcjonowaliśmy, który znaliśmy. Przejścia przez różne kryzysy są procesem, czasem, przechodzimy trudne fazy uczuć jak przy stracie: żałobę, rozpacz, zaprzeczenie, aż w końcu pogodzenie się z tym, co nas spotkało. Ale najsilniejsze, najtrudniejsze są pierwsze uczucia szoku, niedowierzania, braku zgody, potem przychodzi żal, zalewa nas gorycz – dobrze gdy bliscy umożliwią nam wylanie tych uczuć i zapewnią wsparcie, czasem niezbędne będzie też wsparcie psychologa, terapeuty. Dopiero czas powoli będzie goił rany, najpierw zwykle jest morze łez, potem zwykle powoli wysychają, zmienia się perspektywa, okoliczności na zewnątrz. Pojawiają się nowe ważne sprawy, nowe role społeczne, z czasem potrafimy zaangażować się w nowe sprawy. W nowej innej sytuacji przeorganizowujemy swoje potrzeby, odnajdujemy nowe siły, zaufanie do siebie i uczymy się żyć w nowej rzeczywistości.

    Tekst: Anna Ręklewska


  • Przemoc wobec dzieci – jak jej zapobiegać? – jak reagować?

    Każde dziecko potrzebuje bezwarunkowego poczucia bezpieczeństwa i wychowywania się w stabilnej pełnej akceptacji – atmosferze miłości i jasnych zasad, pokazywania mu co jest dobre i właściwe a czego nie należy robić.

    Dorośli powinni być wyczuleni na wszelkie przejawy zaniedbań i przemoc zarówno wobec swoich jak i cudzych dzieci i reagować od razu, nie dopuszczając do przejawów agresywnych zachowań. Przemoc powinna być dostrzegana nie tylko w momencie, kiedy podejrzewamy, że dziecko jest bite, że ktoś znęca się nad nim, czy wykorzystuje je w jakiś sposób (seksualny, emocjonalny czy psychiczny). Powinniśmy reagować również, gdy dostrzegamy, że dziecko jest zaniedbywane, zastraszane, podejrzewamy, że stosuje się wobec niego przemoc emocjonalną czy psychiczną. W takich sytuacjach, gdy z zachowania dziecka wnioskujemy, że któryś z powyższych przejawów przemocy jest stosowany wobec niego powinniśmy od razu zareagować, porozmawiać z dorosłym, z dzieckiem, czy w poważnych sytuacjach zgłosić odpowiednim służbom by zapewnić dziecku bezpieczeństwo.

    W jaki sposób rodzice mogą wychowywać dziecko bez przemocy

    1) Mów dziecku o tym, że je kochasz, że jest ważne. Dla dziecka najważniejsze jest, by czuło naszą bezwarunkową akceptację. Gdy okazujemy dziecku nasze uczucia w słowach, gestach, zauważaniu go i poświęcaniu mu choć kilku chwil wspólnego czasu, budujemy w dziecku silną samoocenę, poczucie pewności siebie, dzięki czemu łatwiej mu być coraz bardziej samodzielnym i pokonywać trudności w codziennym życiu. Nawet jeśli dziecko czasem irytuje nas swoim zachowaniem, coś przeskrobie, najważniejsze, by miało zaufanie, że nadal je kochamy bezwarunkowo, że nie odrzucimy go w trudnych dla niego chwilach, że będzie mogło liczyć na naszą pomoc. Nie oznacza to, że dziecko może wszystko. Ważne dla dzieci jest ustalenie jasnych i czytelnych dla nich zasad, co wolno a czego im nie wolno. Nie odnośmy też naszej oceny do osoby dziecka. Gdy dziecko coś przeskrobie, ważne byśmy sprecyzowali, że nie podoba nam się jego zachowanie a nie samo dziecko. Nie mówmy więc: „Jesteś zły, niegrzeczny, czy jestem zły na Ciebie”. Zamiast tego dajmy do zrozumienia dziecku: „Twoje zachowanie było niewłaściwe”, „to co zrobiłeś było przykre, niegrzeczne”. Zapewnijmy dziecko, że jest mądre, że liczymy na niego i wierzymy w niego, ale nie będziemy tolerować niegrzecznych zachowań, łamiących normy czy ustalone zasady. Dziecko jednak musi mieć pewność, że mimo czasem niewłaściwego postępowania o wszystkim może nam powiedzieć, poradzić się, użalić czy powiedzieć o swoich problemach i stresach.

    2) Ważne by ustalić jasne granice. Znajomość granic pomaga dziecku zrozumieć oczekiwania dorosłych i poruszać się w świecie, omijając niebezpieczne zachowania. Istotna też jest konsekwencja w egzekwowaniu zasad. Kiedy przekazujesz dziecku informacje o obowiązujących zasadach, określ szczegółowo gdzie i kiedy obowiązują i jakie poniesie konsekwencje gdy je przekroczy i trzymaj się tych ustaleń.
    Oczywiście dzieci będą próbowały łamać, naginać, testować na ile mogą sobie pozwolić i sprawdzać nas czy zastosujemy zapowiedziane konsekwencje i dobrze byśmy byli konsekwentni, bo dzieci szybko się uczą czy warto protestować, jęczeć, naginać i czy przyniesie im to korzyści w np. postaci rezygnacji z konsekwencji. Warto jednak pamiętać, że jest to część procesu uczenia się, a nie świadomego „robienia na złość”. Ważne, by granice, zasady i konsekwencje, które ustalamy, były realne i dostosowane do wieku i możliwości dziecka, wtedy dają mu poczucie bezpieczeństwa.

    3) Słuchaj dziecko i tłumacz mu. Rozmawianie z dzieckiem jest dużo skuteczniejsze więc zapomnij o klapsach. Jeśli chcesz wiedzieć, co Twoje dziecko myśli, czuje, chcesz zrozumieć jego zachowanie, potrzeby i emocje, rozmawiaj z dzieckiem, kiedy możesz, żeby poznać jego świat. Dla dzieci świat ludzi dorosłych czasem wydaje się niezrozumiały a ich działania i decyzje niesprawiedliwe, niezrozumiałe. W trakcie rozmowy z dzieckiem zniż się do jego poziomu, przykucnij, żeby być na poziomie wzroku dziecka, patrząc mu w oczy, wtedy będziesz mieć pewność, że dziecko Cię słyszy, upewnij się, że rozumie, to co chcesz mu przekazać. Zawsze staraj się nagradzać starania dziecka, nawet, gdy mu coś nie wyjdzie a bardzo się starało, zachęcaj je, by podejmowało wysiłki. Dzieci bardzo czekają na naszą akceptację, zauważenie, zrozumienie, potrzebują od nas jasnych reguł i przewidywalnego świata.

    W sytuacjach gdy widzisz, że ktoś przekracza granice w stosunku do dziecka, na ulicy, na podwórku, w parku, np. podnosi rękę na dziecko, wrzeszczy, wyzywa dziecko czy zachowuje się jeszcze w inny agresywny sposób, spokojnie zwróć się do tego dorosłego, pokaż, że widzisz co robi, daj do zrozumienia, że to niewłaściwy sposób karania dziecka, porozmawiaj a jak to nie skutkuje zawsze możesz powiedzieć, że zwrócisz się do odpowiednich służb, żeby zapewnić dziecku bezpieczeństwo.

    Ważne by pamiętać, by reagować bez agresji, żeby nie pogarszać sytuacji. Dobrze jest obniżyć ton, zacząć rozmowę. Nie należy osądzać z góry, bo ktoś przestanie słuchać. Można zaoferować pomoc lub posłużyć się podobną, przykładową historią z życia z morałem. Trzeba jednak w takich sytuacjach gdy widzimy agresję w stosunku do dziecka, wyraźnie dać do zrozumienia, że bicie, zaniedbanie szkodzi dziecku. Gdy podejrzewamy, że ktoś bije dziecko, zaniedbuje, dręczy czy szantażuje, należy reagować. Można zawiadomić Lokalny Ośrodek Pomocy Społecznej, szkołę, przedszkole albo zadzwonić pod 997 czy 112. Jeśli któraś z tych instytucji zbagatelizuje problem dziecka a my podejrzewamy, że dziecku dzieje się krzywda, można zawiadomić Rzecznika Praw Dziecka.

    Tekst: Anna Ręklewska


  • Zdrada

    Zdrada może wynikać z wielu różnorodnych przyczyn – z małżeńskiej nudy, nieinteresowania się sprawami partnera, braku satysfakcji z życia intymnego lub innych braków jakie odczuwamy w zaspokajaniu naszych potrzeb.

    Gdy w związku zaczyna mocno doskwierać brak zaspokojenia jakichś potrzeb psychicznych czy fizycznych, dbałości wzajemnej o siebie może dojść do poszukiwania zaspokojenia tych braków przez inna osobą, która będzie bardziej zainteresowana naszymi sprawami i potrzebami niż stały partner.

    Kobiece zdrady często różnią się od męskich. Dla mężczyzn ważne jest zaspokojenie potrzeb fizycznych, więź emocjonalna z „kochanką” rodzi się chwilę później, pojawia się zaangażowanie i więź, choć nie jest to reguła. U kobiet zwykle zaczyna się odwrotnie, gdy brakuje im w związku zaspokojenia potrzeb psychicznych, dbałości, mogą się zaangażować w związek na „boku”, w którym ważna staje się bliskość emocjonalna z „kochankiem” a potem dołącza strona fizyczna – seks.

    Zdrada to nie tylko seks, chodzi o coś więcej, bardzo ważna staje się budowana między kochankami intymność, flirt, wzajemna fascynacja, wspólne sekrety, zaspokajanie przez kochanka/kę dotychczas zaniedbywanych w stałym związku – potrzeb. Sprawą decydującą, o tym, że przekracza się granice flirtu, jest wzrastająca potrzeba, żeby ktoś wreszcie zadbał o zaniedbane potrzeby, dostrzegł i z należytą uwagą potraktował osobę, która w swoim stałym związku nie czuje się dobrze, nie czuje się ważna i dostrzegana. Jeżeli raz się udało i kochankowie przeżyli satysfakcję fizyczną i dołączyły się do tego uczucia satysfakcji psychicznej, uczucie, że komuś zależy, że czujemy się zauważeni, zadbani przez tą nową osobę z „doskoku”, może dojść do zacieśnienia się związku z kochankiem i kolejnych spotkań z nim, kolejnych zdrad. Jeżeli kochankom wydaje się, że ich związek się nie wyda, że nie poniosą konsekwencji a czerpią przyjemność fizyczną i satysfakcję psychiczną, do tego osoba w stałym związku się nie stara już, zdradzający nie widzą powodu, żeby nie kontynuować związku z kochankiem.

    Hamulcem bywa poczucie winy w stosunku w stosunku do stałego partnera, opory moralne, czasem starania stałego partnera od nowa o nasze względy, wspólna terapia małżeńska przerywają ten ciąg zdrad i jest możliwość od nowa odbudowania stałych związków.

    Od każdego z nas zależy czy poddamy się zauroczeniu, pożądaniu czy postawimy sobie granice nie do przekroczenia, bo trudno zaprzeczyć, że wokół będą się pojawiać osoby, które nas zainteresują, lub które zainteresują się nami i pojawi się iskierka przyciągania. Każdy musi w swoim moralnym sumieniu zdecydować co z tym dalej zrobić czy nie robić nic i skupić się na stałym związku.

    Z prowadzonych na świecie badań wynika, że statystycznie częściej zdradzają mężczyźni, (choć różnie to wygląda w zależności od kraju, w którym robiono badania), poszukując zaspokojenia swych potrzeb fizycznych i psychicznych w ilościach i jakości jakich potrzebują, a których to zaspokojenia nie osiągają w swych stałych związkach. Statystycznie większa częstotliwość zdrad po stronie mężczyzn (przyznających się w badaniach do tego), może wynikać z mniejszych konsekwencji społecznych, jakie ponoszą mężczyźni.

    W krajach afrykańskich, gdzie pozycja ekonomiczna i społeczna kobiet, jest bardzo słaba, tam 30% mężczyzn i 19% kobiet przyznaje się do skoku w bok. Natomiast w bogatszych krajach zachodnich liczba kobiet i mężczyzn przyznających się do zdrad jest podobna.

    W biedniejszych krajach, ze względu na niski status społeczny i ekonomiczny kobiet, wykrycie, że zdradziła kobieta wiąże się z dużym ostracyzmem społecznym i poważnymi konsekwencjami w postaci wykluczenia z danej grupy społecznej. Mężczyźni mają większe pole do popisu na polu zdrady, bez takich poważnych obciążających ich konsekwencji. Natomiast np. w Ameryce wykrycie zdrady zarówno u kobiet jak i mężczyzn, wiąże się dla nich z utratą statusu społecznego, bo środowisko społeczne czuje się oszukane, że człowiek, któremu ufali pacjenci, klienci, prowadzi podwójne życie i np. szanowana dotąd prawniczka czy Pan sędzia, w przypadku wydania się przed otoczeniem, że zdradzali, ryzykują utratą zaufania swoich klientów czy pacjentów i cierpi na tym ich kariera zawodowa. Natomiast w Europie zdrad nie traktuje się aż tak poważnie, choć również cierpi wtedy wizerunek społeczny osoby, która zdradziła. U Francuzów badania wskazują, iż wskaźniki niewierności są dość niskie. Istotną rolę odgrywa u nich wypracowany model dbałości wzajemnej o siebie partnerów. Według nich partnerzy powinni podtrzymywać w swoich związkach – nutę tajemnicy, dbać by często umawiać się na randki, organizować „wieczory przy świecach”, romantyczne kolacje, sprawiać sobie drobne upominki, niespodzianki, dbać o wspólnie spędzany czas, ale mieć też własne życie np. w postaci oddzielnych wyjazdów, co sprzyja budowaniu uczucia wzmaga tęsknotę za sobą. Ważne w ich modelu jest dbałość o siebie i swój atrakcyjny wygląd ale i dbałość o potrzeby partnera. Nawet jeśli doskwierają przytłaczające obowiązki dnia codziennego, zmęczenie, małe dzieci pochłaniające czas i energię, to mimo wszystko należy się starać dbać o siebie, swój wygląd ale i o bycie uważnym na potrzeby partnera.

    Obecnie w Ameryce i Europie panuje moda na wierność przez wzgląd na zachowanie zdrowia, uniknięcie chorób przenoszonych drogą płciową np. AIDS. Nawet przemysł budują wokół konsekwencji bycia niewiernym, propagują mnóstwo poradników, złotych rad jak naprawić związek po zdradzie, propagując model zdrowej rodziny. Francuzi natomiast twierdzą, że nie należy pozbawiać się przyjemności i tkwić w niesatysfakcjonujących układach, bo przyjemności wzbogacają życie. Nawet, gdy ich związki po zdradzie się rozpadły, badani twierdzili, że wszystkie doświadczenia i emocje składają się na to kim są dzisiaj, dlatego nie warto niczego żałować.

    Z badań prowadzonych w Polsce na dzisiejszych kochankach i ich rodzicach wynika, że dziś częściej się zdradza i łatwiej jest się przyznać do tego badanym, gdyż obecnie jest mniejszy ostracyzm społeczny i brak tak gwałtownych reakcji otoczenia jak to było za czasów naszych rodziców. Może to też wynikać z tego, że ludzie więcej podróżują, są bardziej świadomi swoich potrzeb i wiedzą czego im brakuje w stałych związkach więc też z mniejszym poczuciem winy sięgają po możliwość uzyskania przyjemności i większej satysfakcji fizycznej i psychicznej w „związkach na boku”, tym bardziej jeśli stały partner już się nie stara.

    Każdy sam musi zdecydować czy warto dbać o swój stały związek, wkładać trud i zaangażowanie, mimo różnych kryzysów po drodze, czy można wybaczyć sobie drobne błędy i przykrości i wykazywać zainteresowanie sobą i wzajemnymi potrzebami, czy też warto pokusić się o skok w bok, żeby odreagować i zaspokoić zapomniane potrzeby. A może jednak mimo trudnych chwil i kryzysów, zawalczyć o stałego partnera i postarać się włożyć większy wkład, by czerpać więcej satysfakcji ze stałego związku, mówić na bieżąco o swoich potrzebach i dawać więcej zainteresowania partnerowi, a gdy jest trudno zawsze można skorzystać z pomocy specjalisty psychologa, który może pomóc na nowo odbudować więź, zrozumieć czego brakuje i nauczyć się wzajemnie dawać sobie satysfakcję i zrozumienie i oczekiwaną bliskość.

    Tekst: Anna Ręklewska

  • Rozwój dziecka

    Coraz więcej dzieci jest kierowanych do specjalistów przez ich rodziców lub różne placówki, które zauważają nieprawidłowości w rozwoju dzieci i próbują wesprzeć rodzinę w jej optymalnym rozwoju.

    Najważniejsze dla rozwoju dziecka jest pozwolić mu wyrażać własne potrzeby, nauczyć się słuchać i umieć popatrzeć na  świat oczami naszego malucha w momencie gdy się z nami komunikuje, tak by czuł się rozumiany, wysłuchany i akceptowany.

    Do tego celu możemy wykorzystać nasze własne doświadczenia bycia dzieckiem i doświadczenia mądrego dorosłego rodzica.

    Na początku, gdy rodzi się nasz brzdąc, obserwujemy go i uczymy się jego zachowań. Pomału umiemy coraz lepiej odczytywać jego potrzeby, rozumieć różne rodzaje płaczu, reagować odpowiednio w zależności, co który płacz wyraża. Oczywiście możemy wspierać naszą wiedzę mądrymi książkami, poradnikami i korzystać z doświadczenia innych.

    Nie należy jednak zapominać, że każde dziecko jest inne i jedne rady przydadzą nam się bardziej, inne odłożymy na półkę, ponieważ nie sprawdzą się w naszym przypadku.

    Nie da się dziecka dopasować do czyichś norm – bo norma to bardzo szerokie pojęcie. Nie warto się denerwować kiedy u naszego dziecka niektóre zdolności rozwijają się trochę wolniej niż u jego rówieśników.
    Ważne jest jednak, w trakcie jego rozwoju, uważnie słuchać i patrzeć na to, jak dziecko radzi sobie z przyswajaniem  nowych umiejętności psychofizycznych i odpowiednio stymulować jego rozwój.

    Kiedy dziecko zaczyna chodzić już do żłobka czy do przedszkola, istotne staje się uważne słuchanie dziecka, co mu się podoba, z czym sobie dobrze radzi a co mu sprawia kłopot i konfrontować to z opinią pedagogów, którzy z dzieckiem przebywają. Panie, które pracują na co dzień z naszymi dziećmi często dostrzegają inne ważne aspekty niż my i dobrze jest współpracować ze sobą na tym polu, żeby wszechstronnie pomagać naszemu maluchowi.

    Wskazane jest samemu obserwować jak maluch radzi sobie na co dzień z różnymi czynnościami związanymi z samoobsługą, nabywaniem samodzielności: jedzeniem, myciem, ubieraniem się, rozbieraniem itp. Ważne jest rozmawiać na ten temat z opiekunami naszych dzieci.

    Kolejny ważny aspekt rozwoju – to relacje z rówieśnikami. Dobrze gdy wspieramy nasze dziecko w nawiązywaniu relacji z innymi dziećmi: w domu, na podwórku, w różnych sytuacjach. Pytajmy opiekunek: jak nasze dziecko radzi sobie sytuacjach konfliktowych z dziećmi, jak się bawi z innymi, jak reaguje na różne zachowania i interakcje ze strony rówieśników, jak zachowuje się na placu zabaw, w piaskownicy, huśtawce, drabinkach, jakie interakcje podejmuje z rówieśnikami, a jakich unika oraz jak radzi sobie w sytuacjach konfliktowych z dziećmi.

    Kolejne ważne umiejętności związane są z doskonaleniem małej i dużej motoryki. Uczmy dzieci budować z klocków, rysować, malować, wycinać, wylepiać. Pytajmy opiekunów, którzy pracują z naszymi pociechami, czy dzieci chętnie podejmują działania związane z wykorzystaniem umiejętności manualnych (rysowanie, malowanie, lepienie, itp.).
    Ważne jest abyśmy cierpliwie towarzyszyli w rozwoju naszych pociech. Nie przyspieszajmy na siłę zdolności, które wydaja się nam powolniejsze w porównaniu z innymi dziećmi. Na wszystko przyjdzie właściwa pora.

    Już z rocznym, półtorarocznym dzieciom, możemy dać kredkę do trzymania całą rączką, niech bazgrolą, ćwicząc odruch trzymania narzędzi pisarskich. U starszych dzieci: dwu i trzyletnich trzeba zwrócić uwagę na sposób trzymania ołówka; nauczyć właściwie trzymać kredki. Jeśli zaniepokoi nas zbyt mocny nacisk trzymanej kredki i na kartkę związany z nieprawidłowym ukształtowaniem napięcia mięśniowego zwróćmy się do specjalisty np. odpowiedniej Poradni psychologiczno – pedagogicznej, gdzie specjaliści pomogą naszemu brzdącowi.

    Możemy pomóc naszemu dziecku ćwiczyć rączki przez różne zabawy w domu np. przesypywanie kaszy palcami, rysowanie w ryżu, kaszy, piasku, lepienie z plasteliny, modeliny, ciasta.

    Małym dzieciom, już kilkumiesięcznym, możemy stymulować funkcje poznawcze przez puszczanie muzyki, czytanie na głos bajek, mówienie do nich.

    Dzieciom w miarę ich rozwoju pomagamy rozwijać wyobraźnię, wzbogacamy zasób słów, mówiąc, opowiadając, oglądając z nimi ilustracje, pokazując obrazki.

    Regularny trening pamięciowy zwiększy zdolności pamięciowe. Pomaga też rozwijać wyobraźnię, twórcze myślenie, inteligencję i koncentrację uwagi.

    Warto  poprzez zabawę pomagać dziecku rozwijać pamięć i koncentrację, w ten sposób i my dorośli poszerzamy własne umiejętności.


Psycholog Łódź
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.