Czasami ludzie dobierają się w pary i na początku jest jak w bajce, dopiero po jakimś czasie okazuje się, że jest to związek toksyczny, w którym jedna osoba uwiesza się na drugiej, a strona słabsza jest coraz bardziej tłamszona. Czasem są to przyjaciele, czasem kochankowie, czasem wspólnicy interesów. Chociaż to osobni ludzie, psychicznie są od siebie uzależnieni. Mieszają się osobowości tworząc zamkniętą przestrzeń, w której jedna osoba traci zupełnie swą niezależność, zatraca własne zdanie i własne potrzeby, a druga przejmuje zupełnie dowodzenie odbierając słabszej osobie zdolność decydowania, prawo do własnych zainteresowań i przyjaciół.

Najczęściej takie zaburzone związki powstają na skutek nieprawidłowej (zbyt zlepionej – chroniącej lub zbyt chłodnej, zdystansowanej) relacji dziecka z rodzicami w pierwszych miesiącach jego życia.

Takie toksyczne związki żyjące w zaburzonej symbiozie, zwykle rozpoczynają się bardzo silnym uczuciem, wielkim zrywem namiętności. Jedna z osób zazwyczaj ta bardziej bierna, uległa, uważa, że spotkała księcia z bajki, który zalewa ją dowodami miłości, nieustannymi telefonami, gestami czułości. Druga osoba zazwyczaj ta bardziej niezależna, silniejsza, żeby poczuć siłę zazwyczaj potrzebuje nieustannego potwierdzania swojej siły, swojej pewności i wspaniałości. Ta silniejsza osobowość dąży do totalnego zlania się osobowości, zainteresowań, potrzeb, w końcu całego życia, odebrania tej słabszej stronie wszelkich przejawów autonomii, własnych potrzeb. Zwykle ta słabsza strona zlewa się z potrzebami tego silniejszego partnera zapominając o swoich potrzebach, pasjach, zainteresowaniach, zapominając kim była i co lubiła. Z kolei ten silniejszy partner znajduje w słabszej partnerce – kogoś, kto buduje jego ego, kto spełnia potrzeby, pielęgnuje jego poczucie wartości. Tak naprawdę oboje są osobami z niskim poczuciem własnej wartości i uzupełniają się wzajemnie aż do granic wytrzymałości. Jednak po paru latach słabsza osoba zauważa swoje zupełne zatracenie swoich potrzeb, pojawia się lęk, ogromny niepokój przed zatarciem się własnej osobowości, zatraceniem z drugiej strony lęk przed odejściem, lęk, że sobie sama nie poradzi.

U podstaw takich toksycznych związków, za ścianą symbiotycznych zachowań, emocji leży lęk, który powoduje zanurzenie własnej tożsamości w tożsamości partnera. Symbioza związku wynika z wewnętrznego przekonania jednej strony, że jest słabsza, że z silniejszym partnerem lepiej sobie poradzi, a u tej silniejszej osoby – z potrzeby potwierdzania swojej siły, co powoduje wieszanie się na słabszych, odbieranie im autonomii. Ludzie żyjący w toksycznych związkach mogą żyć ze sobą kilka lat, ale nie poznać swoich potrzeb, swoich zainteresowań, nie być szczerym do końca, ponieważ żyją w iluzorycznym świecie stworzonego wizerunku człowieka, z którym żyją. Słabsza osoba zakochuje się w silniejszej, bo uzależnia się od jego ciągłych adorujących telefonów, okazywania wylewnych uczuć, organizowania życia, a ta silniejsza osoba zakochuje się w słabszej, bo może ją nagiąć do wszystkich swoich potrzeb, zdominować. Jeszcze na początku takie ciągłe zalewanie swoimi uczuciami podoba się tej uległej stronie, dopiero po dłuższym czasie zaczyna się dusić, gdy odbierze się jej całkowicie niezależność i zaczyna dostrzegać, że to blokuje jej rozwój. Większość osób, które poddaje się zalewającemu wpływowi silniejszego partnera ma trudności z zachowaniem się asertywnie, negatywne uczucia, złość, żal, gorycz, kierują do wnętrza nie umiejąc ich wyrazić, co rodzi niechęć i poczucie bycia w klatce, niemoc uwolnienia się ze względu na poczucie słabości i bycia mniej wartościowym. Natomiast silniejszy partner ma poczucie, że jeśli jeszcze trochę się postara zmienić, wpłynąć na słabszą partnerkę, to zmieni ją na swoją modłę i będzie ona już dokładnie takim modelem, jaki stworzył w swojej głowie. Często przy tym partner silniejszy ucieka się do poniżania partnerki, krytykowania tego jak wygląda, co robi, negatywnego oceniania jej osoby, co  budzi w niej coraz większą niepewność, czasem większą jeszcze zależność ale i niechęć do partnera. Z kolei uwieszający się partner może czuć niedosyt, że partnerka jeszcze niewystarczająco się stara, jeszcze nie jest taka jaką on by chciał widzieć zmienioną w swój modelowy wzór. Wtedy  może dochodzić do wyładowywania się silniejszego partnera, aktów agresji, złośliwości, awantur. Czasem gdy jedna z osób już nie wytrzymuje tego układu zależności i presji, pojawia się trzeci partner do którego odchodzi tłamszona osoba lub partner silniejszy znajduje kolejną słabszą osobę, która poddaje się zmianom i wywieranemu wpływowi pozbawiania autonomii. Często w nowych związkach, osoba słabsza i ta silniejsza powtarzają te role z poddawaniem się wpływowi i zatracaniem tożsamości a silniejsza często powtarza układ wiązania osoby słabszej i odbierania jej niezależności i własnego zdania.

W związkach toksycznych często partner, który wywiera silny wpływ coraz bardziej wyłącza słabszego partnera z uczestnictwa w spotkaniach z przyjaciółmi, izoluje od jego rodziny, przyjaciół, ogranicza możliwość rozwijania własnych zainteresowań, uczestnictwa w nowych zajęciach, bo one odciągają słabszego partnera od symbiozy z silniejszym. Często, gdy związek się kończy zarówno osoba zależna jak i osoba silniejsza pozostają zagubione, niepewne, co dalej robić, w jaki sposób żyć, co jest priorytetem, bo do tej pory cele i kurs życia organizował partner silniejszy. Dlatego tacy partnerzy w związkach nie umieją rozstawać się po przyjacielsku, ale pozostaje nienawiść gorycz, żal, rozczarowanie, bo wykorzystali swoje siły do ostatniej kropli wytrzymałości odbierając sobie umiejętność autonomii, decydowania o sobie, a partner silniejszy zostając bez tego słabszego, który dodawał mu wartości, rezygnując przy tym z samego siebie, sam również czuje się gorszy, bo nie ma obok kogoś na kim się uwieszał i budował jego ego.

Trudno jest przerwać błędne koło w toksycznych związkach. „Ja” takich ludzi jest podzielone na dwie części: część białą dobrą, kiedy te osoby dzięki tłamszeniu osób słabszych w związku czują się dobrze myśląc o sobie: „jestem ok”, „wszystko mogę zrobić”, „jestem fajny”, albo gdy zostają same, lub osoba słabsza nie daje się tak stłamsić, nie pasuje wystarczająco do modelu w jaki chce ją wtłoczyć silniejsza – myślą wtedy o sobie w kategoriach złych: „jestem beznadziejny”, „nic mi nie wychodzi”. Często też osoby w związkach toksycznych, symbiotycznych, stosują idealizację partnera, stwarzając sobie lepszy jego obraz, przypisując mu wartości, jaki chcieliby, by miał partner i nie dostrzegając jego negatywnych cech, usprawiedliwiając jego tłamszące zachowanie, dlatego tyle są wstanie znieść bo żyją długo z idealistycznym obrazem partnera. Silniejszy partner często stosuje mechanizm dewaluacji, nie widzi pozytywnych wartości, cech partnera, stara się go na siłę zmienić, dopasować do swoich ram, które funkcjonują w jego głowie.Oczywiście ludzie żyjący w takich toksycznych związkach mogą skorzystać z terapii ale zwykle wtedy taki związek nie jest wstanie przetrwać bo przestaje funkcjonować zasada tego związku osoby uzależnionej i osoby wieszającej się i wywierającej tak silny symbiotyczny wpływ.

Bardziej zasadna jest terapia indywidualna każdej z osób związku. Psychoterapia takiej osoby nie trwa krótko, bo tożsamość osoby symbiotycznej była budowana latami i trzeba pomału pomóc jej zbudować stabilny obraz samego siebie, poczucie wartości niezależne od otoczenia, umiejętność osiągania satysfakcji z samego faktu bycia, a nie z faktu tworzenia związku z kimkolwiek. Taka osoba będąca w terapii musi powoli nauczyć się samemu umieć odpowiadać na pytania: na czym mi zależy, co lubię robić, jakiej osoby szukam, a jeśli już kogoś wartościowego spotka, dobrze, by sprawdziła co w niej lubi, a co jej się nie podoba, czego chce od związku i nauczyć się zarówno dawać coś od siebie ale i przyjmować w relacji, umieć akceptować siebie i nie rezygnować ze swoich wartości ale i nauczyć się akceptować inność partnera, jego potrzeby i uczyć jak ich potrzeby mogą wspólnie współgrać.

Tekst: Anna Ręklewska