Przejdź do treści

Jak podnieść się po rozstaniu?

Kiedy ludzie są długo ze sobą w związku, rzadko kiedy zastanawiają się, jak by to było znów być samemu bez tej drugiej połówki. Rozstanie, szczególnie nagłe jest jednym z najbardziej stresujących wydarzeń w życiu, niezależnie od tego, kto podjął decyzję o rozstaniu, z jakiego powodu się to stało, czy związek trwał dwa lata czy lat 15. Dla jednej ze stron, która czuje się porzucona, nagle dotychczasowe życie przestaje istnieć, trudno wyobrazić sobie dalszą drogę bez tej drugiej osoby, z którą dotychczas układaliśmy codzienne życie. Osoba która odchodzi, pozostawia w partnerze emocjonalny chaos, pojawia się ogromne poczucie winy, wściekłość na partnera ale jeszcze częściej na siebie, że się nie zauważyło wcześniejszych sygnałów, że się nie zrobiło czegoś, co by partnera zatrzymało. Pojawia się tysiąc pytań, wewnętrzna analiza ostatnich miesięcy bycia razem, pytania w stylu jak on/ona mógł/mogła to zrobić? Co ja robiłam/em źle? Bardzo trudno przez pierwszy okres poradzić sobie z frustracją, napięciem, a przecież trzeba egzystować dalej, chodzić do swej pracy, jeść, spać, choć te czynności wtedy wydają się ogromnie trudne i męczące.
 
Na pewno na samym początku przeżywania tak trudnych uczuć, trzeba dać sobie trochę czasu na przeżycie do końca tak przykrych emocji, bólu, frustracji, złości, poczucia krzywdy, niezrozumienia tego co się stało. Każde rozstanie powoduje ból, i trzeba ten czas przetrwać. Tą fazę, psychologowie nazywają Fazą Rozpaczy. Jest ona pełna znaków zapytania, które sobie zadajemy, czym zawiniliśmy, czy jeszcze komuś kiedyś zaufamy, dlaczego tak okrutny okazał się najbliższy wydawało się człowiek – wobec nas. Rozpad naszego związku wiąże się z widmem koniecznej zmiany, z wielką niewiadomą dziurą, lękiem przed nieznanym, jak to będzie samemu funkcjonować, z utratą poczucia bezpieczeństwa, które wiązało się z byciem w znanym układzie. Ważne, by w tym okresie zadbać o siebie, by być cierpliwym dla swoich nagłych zmian nastroju, pojawiających się irytacji, żalów, niechęci i często odczuwanego poczucia bezsensu. Potrzebny jest czas, by przyjąć do wiadomości bolesne fakty, by przestać zastanawiać się w nieskończoność czy jest możliwy powrót. Nie należy ignorować swoich uczuć, udawać przed otoczeniem siłaczki/cza. Powrót do równowagi emocjonalnej wymaga czasu i na pewno pomoc bliskich osób, przyjaciół, czy kogoś bliskiego z rodziny może okazać się pomocna, ważne byśmy mieli jakieś lustro do wylania swoich żalów, frustracji, złości i mogli usłyszeć od bliskich, że nasze emocje to nic złego, muszą ulec rozładowaniu. W tym etapie często może pojawić się wyparcie tego faktu rozstania, zostawienia nas. Często nie chcemy uwierzyć w to, co się stało, czujemy, że to niemożliwe, że jakiś ład naszego życia nagle uległ rozpadowi. Zaprzeczanie i wypieranie są naturalnymi reakcjami, ale ważne, by przy pomocy przyjaciół, nie trwały zbyt długo i mimo odczuwanego cierpienia, by zacząć pomału oswajać się z myślą o tej zmianie, zamiast zadręczać myślami, jak to można naprawić, gdy decyzje są podjęte przez drugą stronę. Później pojawia się złość, żal, najczęściej gdy to nie my byliśmy stroną, która zdecydowała o rozstaniu,tym większa może być ta złość, gdy zostaliśmy nagle zdradzeni dla kogoś innego, porzuceni, bez wcześniejszych sygnałów rozluźniania się związku. Najbardziej irytująca, frustrująca staje się świadomość, że nie miało się wpływu na tą decyzję odejścia od nas, powoduje to poczucie utraty kontroli nad własnym życiem, co znacznie obniża poczucie własnej wartości, wzmaga uczucie upokorzenia, czucia się gorszym.
 
Ważne, by w poczuciu krzywdy, złości nie podejmować chaotycznych zachowań, typu wypisywania do byłego/byłej tragicznych, proszących czy grożących SMSów, e-maili, telefonów. Zamiast tego można wypisać się na papierze w postaci listu do osoby, która nas zostawiła. Kiedy wypiszemy w nim wszystkie żale, frustracje, złości, można pogadać z bliską osobą – przyjacielem o tych trudnych uczuciach a list można wyrzucić, podrzeć na kawałki, to może trochę pomóc dać upust złości. Po przeżyciu tak silnych frustracji, złości, często przychodzi uczucie wszechogarniającego zmęczenia, dogłębnego smutku, zaniżonego poczucia własnej wartości, pojawia się potrzeba zakopania się we własnym domu, własnym łóżku, z dala od wszystkich. Jeśli pojawi się potrzeba wyżalenia, wypłakania, ważne by skorzystać z pomocy przyjaciela, siostry, czy brata, nie ma co udawać, trzeba to z siebie wylać. Czasem potrzeba jest tak duża, że przyjaciel nie wystarczy, wtedy warto przepracować swoje uczucia na terapii, żeby móc wrócić w swoim czasie i tempie do równowagi psychicznej.
 
W kolejnej Fazie – Zrozumienia, Przepracowania, ważne jest wyciągnąć dla siebie wnioski z Waszego rozstania, czyli przeanalizować dlaczego naszym zdaniem, ten związek się rozpadł. Można skorzystać z pomocy przyjaciół, którzy znali nas oboje i mają jakieś zdanie, ale czasem warto skorzystać z pomocy terapeuty, żeby móc na spokojnie wyciągnąć wnioski, zastanowić się jaką rolę odegrały obie osoby w rozpadzie związku. Zrozumienie tego co się stało, pomoże nam na przyszłość nie popełnić tych samych błędów w przyszłych związkach z bliskimi nam ludźmi i da nową płaszczyznę do otworzenia nowej karty naszego życia. Być może warto zastanowić się głębiej, co działo się w Waszym związku już kilka miesięcy temu, czy naprawdę mówiliście sobie otwarcie o Waszych potrzebach i czy słuchaliście tego, co każde miało do powiedzenia. Czy teraz uważasz, że każde z Was miało poczucie bezpieczeństwa w tej relacji, czuł, że się spełnia, samorealizuje? Czy mówiliście sobie na bieżąco o Waszych marzeniach, planach, niepokojach? Warto zadać sobie pytania: co się działo w waszym związku przez ostatnich kilka miesięcy/lat? Co się działo w twoim życiu, a co w życiu partnera? Czy czułaś się w tej relacji spokojna, bezpieczna, spełniona? Czego oczekiwałaś po tej relacji? Co się twoim zdaniem stało? Dlaczego do tego doszło? Może być wiele różnych rzeczy, które przyczyniły się do rozstania, mogły to być problemy z okazywaniem sobie na co dzień czułości, bliskości, czasem nie ujawniane partnerowi problemy w pracy czy kłopoty z rodziną pochodzenia, nieprzepracowane lęki z przeszłości, różnice w systemie wartości, czasem przemoc psychiczna wobec jednego z partnerów, ukryte uzależnienia, które nagle wychodzą na jaw. Ważne, by sobie odpowiedzieć na pytanie, co z tej listy zadziało się między Wami, co pomoże nam na przyszłość być na tyle czujnym, by nie popełniać tych samych błędów, być bardziej uważnym na siebie i potrzeby bliskiej nam osoby. Czasem trudno do takich przemyśleń dojść samemu, dlatego ważna jest pomoc przyjaciół, a jeśli to nie wystarcza, warto skonsultować się z terapeutą. Taka terapia prowadząca nas do źródeł zrozumienia, co nam w duszy grało w związku, który się skończył, na pewno jest trudna- dla naszego przeżywania trudnych emocji związanych z rozstaniem, ale na pewno na przyszłość uczyni nas mądrzejszymi, z lepszym wglądem w siebie i większą uważnością, delikatnością na bliską osobę.
 
Oczywiście są osoby, dla których może to być zbyt trudne i nie chcą się przyglądać, co ich do tego miejsca doprowadziło i oczywiście można ten rozdział życia po prostu zamknąć, starać nie oglądać się wstecz, ale może to doprowadzić do tego, że w przyszłych związkach znów czegoś nie zauważymy, będziemy nieuważni na zaspokajanie swoich potrzeb i nieuważni na słuchanie potrzeb drugiej osoby. Czasem najbardziej trudnym powodem rozstania jest zdrada psychiczna, czy fizyczna partnera, dowiedzenie się o prowadzeniu przez niego podwójnego życia. Taka przyczyna rozstania doprowadza nas do skrajnych emocji, niekontrolowanych wybuchów gniewu, frustracji, ogromnie zaniża nasze poczucie własnej wartości, często powoduje chęć zemsty choćby psychicznej. Oczywiście jeśli tylko mamy wsparcie przyjaciół, lepiej by nie działać pochopnie, i zanim coś zrobimy, lepiej spożytkować energię na jakąś aktywność, jakiś rodzaj naszej samorealizacji, który pomoże nam oderwać się myślami od trudnych uczuć związanych z rozstaniem.

Można sobie w rożny sposób radzić z odejściem drugiej osoby:

Najważniejsze, by umieć poradzić sobie na początek z ogarniającymi nas negatywnymi, oczerniającymi nas myślami, które wpasowują się w obniżone wtedy nasze poczucie wartości. Istotne by nie dać się nakręcać negatywnym myślom i nie poddawać im, ale nauczyć się z nimi radzić poprzez zaprzeczanie i … stawianie im pozytywnej alternatywy. Jeśli pojawią się myśli typu: “widocznie na niego nie zasługiwałam, więc odszedł”, “tyle rzeczy robiłam źle” – ważne, by od razu zatrzymać te myśli, postawić się im. Przecież to nieprawda, “widocznie oboje nie dość dobrze siebie słuchaliśmy”, “oboje popełniliśmy błędy w tym w związku”. Zamiast negatywnej myśli typu “widocznie nie umiałam go uszczęśliwić, już pewnie nie znajdę nikogo z kim będę tak szczęśliwa”, warto przy pomocy przyjaciół zdawać sobie sprawę, że to nieprawda, że potrzeba teraz czasu, żeby uporać się z żalem po rozstaniu, ale nadejdą lepsze dni, w których znów poczuję się kochany/a, wartościowy/a.
 
Ważne jest też nauczyć się znów rozglądać się wokół siebie z nowym spojrzeniem na siebie i świat. Teraz jest dobry czas, by przypomnieć sobie, co zawsze chciałam/em robić w wolnym czasie, jakie hobby miałam, co chciałam realizować, ale jakoś nie było okazji, ilu przyjaciół, znajomych zaniedbałam przez ostatni czas. Może warto o te przyjaźnie zadbać teraz, przypomnieć sobie ilu fajnych znajomych mam, bliską rodzinę, której wsparcie jest teraz bardzo potrzebne. Paradoksalnie czasem po takim bolesnym zerwaniu związku, jeśli uda się nam dobrze przepracować to, jakie byłyśmy dla siebie i dla partnera w tym związku i wyciągnąć wnioski, to w dłuższej perspektywie czasu, w kolejnym związku, możemy być bardziej świadome własnych potrzeb, bardziej dbać o związek i o partnera, pamiętając przy tym o realizowaniu siebie.
 
Warto też nauczyć się od nowa spędzać czas z satysfakcją dla siebie. Do tej pory w związku wszystko było podporządkowane waszym wspólny sprawom, wspólnemu mieszkaniu, wspólnym zakupom, wspólnym rozrywkom, wspólnemu czasowi wolnemu, wyrobiły się wspólne nawyki, wspólnie spędzane wieczory, wymienianie się co u każdego ważnego zdarzyło się w ciągu dnia. Teraz, choć trudno się na początku w tej sytuacji bycia samemu odnaleźć i jest to bolesne, warto zacząć odnajdywać małe i potem coraz większe przyjemności w tym myśleniu: -ja, zamiast -my. Teraz, gdy trochę ochłoniesz, jest czas, byś pomyślał/a, o swoich planach, celach, spotykaniu się z Twoimi znajomymi (którzy byli trochę w czasie Twojego związku – na boku), czas by pomyśleć o realizacji swoich zawsze zakładanych przez Ciebie – możliwościach, na realizacje, które czekały na lepszy czas, który teraz nadszedł. Masz przed sobą otwarte drzwi i nic Cię nie ogranicza, jest wiele zajęć, które można robić samemu, a czas “razem” – też nadejdzie w swoim czasie – w nowym – lepszym o Twoje doświadczenie – związku. Nauczenie się życia w pojedynkę, nowe zajęcia, kursy, spotykanie się ze znajomymi, wypełnianie czasu po pracy w nowy sposób, taki jaki zawsze chciałaś/eś, ale nie było “jak i kiedy”, teraz pozwoli Ci znów zadbać o własne poczucie bezpieczeństwa, wpłynie na lepsze poczucie własnej wartości, i da Ci wiedzę o własnych możliwościach i potrzebach. Czasem po latach, miesiącach długoletniego związku, takie świeże spojrzenie na siebie samego, pozwala na nowo odkryć, co byś chciał/a robić, jakie masz wartości, cele, pozwala na lepszy wgląd w siebie i swoje potrzeby, co bardzo procentuje i w indywidualnym życiu i w budowaniu kolejnego związku. Tempo życia staje się bardziej zrównoważone, stajesz się bardziej świadomy/a upływającego czasu, tego że czasem warto zwolnić i zadbać, by potrzeby które były odkładane na później, na kiedyś, jednak zostały przejrzane i zrealizowane wcześniej. Nie obwiniaj się jak pierwszy raz szczerze się uśmiechniesz, ucieszysz z czegoś, zatrzymasz, by coś w pełni przeżyć, teraz możesz zwolnić sobie drogę do nowych znajomości, do nowej przyszłości.
 
Na pewno Twoi bliscy – mama, tata, siostra, brat, przyjaciółka, przyjaciel, dobry kumpel – odegrają teraz bardzo ważną rolę, pomagając Ci w zrozumieniu trudnych uczuć, przepracowaniu z Tobą tego co się stało, ale też pomogą rozładować żal, frustrację, gniew, czasem poczucie winy. Pomogą też, byś za długo nie dowalał/a sobie, nie doszukiwał/a się w sobie winy, nie zrzucał/a całej odpowiedzialności tylko na siebie. W takich sytuacjach rozstań jest bardzo potrzebne poczucie, że ktoś jest obok, że przyjaciel, bliski znajomy, ktoś z rodziny może wysłuchać, wesprzeć, być obok. Oczywiście czasem jesteśmy w sytuacji, że zdajemy sobie sprawę, że tak dużo poświęcaliśmy czasu, własnemu związkowi, że gdzieś nam relacje z rodziną i przyjaciółmi, znajomymi, umykały na dalszy plan i teraz wydaje się nam, że zostaliśmy po rozstaniu zupełnie sami. Warto wtedy odnowić relacje z członkami rodziny, odezwać się do znajomych, być otwartym na nowe znajomości. Pomagają nam też w sytuacji rozstania nasze własne zapiski, spisanie naszych uczuć, przelanie na papier – naszych żalów, oczekiwań, niespełnionych nadziei, a później spisanie wyciągniętych z naszego związku – wniosków. Spisywanie tego, co się w nas dzieje po rozstaniu, umożliwia nam oczyszczenie się z frustracji, przyjrzeniu się swoim potrzebom i poszukaniu wniosków ważnych dla naszej przyszłości i przyszłej samorealizacji i pozwala oderwać się od natrętnych myśli, na temat naszej odpowiedzialności i poczucia winy, co znacznie pomaga rozładować frustracje. Na pewno też ważne jest wychodzić na zewnątrz, po pracy, znajdować pomysły by wychodzić na dwór, spotykać się ze znajomymi, zapisać na jakieś aktywne zajęcia, wychodzić na spacery, uprawiać nordwolking czy jeździć na rowerze, może biegać, a może podjąć inną formę, która byłaby najodpowiedniejsza dla Ciebie. Każda aktywność zmniejsza napięcie, stres i pomaga oderwać się od trudnych myśli, wspomagając zdrowienie naszego umysłu i ciała po rozstaniu.

Tekst: Anna Ręklewska

268 komentarzy do “Jak podnieść się po rozstaniu?”

  1. no tak, podnieść, poprawić koronę i zacząć dbać o siebie. Strój na basen efelina już kupiony, karnet też. Więc dziś wieczór spędzę na basenie, a nie płacząc.

    1. 26 marca, data Twojego wpisu, a moja data rozstania, a zarazem 6 letniej rocznicy związku… Dziwna sytuacja z tymi rozstaniami…

    2. chłopak, który zdradził mnie po dwóch latach trwania związku poprzez całowanie się z inną dziewczyną, może liczyć na jakiekolwiek szanse w odbudowaniu zaufania?
      dodam, że sam się do tego przyznał i twierdzi, że bardzo tego żałuje i nadal mnie kocha… Czy jest jeszcze jakaś szansa żebyśmy byli razem.? Ja go bardzo kocham, on jest moja pierwsza milością. Mam z nim bardzo piekne wspomnienia i trudno mi sie z tym pogodzić, że miałabym życ bez niego.

      Prosze o jakiekolwiek rady.. Czy warto..

      1. Jeśli oboje Jesteście zaangażowani w relacje i zależy Wam nadal na związku, po tym co się stało, trzeba ze sobą poważnie porozmawiać o zaufaniu, o swoich potrzebach i priorytetach, żebyście oboje mieli pewność, że znacie potrzeby drugiej strony.
        Nie jest łatwo odbudować zaufanie i jeśli Pani jest na tyle silna, żeby poradzić sobie z tym i dać szansę chłopakowi, to oczywiście można zacząć od nowa. Ważne żebyście byli oboje teraz uważni na trudne momenty i próbowali na bieżąco rozwiązywać trudne sytuacje między Wami.

        1. Witam,
          Bardzo proszę o jakaś rade. Po pieciu latach odeszła ponieważ chciala spróbować czego innego. Nie wierzylem w to co sie stalo i czekałem cierpliwie. Po roku wróciła mowiac ze to byla pomyłka. Uwierzylem, minely trzy miesiace zaczelismy znow razem mieszkac i gdy pewnego dnia moj kolega pobił mnie i wyrzucił z domu na jej życzenie złamałem sie całkowicie. Dziś jestem z zupelnie inna osobą i staram sie zacząć od nowa ale jest to dla mnie nie osiągalne . Od tamtego czasu minal rok ona jest w ciąży z tym samym czlowiekiem ktory wtedy wyrzucił mnie z domu. 6 lat staralem sie zeby osiągnąć to co on dostał w ciagu roku. Na dzien dzisiejszy jedyne czego pragnę to zapomnieć i proszę mi wierzyć przez ostatni rok zrobilem chyba wszystko co jest w pani artykule. Bardzo prosze o jakakolwiek wskazówkę co dalej robić bo po roku czasu wcale nie jest mi lepiej.

          1. Ja byłam w związku przez 12lat 7 lat po ślubie, to mój pierwszy facet i 4 dni temu dowiedziałam się, że ma kochankę.Jest to szok i niedowierzanie. Ale chyba nie warto aż tak się zadręczać, bo to z nimi coś jest nie tak.Mam silną psychikę i owszem jest ciężko, bo wracają wspomnienia, ale staram się zmieniać mój tor myślenia. Powtarzam sobie, że jest zwykłym śmieciem i na pewno z czasem wróci do niego właśnie te uczucia które teraz mi towarzyszą. Czyli po prostu karma…
            Ona też ma męża i dziecko więc oboje są siebie warci…
            Do tego pytałam co ja mu takiego zrobiłam powiedział, że nic.Więc spytałam to czemu przestał mnie kochać powiedział, że nie przestał ale woli tamtą kobietę. A najbardziej zabolało mnie to, jak powiedział mi, że może wróci, że zobaczymy. I już to mi uświadomiło, że naprawdę nie jest tego wart…Nawet już nie chcę aby wracał jedynie czego pragnę, to tego aby przyszedł i mnie prosił abym wróciła a ja mu powiem to samo co on mnie, że może, że zobaczymy… Karma wraca….

            1. Mam podobnie. My dwójka dzieci. On żona i dwóch synów. Rozwodzą się dla siebie.
              Słyszałem to samo to Ty wielokrotnie od roku…

            2. Tez wpadlam na to ze moj narzeczony mnie zdradza. Po prawie 9 latach podjełam decyzje o wyrzuceniu tego smiecia z życia. Musialam sie nauczyć żyć na nowo… Minęło prawie 2 lata i wiele sie wydarzyło. Wiem, ze nie kazdy jest zdrajcą. Dasz rade!

            3. Pani Magdo ja mam to samo dokładnie tak ja pani pisze.tylko że ja walczyłam jak głupia pół roku a on miał mnie gdzieś. Nie potrafię się ogarnąć ciągle to do mnie wraca, tez zostawił mnie z rocznym synkiem. Nie mogę sobie poradzić, jestem tak załamana, bez poczucia własnej wartości, bez chęci do życia.

            4. Podziwiam Pani podejście do sprawy… Ja dałabym wszystko żeby wrócił, to tak strasznie boli…zostałam sama z dwójka dzieci, od pół roku słyszałam że ją kocha, a mnie nie, robiłam wszystko by naprawić to co razem zepsulismy, ale on nic nie docenial, dzis czuje się jak śmieć, nic nie warta, sama i bez oparcia męża (gdy pytałam co z dziećmi usłyszałam za każdym razem “dacie sobie radę”).Nie jest mi lepiej, czuje się coraz gorzej, ciągle płacze i nie potrafię się pozbierać… Chciałabym cofnąć czas, może jakoś udałoby się uratować wszystko.

            5. Pani Magdo brawo ale tez kobiety zdradzaja mam taki sam przypadek 17 lat w zwiazku 2 dzieci a Zona mi sie puszcza z zonatym tez maja 2 dzieci.zlapalem raz wybaczylem a po trzech miesiacach skontrolowalem telefon dalej zdradza tylko nie wie ze ja wiem szykuje sie do rozstania i czuje to samo co ty niepotrzebny i mysle co zle zrobilem ale mam nadziejw ze karma ich dopadnie.

            6. Madziu, mam podobna sytuacje do ciebie. Mój chłopak z którym byłam 11lat tego roku wzięliśmy ślub a on po 2miesiacach zdradził mnie z dziewczyna z dwójką dzieci i mężem. Nie potrafię sobie z tym poradzić napisz proszę na jakim etapie teraz jesteś???

            7. Przestan sie czolgac , zyj , to juz bylo I nie wroci . A tak naprawde to chcialbys zeby wrocilo?
              Rok wystarczy , chcialbys zyc z Kim’s kto ma cie za smiecia?
              Tylko ty Sam mozesz przerwac to blendne kolo
              Im wiecej bedziesz sie czolgal tym bardziej ona bedzie miala cie za nic

              1. Pomimo rozterek,żalu i nadziei ,też się zastanawiałem,czy jakby chciała wròcić to co dalej? żyłbym wiecznie na walizkach,bo nie wiedziałbym kiedy znòw jej odbije. I to płaszczenie się,żenada! Jedyna rzecz,ktòra w kupie.
                P.S
                po 20 latach,mi podziękowała,odsunęła,zbuntowała còrki

                1. Tez odeszlam ale dzieci niebuntowalam… i tak zemna i po mojej stronie. Wygodni Panowie czego jeszcze oczekujecie skoro nawet dziekuje nie umiecie powiedziec… pozostaje z szacunkiem….

                2. Zdradzała Ciebie z nim od samego początku…potem wróciła, bo mieli zgrzyt i spróbowała wrócić do Ciebie…nie było zmian przez które odeszła i po 3 miechach się Ciebie znów pozbyła…
                  taki scenariusz chyba sprawdza się w 90%

                3. Danielu, uważam, że czasem chęć bycia z kimś, z którym się żyło tyle lat, wiele wspomnień, trosk, zamartwień, róznych ciekawych, śmiesznych sytuacji, zwarzywszy, że z tego co piszesz jesteś osobę, która w tym związku więcej dawała i była mądrzejsza i sprawiedliwa. Niestety często tak jak, że ludzie dobrzi, zakochani, którzy pokazują swoje prawdziwe uczucie, bo Kochać – znaczy dawać – to nie 100% a czasem 1000%.
                  Kobiety niektóre są wyrachowane, zimne, same zapewne zostały skrzywdzone przez los, czy to przez dom rodzinny, czy mężczyzn.
                  Największym problemem u Was, bylo sądze, róznice wobec własnych oczekiwań.
                  Problemy jakie były powinny pokazać jacy naprawdę jesteśmy. Możliwe, że ta kobieta chciała Cię skrzywdzić, zranić.
                  Jak sobie poradzić? Nie ma na to recepty i nie będzie. Każdy jest inny i ma inną strukturę.
                  Najważniejsze byś sam wiedział co o tym myślisz, jak reagujesz na to jak się czujesz. Zabijanie czasu w pracy, grając w coś, chodząc na siłownię pomaga w jakimś stopniu, ale najważniejsze jeśli nadal cierpisz to byś spróbował sił u dobrego psychoterapeuty, na terapii grupowej. Grunt byś był w stanie powiedzieć o sobie wszystko, wyrzucić dosłownie każdy element Twojego bólu, codziennego życia, oczekiwań od siebie, od ludzi, od tego jaki jesteś.
                  Dopiero wtedy jest szansa, że zostaniesz uleczony.
                  Nikt nie jest twardy i macho – to wszystko powłoki
                  Jedni pokazują to otwarcie (emocje) , inni chowają, cierpiąc po kątach.

                4. Parę dni temu zakończył się mój 7 letni związek. Rozpacz, ból, strach przed przyszłością dokładnie tak jak piszą w artykule. Nie chcę płakać, ale łzy same lecą. Mam nadzieję że ten stan szybko minie.

                    1. Mam tak samo. Mój związek trwał 7 lat i partner zostawił mnie od tak. Czy wy też czujecie, że zbyt dużo poświęciliście dla drugiej osoby? W moim przypadku bylo to kompletnie nie docenione. Nigdy nie rozmawialiśmy poważnie bo partner uciekał od problemów. O nic nie dbał prócz o siebie, a jego uzależnienie to komputer. Potrafił siedzieć tak miesiącami, a na mnie nawet nie spojrzał. Dużo by opowiadać bo nie mało lat byliśmy ze sobą, ale na podkreślenie tego co napisałam to egoista i rozpieszczone dziecko w wieku 24 lat. Żałuję, że tak się stało, ale w tym związku chyba tylko ja dbałam.

                      1. Jestem w bardzo podobnej sytuacji. Moj chlopak z dnia na dzień uznał ze ‘to juz nie to samo’. Ja zawsze starałam sie zeby nasz zwiazek trwal. Próbowałam z nim rozmawiac ale on tylko na wszystko mi przytakiwal bo tak bylo mu łatwiej. W koncu po prawie 8 latach zwiazku jestem sama. Nie mam przyjaciół. Boje sie spojrzec znajomym i rodzinie w oczy. Chcialabym z kims pogadac szczerze, wyplakac sie ale nie potrafie.

                        1. Jakieś fatum…. mnie też zostawil po 7 latach “wielkiej milosci” na dodatek Smsem !! Minęły 3 miesiące i jest już ze mną lepiej..

                        2. Mnie też zostawił po 7 latach. Byliśmy zaręczeni. Na razie czarna rozpacz…Mam nadzieję, że to minie.

                          1. Mija z czasem ale nigdy się nie zapomina. Czas pomaga. Ból jest mniejszy. Mam nadzieję, że z czasem minie całkowicie.

                          2. I jak u Ciebie? Jak sobie radzisz? Jestem w podobnej sytuacji tylko ze dalej muszę z byłym mieszkać w jednym pokoju (nie mamy obydwoje gdzie sie wyprowadzić) i jest to poza granicami kraju… 🙁

                          3. A niby dlaczego boisz się spojrzeć w oczy rodzinie? Zostałaś porzucona i jeszcze masz takie dylematy? Gratuluję. Jeszcze ich przeproś. Żenada. Ludzie trochę szacunku do siebie i dumy…

                          4. Mialem podobnie, czasem jest tak, że nie którzy ludzie wynoszą to z domu, z tego jak wczesniej byli traktowani, jakie mają charaktery. Jest to forma jakiegoś wygodnictwa, lenistwa, wykorzystania dobroci. Czasem jest tak, że osoby mniej empatycze, myslace pod siebie tylko, bardzo czesto wykorzustują nasze dobre cechy i przywileje. Mysla, że tylko twardzi i nieustepliwi mają prawo egzystowac.
                            Najwazniejsza w relacjach jest rozmowa, jesli partner/ka ucieka od rozmow, nie lubi sluchac madrosci, ze pomimo starań, nie przynosi efektów, tzn ze ta osoba ma ogromny problem z wlasnymi emocjami. Ile razy slyszalem jak pojawial sie problem, że nie pora, ze za pozno, ze nie chce. a problemy nawarstwialy się.
                            Żal po tym jak ktoś nas zostawił, czujac jak walczylismy jest podwojny, ze tak naprawde , kto bardzo kocha ten najbardziej cierpi.
                            Potrzeba czasem czasu na to wszystko, najblizszych, czasem wyjsc gdzies, pobawić się, spotkac nowych ludzi i zwyczajnie nie przebywac samemu/samej.
                            A predzej czy pozniej , osamotnienie przejdzie, czasem przypadek sprawi ze poznasz osobę, ktora naprawde Cie pokocha i docenisz to.

                            1. czytając Twój wpis po raz pierwszy spotkałam się z sytuacją praktycznie identyczną do mojej.
                              Mój mąż, niestety egoista, być może rzeczywiście wyniesione ma pewne zachowania z domu, być może nie był tam kochany, ma deficyt w swoim wartościowaniu, dowartościowuje się obniżaniem mojej wartości.
                              Nie chce rozmawiać, jak naciskam, to mówi że to ze mną nie da się rozmawiać, bo się czepiam i awanturuję. Kolejne kłamstwa wg niego mają być zamiatane pod dywan, daje mi jakiś czas na gniewanie się i ma mi przejść, bo przecież się wyjawiło. Nie przeprasza, nie prosi o wybaczenie, a jak mi nie przechodzi to twierdzi że to ze mną jest nie w porządku, i to wszystko przeze mnie.
                              Twierdzi że powinniśmy się zając każde swoimi sprawami, mieć swoją prywatność…
                              Leczy się alkoholem i innymi używkami.
                              Wiele by jeszcze opowiadać….
                              Jest ciężko

                            2. Dziekuje Ci za słowa.
                              Ja walczyłam o faceta bo go kochałam.
                              On okazał sie byc typem piotrusia pana.
                              Zawsze wmawiał mi że moge na nim polegac, ze niechce stracic mnie.
                              A gdy wyrósł Problem – to nogi za pas i już go nie ma.
                              W jednym dniu straciłam faceta, dowiedziałam się, ze mama ma nieoperacyjny nowotwór. Mimo to, że wiedział, ze potrzebuję wsparcia- zostawił mnie samą bo nim manipulowałam i intrygi produkowałam, a 1,5 roku razem to co z tego.
                              Kazdy patrzy na drugiego człowieka przez pryzmat siebie.
                              Przez 1,5 roku mu matkowałam, a potem mnie wyzwał i rzucił z dnia na dzień.
                              Dzis chciałabym mu podziekować za to. Inaczej nigdy bym sie nie uwolniła od toksycznej relacji. Cięzko jest ale jak to okreslił to tylko 1,5 roku a ja mówie az 1,5 roku wytrzymałam.

                              1. Spotkało mnie to samo, co Ciebie, tylko ja tkwiłam w toksycznej relacji prawie 8 lat. Poświęciłam wszystko dla Piotrusia Pana, starszego ode mnie o 9 lat kawalera, który nigdy nie chciał mieć normalnej rodziny, dziecka, wspólnego mieszkania. Liczyły się tylko jego przyjemności i hobby, ciągle mnie pouczał jak belfer, krytykował, a to że torebka brzydka, że ubrałam się jak cudak, że nic się nie znam na gotowaniu, itp. Pojawiał się tylko na weekendy i “dozował” mi swój czas, aby po 2 dniach wrócić do rodziców. Kiedy wyjechał do pracy do innego, mniejszego miasta, mimo iż spokojnie mógł znaleźć zatrudnienie w mieście, w którym mieszkaliśmy, czułam, że to nie ma szans. Zachłysnął się (w wieku 42 lat) wolnością, piwem z kolegami, możliwe, że relacjami z innymi kobietami. Rzadko dzwonił, zawsze miał zły humor w czasie rozmowy, zdawkowo odpowiadał na smsy, wyszukiwał wymówki, żeby nie przyjechać. Zostawił mnie w takim momencie mojego życia, w którym miałam duże problemy i potrzebowałam tylko jego psychicznego wsparcia, przez telefon, z dnia na dzień. Mimo iż kiedyś deklarował, że “będzie mnie wspierał”. Byłam tak ślepa, że jest mi po prostu wstyd. Bolało mocno, zwłaszcza świadomość straty tylu lat dla kogoś takiego. Zadałam sobie pytanie, za czym dobrym tak płaczę. I nie wiedziałam za czym. Dla takich osób jak ja, które siedzą z toksolami i udają, że to “ludzie, którym trzeba pomóc”, najlepszym rozwiązaniem, oprócz watrząsnięcia przez bliską osobę (kogoś z rodziny) jest terapia, żeby nie wpakować się w kolejną toksyczną relację. Piotruś Pan w wieku 42 lat, poważający tylko głos mamy, egoista, hedonista, porzucający z dnia na dzień – to jest osoba, której trzeba szybciutko odesłać rzeczy i podziękować za to, że odeszła.

                              2. Mam to samo… 7lat wspolnego zycia, rok po slubie na pierwsza rocznice skubu zistawil mnie smsem wywolujac wczesniej klotnie o pilota od tv!!! Wczesniej wzial ze mna kredyt hipoteczny… stwiwrdzil ze roznica charakterow … za czeste klotnie ( 1 raz na tydzien a nawet dwa)… w domu nic nie robil tylko gral w gry komputerowe… wybral gry lub kochanke…nie wiem

                                1. Cześć, miałam tak samo… tyło komputer, treningi, imprezki. Jeszcze zostawił mnie samą z 8 miesięcznym dzieckiem. A będąc ze mną ja po porodzie siedziałam z naszym małym niemowlakiem, a on umawial się z inną kobeta na “trening “. Teraz mówi ze różnica charakterów. .. starałam się, wszystko sama robiłam (opieka nad dzieckiem, pranie, sprzątaniei gotowanie ). Prosiłam go tylko o pomoc. To chodził na treningi i wracał o 21 na gotowe, a w weekend imprezki do rana (ja byłam z dzieckiem w domu). Teraz mi mówi że jest w związku z tą koleżanką z siłowni. .. płakać mi się chce. Jeszcze jestem sama z dzieckiem i w dużym miejsce bez rodziny. Jestem zdana sama ma siebie. Ciężko mi jest psychicznie. On nie chcę zgody i mówi że “różnica charakterów “. Zostawił mnie dla dziewczyny 7 lat młodszej, niż ja. Jak na nowo sobie poradzić? Jeszcze go musze widywać , bo przychodzi do dziecka raz w tygodniu. Przychodzi na gotowe “pobawić się!”.takie daranie to wychodzą zawsze najlepiej. Jest wolny, może robić co chce, ma nową młodą dziewczynę. Ja zostałam uwiązana z niewinnym całej sytuacji dzieckiem. Cierpi z powodu braku ojca. Jeszcze mówił ze juz w ciąży chciał mnie zostawić. Co ja źle robiłam? Wszystko miał zrobione. Prosiłam tylko o pomoc to mówił ze się kłoce. W weekend grał tez w ciągu dnia gry lub oglądał filmy, a na mnie spoczywał obowiązek opieki dziecka i gotowania. Nie wiem jak ja mam życie na nowo zacząć? Ciężko kobiecie z dzieckiem i jeszcze on przychodzi.

                                2. Chyba miałyśmy tego samego chłopaka. Identyczna sytuacja. Po 6 lat rozłąka. Wszystkie problemy które spotykaliśmy na drodze , były traktowane jak nic ważnego, nic wartego uwagi. Nie mówił mi komplementów , nie wybieraliśmy się na randki, wszystko co mówiłam do niego odnośnie naszych problemów , po nim spływało jak po kaczce
                                  . Jego ulubioną rozrywką był komputer i rozmawanie przez internet ze znajomymi.

                              3. Co zrobić po rozstaniu po 25 latach małżeństwa w małej wiosce beż zadnych mozliwości rozrywek a względy religijne nie pozwalaja na wejscie w nowy zwiazek

                                1. To rzeczywiście bardzo trudna sytuacja, rozstanie po 25 latach małżeństwa. Najważniejsze żeby teraz mogła Pani znaleźć wsparcie, wśród najbliższych. Pytanie czy ważniejsze jest dla Pani to co ludzie powiedzą, czy Pani szczęście jest ważniejsze. Dobrze by zaczęła Pani myśleć o sobie o swoim szczęściu, zaczęła wychodzić do ludzi, spotykać się ze znajomymi. Jeśli trudno Pani odnaleźć się w tej sytuacji, warto by podjęła Pani terapię, żeby móc wzmocnić się i być silniejszą, zawalczyć o swoje szczęście.

                              4. Samo życie..Mój mąż mimo że prosiłam błagałam odszedł…Jest jeszcze 3 letnie dziecko, które najbardziej w tym wszystkim ucierpi:(

                              5. Właśnie przeżywam to samo… frustracja, przerazenie, żal, bezsens, pustka, wielka i przerażająca, tęsknota niesamowita, natłok wspomnień, taka mieszanka uczuć, że mam wrażenie, że zaraz wybuchnę. Każdy kąt w mieszkaniu, wszystko mi go przypomina. Nie wiem co zrobić z tymi uczuciami, żeby nie dać się im powalić. Nie wiem:(((((( Każda minuta jest trudna:(

                                1. Witam
                                  Rozstanie to jeden z najtrudniejszych momentow życia. Mimo natłoku trudnych uczuć, frustracji, żalu, gniewu i smutku, najważniejsze żeby nie przeżywać tych uczuć w samotności, ale korzystać ze wsparcia najblizszych, rodziny, przyjaciół, czy dobrych znajomych. Na początku często przychodzi chęć izolowania się wszystkich, ale warto korzystać ze wsparcia najbliższych żeby rozładowywać trudne uczucia i dawać się porwać w wir codzienności, nowych zajęć, wychodzenia z przyjaciółmi bo przynosi to ukojenie żalu. Czasem gdy ból jest bardzo silny warto skorzystać z pomocy psychologa, żeby wzmocnić się i zająć od nowa swoim życiem.

                                  Pozdrawiam cieplo
                                  A.Ręklewska

                                2. Niestety, przezywam to samo. Mijaja wlasnie 2 miesiace od momentu, kiedy po 9 latach moj partner “pozwolil mi odejsc” i kazal “czuc ze zyje”….. Dramat… 🙁

                              6. A ja swojego zdrajcę próbuję przegonić z domu ale on się nie chce wyprowadzić do swoich kochanek . Podkulił ogonek i zrobił się taki miły i uczynny po kilku latach kłamstw i puszczania się z kochanicami , że aż mnie mdli . Dla zdrajców nie ma miłości nie ma szacunku ani zaufania . Jedno jest pewne nie trzymajmy się w związku na siłę bo szkoda czasu i zdrowia a na pewno szkoda go dla ZDRAJCÓW .

                              7. Mój mąż złożył pozew o rozwód ponad miesiąc temu… Miłość mojego życia, mój skarb, z którym spędziłam najpiękniejsze chwile swojego życia. Postanowił, ze musimy się rozstać, bo nie pasujemy do siebie bo stracił do mnie zaufanie… Powodów było wiele. Popełniliśmy wielki błąd, że po dwóch latach zamieszkaliśmy z jego rodzicami. Nie byłam dla nich ideałem i jak to w życiu bywa kropla drąży skałę. Poza tym pracuję w męskim zawodzie i głównie z mężczyznami. Dla mojego ukochanego to stawało się coraz trudniejsze, szczególnie, ze zdarzały się sytuacje, ze byłam przez kogoś adorowana. Odrzucałam wszelkie zaloty, ale mój mąż oddalał się ode mnie, stawał się zimny obcy, zniknęła gdzieś czułość, rozmowy, bliskość, sex… Nie pomagały przekonywania prośby błagania… Dbałam o niego jak umiałam, kochałam, dopieszczałam, prałam, sprzątałam gotowałam. Zawsze miał czyste wyprasowane ubrania wielką dawkę czułości miłości, miał wszystko o co poprosił… W zamian zaczęłam dostawać tylko fochy, ciche dni, kontrolowanie na każdym kroku, wytykanie każdego błędu nieporozumienia, niedociągnięcia. Wszystko było źle, źle się wyrażałam, źle się zachowywałam. Sama moja obecność go drażniła. Do tego doszły podpowiedzi teściowej, że kiedy on jest w pracy to ja często wychodzę. Ano wychodzę bo kiedyś muszę zrobić zakupy, spotkać się z koleżanką, wyjść z psem na spacer.. Ale tak jak napisałam wcześniej – kropla drąży skałę. Jego rodzice ,,zapewnili” nam brak intymności w domu, brak pukania do drzwi, ,,dobre rady”, fałszywe oceny. Nigdy nie byłam dość dobra i skończyło się po dwóch latach walki, mojej walki 🙁

                              8. Co nas nie zabije, to nas wzmocni!!!
                                Faceci nie sa warci ani jednej lzy! Dziewczyny, musimy byc silne.
                                Kazdy z nich pozaluje, ze nas zostawili 🙂

                                1. jasne, a kobiety są nieskazitelnie doskonałe.. 🙂 mnie dziewczyna zostawiła dla byłego. Pół roku minęło a moje życie nadal jest puste, bez celu, bez sensu..

                                  1. Kobiety jak i mężczyźni mają wiele wad… Tylko co ma powiedzieć kobieta jak zostawi ja facet bądź też odwrotnie niestety zawsze ta druga połowa jest zla… Może ja jestem wyjątkiem bo winie Nas oboje
                                    .Jest mi źle bardzo źle mam chęć płakać, krzyczeć ale wiem że on nie wróci… a moje dziecko spyta po raz kolejny czemu mamusia ma smutną minkę. To jest ból który trzeba pokonać…

                                    1. Myślę bardzo podobnie jak ty wtedy 🙁 mam nadzieję że wszystko ułożyło ci się dobrze, i mogę mieć nadzieję dla siebie. Pozdrawiam

                                    2. To co piszesz jest krzywdzące dla wielu mężczyzn w tym dla mnie. Ja przeżywałem piekło kochając moja zonę, dbając o nią, adorując, na koniec kupiłem jej dom ktory odziedziczyła na spółkę z siostra a siostra chciała go sprzedać a moja żona nie miała pieniędzy by ja spłacić.
                                      Całymi latami próbowałem sie z nią porozumieć a ona odmawiała konstruktywnej rozmowy za to prowadziła pamiętnik w którym obrzucała mnie cały czas błotem i wmawiała mi jakieś podle intencje ktore nigdy nie przyszły by mi do głowy. Od dwóch lat mieszkamy osobno, ja starałem sie za wszelka ćene utrzymać malzenstwo, w tym czasie kupiłem jej dom zeby była szczęśliwa za pieniądze ktorych nie miałem i tylko dostałem kredyt z banku. Gdy juz wszystko zapłaciłem nagle moja żona, w dniu śmierci mojej mamy powiedziała mi przez telefon ze juz. Nigdy do. Mnie nie wróci. Tak nagle, gdy juz wszystko wyciągnęła co tylko sie dało. A wiec myśle ze nie zależy od płci czy ktos jest podły lecz od charakteru.

                                      1. jak dla mnie zdrada, zdrada i jeszcze raz zdrada…
                                        skoro powiedziała, że nigdy do Ciebie nie wróci, to znaczy, że znalazła kogoś według niej lepszego (w sensie innego). Wpis w dniu moich rodzin 😉

                                      2. I wtedy nie będziesz się różniła w niczym od niego. Po prostu to lej i zacznij iść dalej po swojemu a nie, żeby mu pokazać. Szkoda życia

                                    3. Miesiąc temu po 7 latach związku, mieszkania razem, i na 5 miesiecy przed ślubem, moja narzeczona zdecydowała o rozstaniu twierdząc że od prawie 2 lat miała coraz większe wątpliwości… Przekreśliła wszystko co razem zbudowaliśmy przez ten czas, teraz poznaje kogoś nowego a ja czuje się jak zdradzony, żal, niedowierzanie, strach, zazdrość a mimo tego jestem cały czas gotów wybaczy wszystko abysmy tylko byli razem… bardzo ciezko zaakceptowac i pogodzic sie z tą sytuacja i nie bardzo wiadomo co dalej robic bo nie mam na nic ochoty…

                                      1. Piotrze wiem jak się czujesz 🙁 ponieważ ja czuję się tak samo …męczę się tak już od 8 miesięcy i też jestem wstanie wybaczyć wszystko ale ostatnio zadaje sobie pytanie czy warto? zaczęło się to w maju gdy dowiedziałam się od mojego partnera z którym mieszkałam ponad 8 lat, że chyba nie pasujemy do siebie…wiedziałam od razu, że jest ktoś inny. Mimo wszystko ciągle żyłam nadzieją, że może wróci, z ostatnich miesięcy pamiętam tylko płacz, ból i cierpienie…mówią czas leczy rany ale chyba nie do końca, czas pozwala nam przyzwyczaić się do danej sytuacji i pomaga tylko wtedy jak sami zamkniemy poprzedni rozdział w swoim życiu aby móc zacząć nowy. Próbowałam się nawet zakochać ale bez większych rezultatów, nie można pokochać kogoś innego jeśli w sercu jest jeszcze ten ktoś 🙁 najlepszym lekarstwem jest nie utrzymywanie kontaktu, ból może jest silniejszy ale krótki. W moim przypadku muszę mieć kontakt bo łączą nas jeszcze inne sprawy i dlatego trwa to tak długo. Życzę Ci wytrwania, siły i mam nadzieję, że jak to przeczytasz pojawi się chociaż przez chwilę ten uśmiech na twojej twarzy dla mnie bo pamiętaj nie jesteś sam 🙂

                                    4. Wczoraj rozstałam się z chłopakiem po roku w związku. Jest moją pierwszą tak dużą miłością. Wróciłam i płakałam, płakałam i jeszcze raz płakałam, miałam myśli samobójcze, ale tylko przez chwilę, na skutek intensywnych emocji. On rozstaniem się nie przejął co jeszcze bardziej mnie zabolało, sam stwierdził, że jeszcze to do niego nie dociera, albo po prostu nie ma uczuć. Tak wyglądał nasz cały związek, raz było cudownie, oboje byliśmy szczęśliwi, on był czuły i dbał o moje potrzeby, potem przychodził ten “zły czas” kiedy zachowywał się zupełnie tak jakbym go nie znała. Był oschły, nie przejmował się niczym, ja bardzo cierpiałam a on nie czuł nic, decyzje, które wtedy podejmował były destrukcyjne dla naszego związku, ale kiedy wracał ten czuły chłopak przepraszał i zapewniał, że nigdy się to nie powtórzy po czym znowu popełniał te same błędy. Wczoraj po prostu nie wytrzymałam i mimo, że bardzo go kocham zakończyłam to. Najgorsze jest to, że cały czas liczę na to, że napisze, że przeprosi i się zmieni, wiem, że nie mogę nikogo do niczego zmuszać, ale tak trudno jest mi uwierzyć w to, że te dobre momenty już nie powrócą, że nie będę czuła jego dotyku, tego ciepła, którym darzył mnie kiedy wszystko było idealne. Może to przez jego trudne dzieciństwo, sam zawsze podkreślał, że gdybym znała jego historię zrozumialabym niektóre jego zachowania, ale nigdy mi o nim nie powiedział a ja obwiniam się o to, że nie byłam wystarczająco dobra żeby wiedzieć. Tak wiem to głupie i dziecinne, ale po prostu nie wyobrażam sobie życia bez tego szczęścia, którym darzył mnie co prawda okresowo, ale z wielką intensywnością. Proszę o pomoc, o wsparcie, cokolwiek, może ja za dużo oczekuje, nie wiem, mam w głowie chaos i chyba chciałam to siebie wyrzucić.

                                      1. Zachowania Pani Partnera muszą z czegoś wynikać i musi być tego przyczyna, człowiek który kocha potrafi zmienić wszystko dla ukochanej osoby, widocznie Pani dla niego nie była wystarczająco idealna i szukał miłości, nie dla tego ze chciał ale to jest taki przymus coś warjackiego. Opowiadał pani, że miał przeżycia w młodości i nie wie Pani dokładnie co się wydarzyło, wydaje mi się, że jeden z rodziców pił lub oboje rodziców i jest to DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika/ów)
                                        Osoba która nie miała dzieciństwa, jest poraniona i ma w sobie dużo krzywdy i nie potrafi zbudować normalnych relacji z partnerem. I będzie się tak zachowywać, bo szuka miłości której nie zaznał przez zdrady, pisanie sms, fb z innymi kobietami, będzie chciał się przytulić, może pocałować a może nawet coś więcej, nic Pani z tym nie zrobi ta osoba potrzebuje dobrego psychoterapełty aby zobaczyć świat z innej perspektywy, taka terapia może trwać długo i nie przypuszczam że to pomoże ale zawsze warto spróbować.
                                        Pani go znała rok to bardzo krótko, nie wiem w jakim wieku jesteście ale podejrzewam, że bardzo młodzi. Pozna Pani kogoś z kim przejdzie pani przez życie, natomiast warto wyciągnąć wnioski z tej znajomości i zwrócić uwagę na rodzinę partnera, rodziców, rodzeństwo dlatego, że potomek jest ich odbiciem lustrzanym. Jakie ma wykształcenie, czy ma zainteresowania jakich ,ma znajomych czy nie zadaje się z nieodpowiednim towarzystwie, jak się wysławia w obecności ludzi a jak się do ciebie odnosi sam na sam to są bardzo istotne aspekty rozpoznania drugiej osoby.
                                        Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego nowego związku.

                                    5. Związek trwał 5 lat. Jestem 4 miesiace po rozstaniu. Decyzja wspólna, z początku wydawała się jedyną słuszną. Po tygpdniu zacząłem wariować, niestety partnerka zamknęła ten etap. Czytam o etapach jakie powinienem przechodzić i trudno mi się określić w którym akurat jestem. Teraz jestem chorobliwie zazdrosny o to, ze może już z kimś sobie życie na nowo układać. Świadomie piszę chorobliwie, bo non stop nawiedzają mnie scenariusze jej potencjalnego nowego związku. Ale do rzeczy. Bo nie o tym chciałem napisać. Mam pytanie: czy jest przybliżony statystyczny okres przechodzenia przez poszczególne etapy rozstania? Ile czasu to zazwyczaj trwa? Wiem, ze każdy przypadek jest inny, ale mętlik mam w głowie gdy słysze raz, ze pół roku, innym razem, ze rok, a niektórzy pare lat trwają w zawieszeniu. Po jakim czasie powinienem zacząć się martwić, ze za długo zajmuje mi poradzenie sobie z tą sytuacją? Ile bym dał za punkt odniesienia w czasie.

                                      1. Witam
                                        Jestem niecałe trzy miesiące po rozstaniu (10 letni związek, zaręczona). Każdego dnia zbieram się z podłogi. Mam to samo co Ty,destrukcyjne myśli, które nawiedzają mnie każdego dnia odnośnie tego ,że może kogoś mieć, z kimś się spotykać itp.,itd….niszczy mnie to. Jeśli chodzi o Twoje pytanie to ciężko jest odpowiedzieć ile trwają poszczególne etapy, to jest chyba indywidualna sprawa,każdy przeżywa rozstania na swój sposób. Ja, znając siebie wiem, że będę w tym cholernym dole psychicznym trwała długo…staram się ale jest ciężko. Jestem na etapie izolowania się od wszystkiego i wszystkich, nie mam ochoty ani nigdzie wychodzić, ani się z nikim spotykać. Jedyna rzecz , która mnie trzyma przy ludziach i wmiarę normalnym funkcjonowaniu jest praca.

                                        1. Cześć, ja również jestem po ciężkim rozstaniu. Facet stosował na mnie przemoc psychiczną. Rozumiem, że jest teraz ciężko ale nie można się załamywać! A przede wszystkim trzeba znaleźć siłę do działania i nie wmawiać sobie, że ból po rozstaniu z pewnością będzie trwał długo. Ja jestem teraz na etapie poczucia winy i obniżonej samooceny. Jednak wiem, że jest to chwilowe i zaraz minie, najważniejsze jest pozytywne myślenie i sport. Nie ważne jak ciężko jest, z każdym dniem będzie lepiej. Mi bardzo pomaga wybaczanie mu i sobie. Jest to długotrwały proces ale jak się wybaczy to już będzie lżej na duszy 😉 Powodzenia w walce o własne życie!!

                                        2. czy przypadkiem nie pracujesz w Piastowie w zakładzie akumulatorów?? moja była poszła właśnie do człowieka o takiej samej przeszłości, ma na imie Ania. jak To Ty to uważaj na nią. pozdrawiam.

                                      2. A ja własnie po 34 latach małżeństwa dowiedziałam się, że moj mąż od 18 lat prowadzi podwójne życie u boku kochanki. Nie mogę pojąć jak mogłam być taka głupia i tyle lat dawać się oszukiwać. Jak on mógł być ze mną, a jednocześnie z w tym samym czasie z inna kobietą. Przecież sprawiał wrażenie , że jest wszystko ok. Jak mogłam być tak ślepa i nic nie zauważyć tyle lat.
                                        Teraz nie wiem jak dalej żyć, zmuszam się do wstania z łóżka, płaczę po kątach, jak długo to potrwa. Już nie daję sobie rady ze sobą, ze swoimi myślami, ciągle rozpamiętuję te lata, a najbardziej boli, że tak dłgo dawałam się mamić. Co robić?

                                        1. Ja mam to samo.27 lat. Koleżanka z pracy od ponad 10 lat.Podobno wtedy zerwał.Ha,ha,ha…Uwierzyłam.Teraz zwala to na nasze “niedobrane” małżeństwo.Jest tak zniewalający,że podobno nawet kochanka go rzuciła-nie mógł się zdecydować na ryzyko bycia z nią na codzień.Radzę mu poszukać trzeciej , najlepiej napalonej 20stki.

                                          1. 24 lata małżeństwa, 30 lat razem, dorosły syn i kilkuletnia córka, a w tle od ponad 11lat “koleżanka z pracy” -mężatka z dwójką już teraz prawie dorosłych dzieci. Najpierw zdrada emocjonalna, moja walka, ultimatum i (tak myślałam) całkowite zerwania kontaktów. Rok temu okazało się, że cały czas się spotykali, o czym mnie z wielką satysfakcją poinformowała ona. Kłamstwa, oszustwa, poniżanie, sex w naszym małżeńskim łóżku itp. Wyprowadził się. Po kilku dniach wrócił, sama tego chciałam, bo dzieci, bo miłość, bo przysięga małżeńska. Po 11 miesiącach okazało się, że nadal mają ze sobą relacje, mimo iż mój warunek był jeden- żadnych kontaktów . Nawet znając pokrętne myślenie tego pana wymieniłam- osobistych, sms, telefonicznych. Wyprowadził się, a ja umieram, chociaż wiem, że razem już być nie możemy. Czuję się upokorzona,,jak stary kapeć, mam46 lat, ona36. Czy można bardziej poniżyć drugiego człowieka? Ale walczę ze swoją słabością, bo muszę być silna dla mojej córeczki. A poza tym obiecałam sobie, że takie dwa zera mnie nie zniszczą!

                                            1. Wiem,że słyszałaś takie pocieszenia setki razy i traktujesz me jak truizm,ale uwierz mi- własnego doświadczenia-że ten bòl po oszuście minie i poczujesz siè wtedy znacznie silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.Nie obwiniaj się absolutnie o to,że coś zrobiłaś źle, a przede wszystkim nie myśl,że straciłaś tyle lat życia na nieodpowiedniego faceta,bo takim myśleniem tylko niepotrzebnie się dołujesz.Pomyśl,że masz fantastyczne dzieci i choćby dla nich było warto.A to, że ten związek się rozpadł….Jak czytam to co piszesz,to to nie był żaden normalny związek tylko toksyczna relacja,oparta na przyjemnościach tylko jednej strony.Mężczyzna,który poniża kobietę w ten sposób, nie jest godny nawet pomachania ręką na do widzenia. Nie poròwnuj siebie i ten kobiety- còż z tego, że jest młodsza.Czy to o czymś świadczy?Pożyjemy I zobacztmy, czy Pani młodsza bèdzie opiekować sié Pani byłym.Szczerze wátpiè.Mnie facet zostawił po 8 latach związku,razem z dzieckiem,w jednym z najgorszych momentów mojego życia,kiedy go tak naprawdę jak nigdy potrzebowałam.Odszedł nagle, bez słowa,nie mając nawet odwagi się spotkać twarzą w twarz i powiedzieć mi jaki był ,,powöd”.Do dziś go nie znam, podejrzewam, że chodziło o nową partnerkę.Jeli Twój będzie próbował do Ciebie wracać-nie pozwól mu, bo on się nie zmieni.I ciągle żyłabyś w nerwach przy każdym dźwięku przychodzących wiadomości na jego telefon, że to pewnie ,,ona” pisze.Nie ma sensu. Poznasz kogoś wartościowego i jeszcze kiedyś byłemu wyślesz bukiet w podzięce za to, że Ci otworzył oczy na fakt w jakiej toksycznej relacji tkwiłaś.Wiem jak to początkowo boli,wiem to wszystko aż za dobrze.Ale potem przychodzi ulga i poczucie,że , dałam radę”.Ty też dasz radę,mocno w to wierzę!!!

                                            2. Jestem w podobnej sytuacji…liczę na to,że upływający czas pomoże uporać się z bólem,ośmieszeniem i z czasem wyjdę na tzw.”prostą”.
                                              Jest mi bardzo ciężko,nie bardzo wiem,co dalej?
                                              Z drugiej strony…myślę,że jeśli się zaniedbam,dam mu powód do radości,jemu,jego rodzinie,która rozbiła nasz związek po 30 latach!
                                              Mieszkam w małej miejscowości,gdzie wszelkie wiadomości roznoszą się błyskawicznie,to jest dodatkowy stres.O wyprowadzce nie ma mowy(brak pieniędzy i wiek)Chciałabym zasnąć i obudzić się,jak już będzie lepiej,lżej i nie będzie tak bolało.

                                            3. Jeżeli jest aż tak źle proponuje udać się do psychiatry bo to ewidentne oznaki depresji. Nie ma się czego wstydzić! Jest to lekarz, który pomoże Ci w walce z obecnym stanem. Nie potrzebne są wielkie nakłady finansowe. Sama cierpiałam na depresje i wiem co przeżywasz. Po prawie rocznym braniu tabletek, które w żaden sposób nie uzależniają jest o wiele lepiej. Już ich nie potrzebuje i potrafię żyć normalnie. Ja niestety przez mojego byłego brałam te tabletki. Teraz po rozstaniu już ich nie potrzebuje. Depresja może się tylko pogłębiać nie ma co jej bagatelizować! Powodzenia!

                                            4. Ja dowiedzialam się o wszystkich zdradach po 40 latach znajomosci.Przez te lata zadawal sie z byle jaką dziwka którą zgarnial z ulicy,podwozil samochodem potem kawiarnia calowanie lizanie calej a potem loda .Dziwki na raz i nastepna.Boli ze nie myslal o chorobach ,zabezpieczeniu ,potem kladl się do mojego łóżka ccalowal dzieci i wszystko mu nie pasowalo.Kiedy wszystko się wydalo wyrzucilam go przepraszal poszedl się leczyc do psychologa.WIEM ZE NIE WYBACZE WBIL MI NOZ W SERCE ALE MYSLE ZE BEDZIE ZALOWAL BO BYLAM JEGO PRAWDZIWYM PRZYJACIELEM

                                          2. … dwa dni temu podczas noworocznych życzeń dowiedziałam się że po 17 wspólnych latach, które zaowocowały dwójką małych dzieci – zostaję sama. Nie mam żadnego wsparcia, nie stać mnie na terapię ani pomoc psychologa. To nie wchodzi w grę. Mam ochotę zostawić kilka słów pożegnania i odejść. Nie jestem w stanie unieść w sobie tej rozpaczy, jestem kompletnie zdruzgotana.

                                            1. Też,tak mam…liczę na to,że z czasem przejdzie.Na razie snuję się po mieszkaniu,bez celu.Objadam się słodyczami,nie mogę spać.Nie mam ochoty wychodzić z domu.Wyłączam tel…nie chcę z nikim rozmawiać.Słońce za oknem,nie cieszy jak dawniej.Myślę,ze może najlepiej było by zasnąć i…ale…nie mogę dać mu tej satysfakcji.Pozdrawiam serdecznie…trzymaj się!

                                            2. Droga Magdo.
                                              Nawet nie jesteś teraz w tym stanie świadoma jakie są wielkie pokłady Twej wewnętrznej siły! Masz Ją , poczekaj. Czekać będziesz wiele miesięcy i nagle pewnego ranka wstaniesz zupełnie odmieniona, z poczuciem tak dużej siły,ze będziesz mogła przysłowiowe góry przenosić. Bedziesz cierpieć na rożne sposoby z bólem fizycznym włącznie. DAJ SOBIE CZAS. Niech płynie a Ty płyn wraz z nim. Rób wszystkie czynności dnia codziennego bo MUSISZ To robic. Ale niech czas płynie. Podniesiesz się,odrodzisz się jak Feniks z Popiołów. Zobaczysz sama,ze tak się stanie. DAJ SOBIE CZAS.
                                              Ja jestem teraz w trakcie kolejnego etapu “Dochodzenia do siebie” po odejściu męża po 15 latach. Mija 7 miesiąc i z dnia na dzien staję sie silniejsza. Od kilku tygodni zaczęłam myślec o sobie. To jest MIŁE uczucie. Czuję jak wstępuje we mnie zupełnie NOWA SIŁA . Odzyskuje wiarę w siebie i swoje możliwości. Pojawili się wokół mnie ludzie z którymi dawno zaprzestałam utrzymywać kontakty. Otworzyłam się na ludzi choć kilka miesięcy wcześniej zamknęłam się przed nimi.
                                              Teraz stoję w obliczu “Nowej ” sytuacji . Nie wiem co mam robic. Nie przeszłam jeszcze wszystkich etapów po odejściu męża a on chce wrócić(!) . I co teraz- jak żyć? Co robić? I znowu trudne zadanie do przerobienia choć pierwszego nie zdążyłam jeszcze zrobic. Trzymaj się . Wierze w Ciebie bo wiem jak było ze mną.

                                          3. A ja po 11 latach, po raz 4 odeszłam od męża. Z 2 córeczek wyprowadziłam się do małego mieszkanka. Prze te lata tydzień po tygodniu byłam emocjonalnie zabijana przez tego, kogo wybrałam na swojego męża. Okropne uczucie, gdy jednego dnia jesteś traktowana jak księżniczka a następnego wyzywana od bladzi, itp. Nie będę wchodzić w szczegóły bo zbyt dużo tego było. 1,5 roku regularnych spotkań z psychologiem pomogło mi zrozumieć co się działo, czego doznawałam na co dzień . Odchodziłam 3 razy i zawsze wracałam z nadzieją, że się zmieni, przecież obiecywał. Teraz 4 raz, za 18 dni mam pierwszą rozprawę rozwodową. Wiem, że moja decyzja jest słuszna i nie żałuję jej, ale tak bardzo jest mi ciężko. Płaczę prawie każdego dnia, czekam na jego telefon jakbym była uzależniona od jego głosu, od jego obecności. On przychodzi do dzieci i odgrywa cudownego tatę, pyta czy mi w czymś pomóc, kupić to czy tamto, mówi, że ciągle kocha. Wiem jednak, że to marne gierki i że gdybym się znowu z złamała to za góra 3 miesiące miałabym znowu piekło na co dzień. Boli jednak to wszystko jak cholera. Próbuję wierzyć, że kiedyś to minie, że będzie lepiej. Bogu dzięki mam dzieci.

                                            1. Po 30 latach rozstaliśmy się.Ostatnie lata były koszmarne.Tego co robił mąż,co wykrzykiwał do sąsiadów,nie da się opisać!Prowadził podwójne życie,dlatego pił,był znerwicowany.Teraz,kiedy wszystko wyszło na jaw i kazałam mu się wyprowadzić,pewnie poczuł ulgę.Jak nigdy nie awanturował się…odszedł bez słowa.Teraz w domu,jest pusto ale cicho i bezpiecznie.Niestety żal,wstyd i te straszne słowa i zachowania,zostaną w pamięci na długo,być może na zawsze!

                                          4. Zawsze wybierałam trudnych mężczyzn. Próbowałam coś zmienić, ale to dzieje się samo. Szczytem bezczelności była sytuacja, w której mój były partner pojechał sobie do znajomych nad morze, a po kilku miesiącach okazało się, że spędził 5 upojnych dni i nocy z “przyjaciółką”, która zresztą sama była zaręczona, po czym wrócił do mnie jak gdyby nigdy nic. Rozstałam się, dość szybko sobie ze wszystkim poradziłam, postawiłam grubą kreskę. Później pojawił się ktoś nowy. Na początku było idealnie, choć wcale nie było między nami wybuchu euforii i zakochania. Każdego dnia pozwalał mi się angażować coraz bardziej, robił dla mnie niezwykłe rzeczy, ale w pewnym momencie zauważyłam, że z jego str to nie wygląda tak samo. Im więcej ja czuję tym bardziej On się wycofuje. Ja wyznałam mu miłość, a On jej nie odwzajemnił. Nie chciał się rozstać, bo uważał, że jestem najlepszą dziewczyną jaką miał w życiu, dałam mu czas, ale zaczął mnie olewać. Nie mogłam już dłużej znieść tego jak mnie traktuje, więc się rozstaliśmy. Niby nic nadzwyczajnego. Kilka miesięcy znajomości, ale ja tak bardzo wierzyłam, że to już “ten”, że teraz kompletnie nie mogę się pozbierać, wszystko nagle straciło sens, a najbardziej zastanawia mnie dlaczego mnie nie pokochał skoro oboje tego chcieliśmy i się staraliśmy. Z tych wszystkich trudnych rozstań to jest najgorsze.

                                          5. Hej wszystkim. We wrześniu dowiedziałem się po 7 latach od moje żony że już nie jest zakochana w mojej osobie,,,Dwoje małych dzieci 4 i 2 latka ,Za 4 miesiące sprzedaliśmy mieszkanie ja mieszkam blok dalej. Ona niby wynajęła nasze mieszkanie od nowego właściciela,..?
                                            Przez te 4 miesiące przeżyłem koszmar,Krótkie spódniczki ,wychodne na całą noc ,spanie z telefonem, wyzwiska i zastraszanie(że nie zobaczę dzieci) Cała nasza rodzina nie miała sensu .A ja wierzyłem w to wszystko jak moi synowie w Avengers !
                                            Od miesiąca wymieniamy się chłopcami co 2 dni .Oni są totalnie zakręceni ..nie wiedzą jak sobie dać radę z tym całym serialem Brazylijskim.Ja ogarniam się z obowiązkami gosposi, taty ,mamy ,szefa kuchni i Przytulanki. Nie wiem jak długo dam radę bo jeszcze dochodzą wspólne spotkania ..(dla dobra dzieci).Psychiczne seppuku ..a jeszcze w tym wszystkim praca ..firma. Wiem że jak odpuszczę moim chłopcom to mogą się z tego nie podnieść..Dobra rada dla mnie : nigdy się nie poddawać i dostrzec swoje błędy ,których w przyszłości należy unikać,,W wolnych chwilach taniec,siłownia ,piłka,przyjaciele i gitara,! Jeżeli ktoś rozpacza ,rozumiem .Płacze i pragnie zrobić coś głupiego też rozumiem.Ale jest na to antidotum ….żyj tak jakby jurta miało nie być ,niech Świat należał do Ciebie puki oddychasz..tak jak Kapitan Ale Myka{Ameryka} tak mówią moi chłopcy…pozdrawiam Jack

                                          6. Prawie po 4 latach moja juz byla dziewczyna powiedziała w sumie zostawila list. Opisala wszystko poczatki mile chwile az doszlo do powodów rozstania. uważa Ze to co bylo miedzy nami sie wypalilo ja w to nie wierzę. 2 dni przed koncem spedzilismy najlepsze chwile, nie mówiąc juz od najlepszym sexie . w liscie napisala ze chiala spędzić najlepiej jak sie da nasze ostatnie chwile. kazala mi zabrac wszystko tak też zrobilem chodz te nasze wspolne rzeczy zostawilem by zadecydowala co zrobimy z tym. chcialbym o nia walczyc ale to moze nie mieć sensu aby rozbudujemy wrogosc. Najgorsze jest to ze rozmawialem z jej rodzicami mieliśmy bardzo dobry konatkt 5/5 i sami nie wiedza o co chodzi po prostu ona z nimi nie rozmawia oddalila sie od rodziców. Ma kolezaneczke ktora zmienia chłopaków jak rekawiczki zdradza i tak w kolko. boje sie ze to wlasnie przez ta kolezanke.. Wiem ze nie jestem bez winy nikt nie jest. ale sam juz dalej nie wiem. najgorsze ze mieliśmy plany na zycie.. Za kilka miesiecy mieliśmy sie wyprowadzic od rodzicow i wspólnie zamieszkac..

                                            1. rozumie co przeżywasz mam podobną sytuację…poświeciłam się całkowicie dla mężczyzny który niby coś ze mną planował ale prawda taka chyba nigdy nie kochał tylko mną manipulował chciał coś uzyskać..jak zaczęłam mieć swoje zdanie ..uznał ,że ciągle się kłociliśmy..a ja nie chciałam się kłócic tylko cokolwiek od niego wyegzekwować..tyle,ze to niestety nie był dobry człowiek..dlaczego można kogoś takiego pokochać..mimo,iż rozum podpowiada,że tak się to może zle skończyć..wchodzimy w takie relacje i cierpimy a teraz już miesiąc mija a ja dalej w tym tkwie..

                                          7. Po 5-latach związku i wspólnego mieszkania moja była na FB znalazła nową miłość i teraz mieszka z nim.Powiedziała mi że przez te 5 lat kochała mnie jak przyjaciela i tylko tyle.

                                          8. Ode mnie odeszła w grudniu przed świętami 3 lata związku. Zaręczyny były po 10 miesiącach. Ale ją kocham.. wszystko przeżywam tak jak jest opisane. Zadręczam się myślami i biorę winę na siebie. Odeszła nagle. Ślepy byłem na sygnały nie zrobiliśmy nic żeby ratować się z rutyny. Brak rozmów prowadzi do takiej sytuacji. Chciałbym żebyśmy wrócili do siebie ale dziś widzę, że zaczęła nowe życie z kimś nowym i będzie to niemożliwe

                                          9. 7 i 11 lat tyle mają moi synowie.
                                            Z panią nauczycielką byłem 20 lat, mieszkaliśmy z jej tatusiem. Ale ze mnie kretyn, teraz serce mi pęka mam mętlik w głowie depreche.
                                            Powiedziała, że psuło się od 2 lat i teraz już mnie nie kocha. Chodź to ona walczyła o nasz związek.Jestem trup.

                                          10. Witam wszystkich,
                                            Prawie miesiąc temu zostawił mnie chłopak. Wydawało mi się, że to TEN… z którym będę już zawsze. Straciłam głowę i przy okazji siebie 🙁
                                            Dla niego rzuciłam wszystko… pracę w moim mieście, dotychczasowe życie tylko dlatego by po 4 miesiącach przeprowadzić się do niego 100 km od dotychczasowego miejsca zamieszkania. Do szkoły (studia) musiałam dojeżdżać co tydzień w weekendy z racji, że studiuję zaocznie. Szkoła i znaleziona tam praca pochłaniłly mnie całkowicie… nie mieliśmy dla siebie zbyt dużo czasu… ale starałam się to wszystko pogodzić. Naprawdę się starałam, ale jemu zawsze było mało, a to za mało o niego zabiegam, że nudno ze mną, że nie chodzimy na imprezy, że nie zapraszam go do kina itp… Pracowałam czasami po 12 h i do tego studia… a studiuję na prawdę ciężki kierunek. W pewnym czasie on zaczął mnie olewać… wolał spać niż spędzać czas ze mną. W końcu oznajmił mi, że gdy on się starał było wszystko w porządku, lecz gdy przestał zaczęło się sypać… ciągłe kłótnie, niedomówienia… Wiem, że popełniłam mnóstwo błędów, ale dlaczego on zwalił wszystko na mnie? Dlaczego z NAS zrezygnował? Zostawił mnie mówiąc, że wszystko zniszczyłam, że wszystko jest moją winą, że nie zabiegałam o niego, że się ze mną nudził. Będąc ze mną w związku czuł, że stoi w miejscu. Z chwilą skończenia przez niego studiów zakończył również nasz związek…. Ja zostałam bez niczego. Wróciłam na stare śmieci – do rodziców… bez pracy, bez mężczyzny, którego uważałam za tego jedynego … bez niczego… zostały mi jedynie studia, które prawdopodobnie przyczyniły się do rozpadu( a właściwie czas który poświęcałam na projekty zamiast poświęcić go jemu)… Jest mi strasznie ciężko… Codziennie przechodzę wahania nastrojów. W jednej chwili czuje, że jestem silna i dam rade, a w drugiej chwili nic nie ma już dla mnie sensu…
                                            Wiem, że to dopiero miesiąc po rozstaniu … ale ja już mam dość tego stanu… Jak wyzdrowieć?… jak mam sobie poradzić? … czuje się bezwartościowa…
                                            Czy na prawdę byłam dla niego taka zła?
                                            Czy nasze wspomnienia i przeżyte razem piękne chwile nie maja znaczenia?
                                            Nie potrafię sobie tego poukładać w głowię..
                                            Proszę o poradę… o obiektywną ocenę tej sytuacji…
                                            Rok mieszkaliśmy razem … ale ten rok był dla mnie wyjątkowy…

                                            1. Trafilam ostatnio na te strone w poszukiwaniu pocieszenia po ciezkim dla mnie rozstaniu, a widzac Twoj wpis poczulam sie jakbym czytala o swoim zyciu, ostatnich wydarzeniach i postanowilam do Ciebie napisac. Ja kilka dni temu wlasnie znalazlam odpowiedz na strasznie nurtujace mnie pytanie “Co zrobilam zle, ze on mnie tak potraktowal ?” “Czy faktycznie jestem taka beznadziejna, do niczego, ze on biedny musial mnie zostawic mimo, ze tak bardzo chcial ze mna byc?” i trafilam na bardzo zaskakujace wnioski i fakty!
                                              Prawdopodobnie Ty tak samo jak i ja bylam z narcystycznym Piotrusiem Panem !
                                              Zeby bardziej przyblizyc Ci podobienstwo naszych historii, ktorych jest cala masa i dotyka ona bardzo wiele wartosciowych i wspanialcyh kobiet w skrocie napisze Ci o moich doswiadczeniach …
                                              Poznalam go w Polsce, przyjechal tu na krotkie wakacje z kolega przed swietami wielkanocnymi 2015 r. Umowilismy sie na randke przez popularny portal randkowy i zaiskrzylo. Przystojny, czarujacy facet, wolny, ustawiony po 40-tce bez zobowiazan (rozwodow, dzieci itd) z pasjami. Ja dziewczyna, ktora w tym czasie poszukiwalam dosyc intensywnie mezczyzny na dobre i na zle bylam zachwycona. Po jednej randce zaczal sie nasz zwiazek na odleglosc, ktory trwal 7 miesiecy, podczas ktorych ja bywalam przynajmniej raz w miesiacu na weekendy w jego miejscu zamieszkania, traktowana jak ksiezniczka i rozpieszczana. Sen sie spelnil, znalazlam swojego ksiecia z bajki. On coraz czesciej namawial mnie, zebym zakonczyla wszystkie swoje sprawy w Polsce i przyjechala do niego na stale, on mi znajdzie prace i pomoze we wszystkim. W miedzyczasie mielismy kilka dziwnych sytuacji, poniewaz okazalo sie, ze moj ksiaze nie moze zyc bez ciaglego kontrolowania mnie, min sprawdzania mojego telefonu przy kazdej nadarzajacej sie okazji. Zastanawialy mnie takze historie o jego bylych zwiazkach, z ktorych wynikalo, ze to prawie zawsze on je konczyl, ponizewaz np cyt “musialem z nia zerwac po roku, bo znalazlem w jej tel sms i nie mogle sie z nia dogadac na ten temat”
                                              Ja slepo wierzac, ze moj partner jest w porzadku, wierzylam mu, myslac, ze po prostu zle trafil biedaczek i tyle, ale ze mna bedzie inaczej, ja go przy sobie utrzymam i bede ta najlepsza dziewczyna – na ktora zasluguje i tak dlugo czeka.

                                              Po namowach zakonczylam wszystkie swoje sprawy, pozegnalam sie z rodzina i przyjaciolmi, spakowalam walizki i polecialam do niego z mysla, ze bedziemy zyc dlugo i szczesliwie. Na miejscu juz wlasciwie pierwszego dnia okazalo sie, ze nie bedzie tak kolorowo, poniewaz T nie lubi jak nie sa spelnione jego oczekiwania od zaraz, nie potrafi wczuc sie w sytuacje drugiej osoby mimo faktu, ze ktos moze tesknic za bliskimi i czuc sie czasami samotny. Po miesiacu pobytu zmarla moja ukochana babcia co spotegowalo moj bol i tesknote za rodzina, czego on w ogole nie potrafil ogarnac swoim egoistycznym rozumem, bo nie mial za grosz empatii. Ja mimo wszystko trzy razy w tyg chodzilam na kurs jezykowy, codziennie szukalam pracy, dbalam o dom, obiadki, kolacyjki, posprzatane, uprane itd ale nic nigdy nie bylo dobrze, zaczynajac od tego, ze kurczak za suchy, skonczywszy na fakcie, ze fajnie, ze ta podloga umyta, ale smierdzi chlorem i to moja wina, dwa tyg przed zerwaniem wedlug niego: chodzilam za wolno, jadlam za glosno, korzysalam z windy zamiast ze schodow ( ]w jego pojeciu powinnam biegac po schodach bo nie pracowalam), spalam za dlugo, jak chcialam isc do pracy na sprzataczke mimo wyzszego wyksztalcenia i ambitnych planow i jego bardzo wysokich zarobkow uslyszalam tylko, ze ok, ale zebym tylko nikomu nie mowila bo obciach i jego znajomi nie sprzataja … moi tez nie, ale chcialam miec swoje pieniadze i poczucie, ze cos robie, bo szybko zaczelam czuc sie jak problem, chociaz w ogole nie dawal mi pieniedzy, tylko robil zakupy spozywcze, ale na brak pieniedzy nie mogl narzekac bo ma swietna prace i stac go praktycznie na wszystko.

                                              Suma sumarum po trzech miesiacach nagle po kolacji (ktora oczywiscie jak przygotowalam) zerwal ze mna pod pretekstem zdrad z mojej strony i niby zerowych ambicji, powolnosci i braku uczuc z mojej strony, co bylo oczywiscie calkowita nieprawda. Uslyszalam rowniez, ze on nic do mnie nie poczul (mimo czestych zapewnien, ze mnie kocha) i mnie lubi. Teraz juz wiem, ze on nigdy nikogo nie kochal, takze mnie bo nie potrafi i w ogole dla niego wszyscy znajomi dookola tez nie sa zakochani, bo on ma spaczony obraz milosci i pojecie o zwiazkach.

                                              Po powrocie do kraju bylam calkowicie zalamana, wrocilam do mamy bo skonczylam swoje zycie przed wyjazdem w innym miescie, poczulam, ze wszystko zawalilam i nie dalam rady, ze zawiodlam jego, siebie i rodzine. Z takim mysleniem i niesamowitym bolem w sercu powoli zaczelam sie zastanawiac nad prawdziwym powodem tego rozstania poniewaz zaczelo do mnie docierac, ze to co on zrobil bylo jakiego rodzaju gra i ze potraktowal mnie dokladnie jak kazda poprzednai kobiete w swoimj zyciu i tak trafilam na informacje na wczesniej wspomnianym narcystycznym Piotrusiu Panie, ktory praktycznie pod kazdym wzgledem pasuje mi do mojego bylego i z tego co widze, rowniez do Twojego.
                                              Ja po przeanalizowaniu tego tematu poczulam sie o wiele spokojniejsza, poniewaz zdalam sobie sprawe, ze w niczym nie zawinilam i nawet jakbym byla najbardziej idealna dziewczyna na swiecie on i tak by znalazl powod, zeby ze mna zerwac bo oni tak juz maja i to sie nigdy nie zmieni!

                                              Przeanalizuj troche sytuacje ze swojego zwiazku, moze znajdziesz podobienstwa i zdasz sobie sprawze, ze zrobilas wszystko co moglas, zeby bylo dobrze i nie powinnas w ogole obwiniac siebie tylko isc do przodu z podniesiona glowa, bo nawet jakbys jajo zniosla, bys mu nie dogodzila i by zakonczyl ten zwiazek, bo oni nie wiedza co to uczucia i milosc, dla nich zwiazek to ma byc ciagla zabawa, emocje, nie potrafia zrozumiec, ze partnerka moze sie gorzej poczuc fizycznie lub psychicznie, nie potrafia sie w czuc w emocje innej osoby. Generalnie taki typ to jest tak naprawde bardzo samotny i nieszczesliwy czlowiek, zyjacy w swiecie marzen i iluzji o milosci, zyciu itd, ale zachecam do zglebienia tematu bo naprawde warto!

                                              Pozdrawiam i mam nadzieje, ze juz czujesz sie lepiej. Ja po trzech miesiacach dochodze do siebie i mam nadzieje, ze juz niedlugo bedzie tylko lepiej.

                                              1. Witam,
                                                Kasiu poruszyła mnie twoja historia i szczerze Ci współczuje tego czego zaznałaś,, poświęciłaś dla poznanego partnera cały swój dotychczasowy wypracowany cel w życiu a on zamiast to docenić to niszczył twoją doskonałość.
                                                Poznałaś niewłaściwą osobę która nigdy by Cię nie doceniła bo nie zna wartości dla odpowiedniej będziesz wszystkim.
                                                Uroda i kasa to nie wszystko związek nie polega na patrzeniu w obrazek a na budowaniu i wspólnym dążeniu do szczęścia drugiej osoby, miłość jest wtedy kiedy jest nam dobrze z drugą osobą i chcemy dobra dla niego, dajemy i nic nie oczekujemy.
                                                Polecam dążenie do samorealizacji i zadbanie o własną wartość to jest bardzo budujące.
                                                Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego najlepszego.

                                                1. Witam Jarku,

                                                  dziekuje ci bardzo za te cieple slowa. Czasami zagladam na te strone z mysla,ze moze moja historia pomogla CW, do ktorej ja skierowalam,ale milo jest zobaczyc, ze ktos rowniez postanowil pocieszyc mnie 🙂

                                                  To co napisales to swieta prawda, milosc polega na zupelnie czyms innym niz to co dostalam od mojego bylego. teraz to wiem!

                                                  Trzeba sie rozwijac i doceniac pod kazdym wzgledem,a facet ( dziewczyna) znajdzie sie w najmniej oczekiwanym momencie.

                                                  Szczescia zycze i rowniez pozdrawiam serdecznie 🙂

                                                  1. Odnośnie Twojej historii to zainteresuj się jeszcze osobowością psychpatyczną która często połączona jest z narcyzmem. Jest wiele odmian tej osobowości ale najczęściej są to inteligentni manipulanci którzy wyszukują kobiet łatwowiernych o dobrym usposobieniu a z racji na tą osobowość nie są zdolni do empati i uczuć wyższych.
                                                    Znam to od środka bo wiem jaki jestem a Tobie może ta wiedza i świadomość pomóc w przyszłości. Pozdrawiam.

                                                  2. Witam Was dziewczyny 🙂 piszemy o tym samym Piotrusiu Panie? Z tego co czytam, wynika jasno, że to jakieś schematyczne zaburzenie osobowości jest, u mnie to samo, 7 lat stawania na uszach a i tak wszystko źle, coraz gorsze traktowanie, przeglądanie tel, e-mail, szantaż finansowy, psychiczne znęcanie pod postacią humorów, milczenia, obrażania nie wiem o co. Ignorowanie na każdym kroku, masakra jakaś, mamy córkę, kompletny brak zainteresowania tym małym stworzeniem, zero. Odeszłam, staram się dać radę, ciężko jest, no ale tak nie żyć nie da.

                                                    1. Hej Ula,

                                                      z tego co opisujesz to chyba niestety to wlasnie ten dziwny syndrom, ktory dopada coraz to wieksza liczbe facetow i robi z nich niezdolnych do zycia w zwiazku egoistow.

                                                      I fakt, ze nie interesuje sie Waszym wspolnym dzieckiem potwierdza prawdopodobnie te teorie.

                                                      Dobrze,ze odeszlas, dasz sobie rade i zaslugujesz na kogos kto Cie doceni i Twoja corke rowniez!

                                                      Glowa do gory, wszystko sie jakos pouklada! Teraz juz wiesz mniej wiecej jakich facetow unikac, bo takich z syndromem narcystycznym trzeba omijac dalekim lukiem, inaczej bedziesz tylko cierpiec i marnowac Swoj cenny czas!

                                                      Sciskam Cie mocno! 🙂

                                                      1. Miałam tak samo. Stawalam na głowie, robiłam co mogłam żeby on zauważył jaki skarb ma w domu. Po 3 latach z dnia na dzień się wyprowadził i zostawił mnie samą w wieku 32 lat z kredytem mieszkaniowym w obcym państwie. Powiedział że dopóki nie zaczęłam mówić o dziecku to wszystko było ok. Zrobiłam się nieznośna jak zaczęłam wspominać o ślubie i dziecku.
                                                        Straszny narcyz i egoista, ciągle mówił tylko o sobie. Mówiąc o przyszłości mówił ja a nie my. A ja płakałam i czekałam aż doceni. Nie docenił. A ja mam uczucie że zmarnował mi 3 lata życia.
                                                        Minęły 3 miesiące. Pojawił się, mówił że jestem najlepszym co mu się w życiu przytrafiło. Ze juz nigdy nie pozna tak fajnej dziewczyny. Po 2 dniach znowu się pojawił i mówi że musi być sam, że jest nieszczęśliwy. Wprowadził zamęt w głowie i znowu zniknął.
                                                        Świat się wali ale nigdy nie jest tak źle żeby nie mogło być lepiej. Trzeba jakoś żyć dalej i patrzeć z nadzieją w przyszłość. Bo przecież nic nie dzieje się bez przyczyny. Pewnie czeka na mnie coś lepszego, co kiedyś w niespodziewanym momencie spowoduje że zacznę się znowu uśmiechać.

                                                      2. Witaj. Czytam Twoją historię i okazuje się że ja również przeżyłam podobną. Jestem po pięćdziesiątce. Cztery lata temu byłam energiczną,wesołą trochę szaloną, spelniajacą się zawodowo kobietą. Jedyny problem jaki miałam to…samotność i pragnienie czułości i miłości drugiej osoby. Poznałam mężczyznę z innego kraju. Po długich rozmowach telefonicznych czułam, że znalazłam swoją drugą połówkę. Przyjechał do Polski i zamieszkał ze mną. Bylo cudownie! Niestety po roku wspolnego życia wracając do domu znalazłam kartkę ze słowami “sorry”. Dom był pusty. Zero informacji dlaczego….przeżyłam szok. Po 2 tygodniach telefon …przyjeżdżaj do mnie …nie chce być sam…kocham….nie potrafię żyć w Twoim kraju. Pojechałam. Zostawiłam wszystko…pracę, bliskich, znajomych….wszystko. Znowu było cudownie. Bardzo dużo podróżowałam. W miedzy czasie okazało się że cierpi na depresję. Było raz lepiej raz gorzej, ale zawsze słyszałam słowa. .kocham cie….chce być z tobą aż do śmierci. Bardzo go kochałam. Nadszedl dla mnie ciezki czas…zaczął bardzo chorować. Walczyłam o jego powrót do zdrowia przez rok…. Depresja to potworna choroba. Było mi ciężko, ale kochaliśmy się. Nie raz słyszałam od niego…tyle dla mnie robisz…umarł bym bez ciebie….jesteś wspaniała. Nie znając języka w kraju w którym byłam postanowiłam umówić go do psychiatry w Polsce. Udało się. Dostał tabletki i zaczął czuć się zdecydowanie lepiej. Nabrał wiatru w żagle. Było znowu cudownie,lecz niepokojąco. Wyjeżdżając do Polski na kilka dni nie miałam pojęcia że wyjeżdżam juz na stałe i ze to koniec. Po 3 dniach dostałam telefon od “mojego” mężczyzny, że teraz jest szczęśliwy i że czuje ze żyje oraz że mam nie wracać. Ta wiadomosc zwaliła mnie z nóg. Byłam w szoku. Przecież jeszcze kilka dni temu oglądaliśmy dom w który chcieliśmy razem zamieszkać. ..przecież zawarliśmy związek partnerski w jego kraju…przecież planowaliśmy się razem zestarzeć……DLACZEGO???

                                                        Teraz jestem juz drugi miesiąc w kraju. Świat mi się zawalił. ….kolejny raz w życiu zaufalam,uwiezylam. Życie nie ma sensu. Chodzę, płaczę, siedzę w domu. NIC NIE ROZUMIE! Zostałam bez niczego…..nie wiem jak się pozbierać. Nie jestem młoda i znowu mam zaczynać od nowa. Skąd wziąć siły. ….

                                                        1. Czytam to 24 października 2017 roku . Twoja historia mnie odurzyła, jakby była moją. Sama jestem po 15 latach związku z chyba jeszcze nie dowierzam z Piotrusiem Panem . Nie wiem co robić z nim , bo jestem wykorzystana emocjonalnie przez niego. Powiedz mi , mija z czasem ta pustka ?

                                                      3. Hm od czego zacząć. Czytając wszystkie wpisy i cały artykuł jakbym czytał o sobie. Tyle lat byłem ślepy na swoje emocje, skąd się biorą, zafiksowany na codzienność która wydawała mi się moim życiem. Ta codzienność była taka przykra, że podświadomie nie byłem w stanie zajrzeć do swoich uczuć i tego wszystkiego co dostawałem od drugiej strony zupełnie bezinteresownie. Zawsze mi się wydawało, że skoro ja pokazuję miłość po swojemu to jest właśnie uczucie którego mogę oczekiwać w zamian. A w zamian tego otrzymywałem zupełnie coś odwrotnego. Zamknięcie i smutek. Widziałem jak żonie rysuje się smutek na twarzy. Poziom moich frustracji sięgał granic natrętctwa i agresji psychicznej. Im bardziej byłem sfrustrowany tym bardziej raniłem drugą osobę. Im bardziej raniłem tym bardziej oddalaliśmy się od siebie. Początkowo myślałem, że da się naprawić i wszystko znów mierzyłem swoją miarą. Teraz sobie uświadamiam, co przeżywała moja żona (jeszcze żona) kiedy tak naprawdę była samotna w związku. Zastanawiam się czy to jest tak, że jeśli nie potrafimy zaakceptować samego siebie to czy możemy naprawdę zaakceptować kogoś i kochać takim jakim jest. Tak bardzo chciałem aby wszystko było po mojemu, a przecież każdy tak jak i Wy mamy swoje myśli, przekonania wewnętrzną intuicję, która podpowiada nam co jest dla nas dobre. Kto daje nam prawo do siłowego przekonywania o swojej racji. Wydaje się, że podstawy zachowania leżą gdzieś głęboko w nas. Najgorszym co możemy zrobić to nic nie robić, nie rozwijać swojej świadomości i osobowości świadomie pozostać zamkniętym pudełku i umrzeć głupim z przekonaniem że to inni zawinili. Dziś jestem raczej w początkowym etapie rozstania ale właśnie godzę się z myślą, że nie uratuję tego związku a nawet nie chcę go ratować, życie na zasadach z przeszłości nie jest dobrym pomysłem. Bliska mi osoba, która jest już ponad to co przeżywam powiedziała mądre słowa “dotąd dbałeś o sferę materialną i masz wszystko, zadbaj teraz o sferę emocjonalną a zobaczysz że z tej drogi już nie będzie odwrotu”.
                                                        Parę lat temu nie byłbym w stanie napisać połowy tego co właśnie piszę, wydaje się, że coraz więcej rozumiem, że ta zmiana nie tylko jest odcięciem krwawiącej pępowiny, ale czasem na refleksie i wewnętrzną przemianę. Czy będziemy jeszcze razem? Jeśli się jeszcze sobie zakochamy od początku, jeśli nasze drogi będą miały okazje się spotkać i wiele “jeśli” musiałoby się zdarzyć. Dzisiaj nie jestem gotowy na nowy związek, dopóki nie znajdę wewnętrznego spokoju ze swoją osobowością.

                                                        1. Witam, mam 20 lat i właśnie jestem po rozstaniu ( z mojej winy). Mam podobnie jak Pan, nie potrafię docenić drugiej osoby i często się na niej wyżywam. Byłam z chłopakiem ponad rok, zostawił mnie, bo ,,nie umie już ze mną być”. Kocha/ł mnie bardzo mocno, ponad życie. Jest mi go tak strasznie żal- jak go traktowałam. Co najlepsze, inni mają mnie za wspaniałego, poukładanego człowieka….. Nie wiem jak się zmienić, gdzie poszukać pomocy. Jak zmienić charakter. Proszę powiedzieć, jak Pan sobie radzi. Bo mam dość siebie i nie chce krzywdzić innych.

                                                          Kinga

                                                          1. jesteś poprostu osobą o zaburzeniach osobowościowych( psychopata)
                                                            krzywdziłeś ludzi i będziesz krzywdził po wsze czasy……..
                                                            niestety mam zlą wiadomość leczenie takich zaburzeń jest nieskuteczne:(
                                                            jedyna nadzieja to trwać w samotności lub z osobami o podobnych zaburzeniach

                                                        2. Cześć wszystkim
                                                          Podobnie jak wy rozstałam się z facetem byliśmy razem przez 2 i pół roku. Napisał mo ze mnie kocha ale jest tym zwiazkiem zmęczony i ze nie może ze mną być. Boże jak strasznie jest coś takiego przeżywać. Nie mogę znaleźć sobie miejsca. Nie mogę jeść ani spać nie mogę nic. Nie mogę się zmobilizować do niczego. Wszystko mi się rozwaliło. Czuje pustkę wszędzie. Prubowalas o tym nie myśleć ale nie mogę. Nie mam siły. Wszystkie marzenia legly w gruzach. Jestem zła, zmęczona własnym smutkiem, czuje się jagby świat się skończył. Minęło dopiero 2 tygodnie od tego czasu. Niektóre z was pisza ze zajęło wam pozbierać ie się parę miesięcy. No skoro tak to nie mam zielonego pojęcia jak ja to zrobię bo czuję że już nie mam sił. Ciągle płacze i nie spie. Proszę was o pomoc. Jak sobie radzić?

                                                          1. Cześć
                                                            Zrób to co ja zapisz się na jakieś fajne zajęcia, albo zacznij się spotykać ze znajomymi 🙂 ja zapisałem się na siłownie do tego pracuje i czasu zaczyna mi brakować, a dzieki temu nie myślę o mojej bylej… a bylem z nią 7 lat.

                                                        3. Witam serdecznie
                                                          Mój problem polega na tym ze odeszła odemnie żona po zaledwie 8 miesiącach po ślubie do tej pory mieszkaliśmy 3 miesiące razem a wcześniej ona w Hiszpanii ja w Niemczech latalismy do siebie pokonaliśmy tyle trudności żeby być razem po ślubie może za bardzo nie docenialismy. siebie o wkoncu doszło do zdrady z jej strony niby pocałunek ale przez który wycierpialem więcej niż ktokolwiek mógłby przeżyć bo oklamywala mnie przez ponad tydzień gdy zakazał jej kontakt z ta osoba.. nie pomogło po 2 tyg. Myślałem że jest między nami dobrze wtedy wyleciała do Hiszpanii do rodziców wtedy dowiedziałem się ze z im pisała nie potrafiłem Sb z tym poradzić wkoncu usiadłem z nią i powiedziałem. Ze względu na wszystko kocham ją i chce by z nią i jej wybaczylem ale nie zapomniałem dowiedzieliśmy się ze będziemy rodzicami ale od listopada od *zdrady* zaczęliśmy się kłócić dzień w dzien.. szarpaniny bez sensowne awantury uważała ze ja trzymałem w złotej klatce co może i nie do końca jest nie prawda.. kłótnie się nasilaly. Az 2 tyg. Temu mnie zostawiła odchodząc mówiąc ze nie chce być z tyramen.. ale ja taki nie byłem i nie jestem po odejściu nie wierzyłem ogarnął mnie strach ze nikogo nie znajdę flustracja zaczęłam się prosić błagać o miłość… nawet upałem aż tak nisko ze postanowiłem ze zjadł do niej do jej rodziców f Hiszpanii ze bd rbic jak ona chce.. po tym jak zabrała wszystkie rzeczy tzn tak myślałem ze to wszystkie upomniala się nawet o stare firanki i takie duperele.. gdy rozmawiałem z nią ostatni raz powiedziała ze to moja wina ze to wszystko winna mojej matki… ze mną sterowana co jest kompletna nie prawda… bo rozpadło się nasze małżeństwo przez nas na razie czytam szukam wsparcia nie potrafię się określić czy jeszcze jest sens życia czy potrafię pokochać druga osobę tak bardzo jak moja zone czy jeszcze chce pokochać kogoś innego zależy mi na niej strasznie i zrobiłbym wszystko gdybym tylko mogl:( dobija mnie myśl że jeszcze jest w ciąży 99% myślę że to jest mój maluszek ale 1% zachwiewq wszystko..:(((

                                                        4. Odchodził na raty przez ostatnie 3 m-ce.
                                                          Jestem bez szans .
                                                          Ona ma 20 lat , jest piękna, intrygująca… i nie ma skrupułów 🙂
                                                          Ja jestem po 30-tce i nie robie wrażenia na Jego “Przyjaciołach”
                                                          Ona robi…
                                                          Nie chce żeby dzwonił, nie chce żeby pisał sms, nie chce słyszeć Jego głosu, nie chce go widzieć.
                                                          Dzisiaj wyrzuciłam wszystkie Jego zdjęcia i skasowałam sms.
                                                          Nienawidzę Go
                                                          Niestety pracujemy razem-więc będę Go widywać i będę przyglądać się Jego SZCZĘŚCIU
                                                          Jestem OPĘTANA GNIEWEM !
                                                          Żałuję chwili , w której Go poznałam… Nie mogę wybaczyć sobie , że zaczęło mi na Nim zależeć.
                                                          Drugi raz nie popełnie tego błędu.
                                                          Gdyby mogło jutra nie być – spełniłoby się moje marzenie…
                                                          Czy życie kobiet p0 30-tce jest “po coś” , skoro co roku pojawiają się nowe 20-latki?
                                                          Czy mam złamane serce? Nie.
                                                          Moje serce jest rozszarpane, rzucone na ziemie i wdepatane w płyty chodnikowe .
                                                          Potrzebuje wsparcia farmakologicznego dopóki nie zmienie pracy.

                                                          1. Biedna jesteś … rozumiem jak się czujesz, to potworne. Jedyne co mogę powiedzieć choć wiem że ciężko to odnieść do siebie, jeżeli tylko tak cię mierzył i leci za wszystkim co młodsze, to naprawdę nie był to godny zaufania i dający poczucie bezpieczeństwa na lata facet… tylko lub aż tyle, jeżeli jego priorytetami życiowymi jest latanie za dupami, i imponowanie tym znajomym to ten człowiek nie ma za dużo do zaoferowania, oby tylko kiedyś go któraś zostawiła i powiedziała żeby wracał do domu z brzuszkiem piwnym i łysiną dzieci wychowywać, kopara mu opadnie.

                                                            1. tak będzie napewno:)
                                                              a swoją drogą to w dzisiejszych czasach kobiety biorą jak leci
                                                              pijaka debila starucha i inne okazy
                                                              jest jakiś strumień kobiet jak w sexmisji:(

                                                            2. Jak ja to dobrze znam, też po 30 z dwójka dzieci też wymieniona na 24. U mnie mija już 1.5 roku a ja dalej tkwię w miejscu, miłość miesza się z nienawiścią, samotność i tęsknota zabija od środka. Wiadomość o nowym ich dziecku rozerwała mi serce na strzępy, nie mam już serca. Złość i zazdrość że On jest szczęśliwy wbijają mnie w ziemię. Najwyższy czas wystąpić o rozwód i zakończyć 12 lat związku. Nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić. Pomocy!!!

                                                              1. Może odpowiedź jest w tym co napisałaś sama – “najwyższy czas….”. Zasługujesz na miłość, bliskość i zainteresowanie. Trzeba tylko dać szansę sobie.
                                                                Kiedy nadejdzie twój “najwyższy czas” ?
                                                                Co dla Ciebie oznacza ten najwyższy wymiar, w którym zaczniesz myśleć o sobie…?

                                                              2. Nie ważny jest Twój wiek. Miłość, za którą bolejesz nie pochodzi od ciała. Zresztą życie znajdzie rozwiązanie i dostaniesz swoją Miłość. Po prostu trzeba przeżyć tą stratę, wyciągnąć wnioski.
                                                                PS: jako trzydziestoparolatek mogę powiedzieć CI jedno- dojrzały mężczyzna nie zwiąże się z 20-latką, bo co miały z nią robić poza seksem. Jaka byłaby moja motywacja do wejścia w związek z 20-latką. Tylko seks, a to za mało, to właściwie niewiele więcej niż nic wobec dojrzałej miłości. Wiary Jagodo 🙂

                                                            3. Moja historia to banał jak ich mało… Byliśmy 7 lat i jest w skrócie mówiąc koniec. Nie kocha, nic nie czuję ja jestem temu wszystkiemu winna… Rozmawialiśmy bardzo dużo, prosilaM o szansę, postaram sie itd. Było wszystko dobrze, zaczęliśmy widzieć siebie nas nowo a tu przez głupi przypadek gdy placilam rachunki i spisywałam nr z sms na przelew przychodzi sms KOCHAM CIE MOZESZ ROZMAWIAĆ. Nie rozumiem jak można kogoś oszukiwać, obwiniać za całe zło w związku, gnębić psychicznie że to tylko moja wina a robić coś takiego. A na dodatek ta Pani jest daleko i sobie coś ubzdurala o ich miłości i nadal moja wina…

                                                              1. Dokładnie jakbym czytała o sobie… On nigdy nie widzi winy w sobie… Nadal jesteśmy razem, ale z mojej strony to koniec… po 4 latach związku, prawie roku od zaręczyn… Chcę odejść, choć jeszcze go kocham. Ale muszę…

                                                            4. Skończyło się. Dwa lata szaleńczej miłości, piękne chwile, wspólne marzenia, plany… Zostawił mnie, bo twierdzi że tak będzie dla obojga lepiej. Przyczyną są nasze niezgodne charaktery. Oboje uparci, nerwowi, raptowni. Kłótnie były codziennością najdrobniejsze rzeczy wyprowadzały mnie z równowagi , a to nie pozmywane naczynia bo wolał spotkać się z kolegą, leniwe popołudnia kiedy ją pracowałam. Nie robił w domu nic. Nawet gdy prosiłam, blagalam on wiecznie miał wymówki. Wpadalm w furie nie do opisania on on na początku był opanowany zawsze przywoływał mnie do porządku prosił bym się uspokoiła. Po czasie i on stał się nerwowy reagował jeszcze bardziej wybuchowo niż ja, ale to nie zmienoa faktu ze nie wyobrażam sobie życia bez niego, ale co ja mogę? Obiecałem mu tylko że gdy mnie zostawi odbiorę sobie życie. Nie widzę sensu dalszej egzystencji bez miłości mojego życia.

                                                              1. Witaj Luizo, mężczyzna, który jest miłością mojego życia powiedział mi tydzień temu, że się wypalił. Byliśmy razem 8 lat. To był cudowny czas, nie wyobrażałam sobie, że ktoś mógłby tak bardzo mnie kochać, tak bardzo się poświęcać. Wina leży po mojej stronie. Nie pokazywałam Mu jak bardzo mi zależy, zwlekałam ze ślubem, zwlekałam z dzieckiem. Pochodzę z trudnej rodziny, latami próbowałam zaufać mężczyźnie, a On dawał mi wszystko. Myślałam, że zawsze tak będzie, że jeszcze mam czas. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez Niego, nie jem, nie śpię. Ogarnia mnie rozpacz i panika kiedy tylko pomyślę, że to wszystko co miałam od Niego dostanie ktoś inny. Twierdzi, że nikogo nie poznał, że ciągłe czekanie spowodowało, że spojrzał na swoje życie i się załamał. Próbujemy dalej, ale On twierdzi, że chyba już nigdy nie będzie taki jak wcześniej. Życie straciło dla mnie jakikolwiek sens. Nie umiem sobie z tym poradzić.

                                                                1. Ala jestem w podobnej sytuacji jak Ty, też zwlekałem i zostałem z niczym.
                                                                  Rozumiem Twój ból, rozgoryczenie i żal do samej siebie.
                                                                  Walcz dalej i nie opuszczaj bo ja odpuściłem i żałuję.

                                                              2. Tyle wpisów, aż dziwne że wszystkie przeczytałem. Artykuł baaardzo prawdziwy.
                                                                Sam zmierzyłem się już z kilkoma rozstaniami. Poważne, kilkuletnie były trzy, a ostatnie przed miesiącem. Wszystkie związki były różne. Różniły się głębią moich uczuć, moim zaangażowaniem, stażem (najdłuższy 7 lat), tym kto od kogo odszedł, rodzajem miłości, przyjaźnią, seksem… nawet kolorem włosów partnerek. Miałem wobec nich różne oczekiwania, o których dowiadywałem się wraz z doświadczeniem, wraz z kolejną partnerką. Nawet miałem wrażenie, i nadal się tego obawiam, że te doświadczenia nie są dobre. Wiecie, np. że każda z nich miała jedną cechę która mi się najbardziej podobała, a idąc dalej tym torem wobec kolejnej, której jeszcze nie znam, będę miał co raz większe oczekiwania. Najłatwiej mi to przedstawić na przykładzie seksu – zawsze, podświadomie, pewnie błędnie – porównuję do tego najlepszego.
                                                                Rozstania były różne:
                                                                – bardzo ciężkie (zostałem porzucony nagle, dla innego), faktycznie z bólem fizycznym, mdłościami, zupełnym brakiem apetytu, silnym zaburzeniem własnej wartości, niechęcią do otaczającego świata “ciemną epoką” przez 3 miesiące (których teraz właściwie nie pamiętam, z wyjątkiem tego że były ciemne)
                                                                – ciężkie (rozstaliśmy się tak jakby w porozumieniu – obustronnie zrozumieliśmy że nie “pasujemy” do siebie. Wyrządzaliśmy sobie psychiczną krzywdę oboje. Tak, to możliwe), objawiło się u mnie silnym uczuciem pustki dopiero po około 2-4 tygodniach od rozstania, jakby wtedy dotarło do mnie co się stało. Mimo że ciągle wiedziałem, że to dobra decyzja, to frustracja, łzy,krzyk na samego siebie, niechęć do zadań codziennych towarzyszyło mi jeszcze dobrych kilka tygodni. Niska samoocena spowodowała że zacząłem, zgodnie z oczekiwaniami byłej partnerki, zwiększać ilość swoich atutów – #dobrazmiana. Teraz, gdy emocje opadły, mogę obiektywnie stwierdzić że jestem pewien że to jedyne w 100% “słuszne” rozstanie.
                                                                – Średnie (ja opuściłem partnerkę), dla mnie najłatwiejsze, chociaż ciągle nie łatwe. Niektóre cechy uwielbiałem u niej, były jedyne w swoim rodzaju, idealne dla mnie. Jednak z jakiegoś nieznanego mi powodu nie umiałem jej pokochać tak jak sobie wyobrażałem miłość. Brakiem głębokiego uczucia zawiedziona była ona, czułem to, wiedziałem że nie uda mi się zaspokoić ani jej, ani swoich potrzeb.
                                                                – łatwe – takich nie miałem, wątpię czy istnieją jeśli jest się faktycznie zaangażowaną parą.

                                                                Mają jednak one wspólną cechę – wszystkie się skończyły 😉
                                                                Obecnie…. nadzieje wiążę z czasemTym razem planuję się wybrać do psychologa, może naprostuje mi mój świat. Oby nie zabrakło mi odwagi.

                                                              3. Jestem na początku drogi, rozstaliśmy się wczoraj wieczorem, okazało się ze mój partner szukał czegoś czego nie dostał w związku poza nim. Nie było nam ostatnio dobrze, fakt ale rozmawialiśmy o tym i podjęliśmy próbę walki o nasz związek. byliśmy parą 8 lat i na przestrzeni tych lat byliśmy zawsze przyjaciółmi, tym bardziej boli taka zdrada. Na razie jestem w rozpaczy ale czytając te wpisy jakoś zrobiło mi sie lepiej że takie jest życie i wiele osób to przeżyło jakoś… Na razie cieżko mi sobie wyobrazic życie bez niego ale artykuł uświadomił mi że jednak jest życie po… Choć teraz świat mi się zawalił

                                                                1. Ewula jest na pewno. Ja też żyję głównie wiarą bo uczucia jakie są we mnie, nie należą do tych miłych. Jesteś wspaniała, po prostu w to uwierz, a wtedy ktoś równie wspaniały pojawi się na Twojej drodze 🙂 Trzymam za Ciebie kciuki.

                                                              4. Hejka 🙂 wiem co to za ból po rostaniu 🙁 niestety nie jest to nic przyjemnego. Trzymam kciuki za was !. Ja byłąm z facetem ponad 3 lata wiem dla jednych to dużo a dla innych mało. Byliśmy już zaręczeni mimo młodych lat. Wiecie on miał trudne dzieciństwo bo zmarła mu mama a pochodził z wielodzietnej rodziny, Mimo to byl czułym kochającym ale zamkniętym w sobie facetem. Nasze rodziny zdążyły sie poznac moi rodzice bardzo mu ufali. Żyło nam sie idealnie kłóciliśmy sie dłużo ale sie kochaliśmy mimo to zawsze polegaliśmy na sobie byliśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Nikt mnie tak nie rozumiał jak on. Niestaty zaczeły sie problemy z jego rodziną strasznie mu mącili w głowie itp w szczególności jego brat, a wiadomo jak to jest gdy najbliżsi wpajaą ci coś do głowy… pomimo to jakoś żyliśmy. dla mnie była szkoła dom i on a dla niego ja rodzina i praca. Zostawił mnie pare dni przed maturą i dokłądnie miesiąc przed przeprowadzką do naszego mieszkania. Powiem wam ze świata poza nim nie widziałam wpadłam w depresje wylądowałam w szpitalu musiałam sie leczyc. w miedzy czasie próbowałam to ratowac bo to wszystko bylo tak nagle bez powodu ani nie zdrada ani nic zas dowiedzialam sie ze niby mnie nie kochał ale mimo to mnie przytulał sie martwił itp podejżewam że jego brat tak mu namieszał w głowie ale mniejsza z tym. Cierpiałam strasznie w życiu nie czułąm sie taka samotna. Miałam wiele złych myśli pare razy próbowałam odebrać sobie życie. Moje dotychczasowe idealne życie posypało sie bez powodu. Nie mogłam jesć i spać. Czekałąm na jego telefon z zapytaniem czy chociaż żyje ale sie nie doczekałam (z biegem czasu może to i lepiej) najgorsze były te egzaminy przez które mogłam zawalić sobie życie. moja rozpacz się pogłębiła gdy okazało się że jestem w ciąży z jednej strony iskrzyła sie nadzieja ze może przez to do mnie wróci ale on mnie olał do takiego stopnia to mną wstrząsneło że z nerwów poroniłam byłąm z tym zupełnie sama. On o tym wszystkim wiedział nie oczekiwałąm jż od niego powrotu ale najzwyczajnej w świecie odwagi pezyznania się do błędui i okazania serca w końcu umarło jego dziecko… ale nic z tego. On w zamian pousówał mnie z portali poblokował wszędzie gdzie się da. bał się żeby nikt się chyba o tym nie dowiedział niewiem juz sama co nim kierowało bo nie rozumiem jak można być tak nie ludzkim. wtedy coś we mnie pękło tak jak wcześniej obwiniałam siebie tak teraz jedyną rzeczą którą czułam była nienawiść i żal… z czasem to puszczało… na szczęście. Wiem że jestem młodą osobą i dla wielu osób może to być wręcz śmieszne ale dla mnie była to tragedia że osoba tak bliska w dosłownie kilka dni stała sie tak obca.wiadomo że nie zapomniałąm o nim odrazu bo były jeszcze złe momenty ale one ustępowały To jest PRZESTROGĄ dla wszystkich pamiętajcie nie popełniajcie tego błędu co ja zrobiłam otóż będąc w związku nie zapominajcie o rodzinie znajomych przyjaciołąch oni też są ważni, róbcie rzeczy ważne dla was, a nie ograniczajcie się do tej jednej osoby bo w takich chwilach to znajomi i rodzina oni są dla nas wsparciem i to te nasze małe osobne czynności pasje które nie dzieliliśmy z ukochaną osobą pomogą nam zapomnieć. Trzymam za wszystkich kciuki troche wiary w siebie pamiętajcie 🙂

                                                              5. ja byłam w związku 3,5 roku…przez pierwsze 3 lata byłam uwielbiana i kochana…my kobiety to wiemy kiedy jest to szczere zachowanie…zaczęło się psuc w tym roku….przed wczoraj powiedział mi że nie może ze mną budowac niczego więcej ponieważ nie potrafii się we zakochac….szok i niedowierzanie …..ale czuję że za tym kryję się inna kobieta..Jestem rozpaczona…czuję się jak ostatnie ścierwo…wykorzystana i upokorzona….z chęcią bym sobie żyły podcięła. Staram się jakoś to poukładac…ale ból jest nie to wytrzymania. Nie wiem jak życ…nie wiem czy w ogóle chce życ….

                                                                1. Słuchaj mnie Magdo uważnie. Rozumiem Twój ból, bo sam go teraz przeżywam. Dostałem od żony kopniaka po 7 latach traktowania jej z obojętnością (zazwyczaj) i często niechęcią. Sprawiedliwość mnie dosięgła. Samo rozstanie z całym bólem jakiego doświadczam są dla mnie lekcją, co tak, co nie, jak tak, jak nie, dlaczego tak, po co, w jakim przypadku, … . To czas budowania siebie od nowa. Bardziej świadomego JA.
                                                                  Magdo zasługujesz na miłość i na pewno masz w sobie mnóstwo wspaniałości, ciepła, dobra i miłości. Ktoś to kiedyś doceni. Ktoś Cię kiedyś odnajdzie pod warunkiem, że…będziesz.

                                                              6. Hej wszystkim,
                                                                Nie mam siły dłużej bić się sama z myślami dlatego postanowiłam napisać wszystko tutaj. Rok temu wyjechałam z Polski za chłopakiem, który idealnie przed tym wyjazdem okropnie mnie zranił, a właściwie ranił mnie przez rok ale tuż przed wyjazdem nastąpiło apogeum. Dodam tylko, że w sumie byliśmy razem 3 lata. Chłopak ten jak wszyscy moi znajomi i rodzina twierdzą ma problemy psychicznie. Jak go poznałam byłam po rozstaniu z innym chłopakiem z którym byłam 5 lat. Byłam zagubiona i szukałam pocieszenia i wielu osób nawet nowo poznanych. On od zawsze był osobą zaborczą, bardzo zazdrosną. Spotykałam się z nim ale nie wiedziałam czy coś z tego wyniknie, w międzyczasie miałam pare przygód. Teraz z perspektywy czasu, może przez to też że jestem starsza zdałam sobie sprawę, że mogło go to zranić, ale nie w tym rzecz. On od tamtj pory nazywał mnie wywłoką, szmatą, k**** itd. Ja przez prawie rok sobie na to pozwałam, Czułam się winna, bardzo mi na nim zależało. Wyrzekłam się dla niego wszystkiego. Kontaktów z kimkolwiek. Siedziałam w domu, w pracy albo z nim nicc więcej. Mimo tego on co 2 dni mówił że jestem beznadziejna po czym kolejnego dnia, że mnie kocha. To zaczęło mnie już bardzo niszczyć psychicznie. A ja jak głupia mimo próśb znajomych starałam się bardziej, zorganizowałam mu świetna impreze urodzinowa (to tez mi wypomnial, ze bylo beznadziejnie). Pomiatal mna jak sie dalo. Pewnego dnia wlasnie po roku trwania tego horroru pojechalam pozno po pracy do niego z upieczonymi muffinkami. Jechalam 30 km poniewaz mial on dom pod miastem. Stojac pod drzwiami napisal mi wiadomosc ze mam wypier****. Plakalam wylam, trzeslam sie z zimna prawie pol godziny, mowil tylko ze mu niszcze zycie ze jestem glupia itd. W koncu cudem dzieki znajomemu ktory byl w poblizu powiedzial wsiadz w auto podjedz kawalek ja tam bede. Zebralam sie ledwo widzac na oczy i pojechalam. On pomogl mi zabloowac go wszedzie i iusunac wszystko. Dodatkowo powiedzial ze mam powiedziec o tym rodzinie i skonczyc to juz naprawde, bo on niszczy mnie psychicznie. Posluchalam sie, moja rodzina sie do niego zwrocila agreywnie ze ma zostawic mnie w spokoju i ze to koniec. A on nagle sie zmienil. Zaczal mnie nachodzic po zajeciach z prezentami kwiatami przepraszac blagac, mowil ze to nie byl on tylko on jest teraz nerwowy, ale on taki nie jest. Ze on sie postara i naprawi wszystko. JA oczywiscie tez bardzo cierpialam wiec praktycznie od razu mu wybaczylam w tajemnicy przed wszystkimi, rodzina i znajomymi. Pojechalam z nim na pare dni nad morze, a on potem stamtad mial leciec za granice gdzie ja po swojej obronie za 3 miesiace mialam do niego dolaczyc. I oczywiscie byly klotnie, nie bylo az tak jak kiedys ale byly. Po 3 miesiacach dojechalam do niego. Od razu zamieszkalam z nim, chociaz nie wiedzialam czy to dobry pomysl. Wiedziala o tym tylko moja mama, moj ojciec nie chcial go widziec na oczy. I zaczela sie zabawa, wypominanie mi jak on to robi na mnie, mimo tego ze ja dopiero tam przyjechalam potrzeba czasu na ogarniecie siebie , pracy i wszystkiego. Zaczal mnie oskarzac o flirtowanie z kazdym, obrazac itd. Nie widzialam tego tylko myslalam ze chce zeby bylo dobrze. W koncu zdecydowalismy sie na wlasne mieszkanie, poniewaz wczesniej mieszkialismy z innymi ludzmi. I to byl najeiwkszy blad. Traktowal mnie jak swoja zabawke. Po pierwsze stosowal na mnie terror psychiczny a po drugie dochodzilo do rekoczynow i demolowal mieszkanie. Ja co 3, 4 tygodnie zeby nie zwariowac wracalam na pare dni do Polski do domu zebraac sile. POtem jak wracalam znow nie chcialo mi sie zyc i nie wiedzialam co dalej, kiedy ten koszmar sie skonczy. On mial 2 osobowosci, raz mnie kochal raz nienawidzil. Ja codziennie plakalam. Stalam sie strzepkiem nerwow, dostalam refluksu zoladkowego, nadzerki, bralam mase lekow na uspokojenie, na dolegliwosci nerwowe, zaczelam odczuwac problemy z sercem. Bylo coraz gorzej, a on mimo tego widzial ciagle problemy, tka jakby mial totalnie gdzies to jak ja sie czuje. Wyzywal mnie i traktowal jak swoja wlasnosc. W koncu zdecydowalam sie wyprowadzic pod koniec czerwca. Rozmawialam z nim o tym, ze tak bedzie lepiej. Ze chyba po tym wszystkim co sie stalo, za szybko ze soba zamieszkalismy. Ze dobrze nam to zrobi bo ja jestem strzepkiem nerwow. On przynzal mi o dziwo racje i powiedzial ze mnie kocha i chce ze mna byc mimo wszystko. Chociaz widzialam ze cierpial i przezywal to ze sie wyprowadzam. Mijaja wlasnie 3 dni odkad jestem tu sama. W dniu wyprowadzki bardzo sie poklocilismy. Zaczal mnie wyzywac przy swoim znajomym, co mnie bardzo upokorzylo. Wzielam telefon i wyszlam z mieszkania, on za mna, wyrwal mi telefon. Uderzylam go w twarz i powiedzialam ze nie moze mnie tak trakowac. Potem odwiezlismy rzeczy do nowego mieszkania. On od razu powiedzial jaka zla to ja nie jestem, trzasnal drzwiwami i wyszedl. Od tmatej pory nie moge w niczym na niego liczyc. Pisalam jak glupia ze za nim tesknie ze prosze zeby przyszedl, ze barzo mi zle. On ciagle mnie wszedzie blokowal a potem pisal ze dopoki cos sie nie zmieni on nie chce mnie widziec i mam wypeiprza*. Plakalam w pracy, nie moge nic robic. Nie chce mi sie nawet jesc, nie mam sily zyc. Nie wiem co dalej. Jestem w nowym miejscu, sama. Tutaj nie mam za bardzo na kogo liczyc. JEst mi okropnie ciezko a on mnie jeszcze z tym zostawil. POWIEDZCIE MI BLAGAM CO JA MAM ZROBIC, CO POWINNAM. JESTEM ZROZPACZONA. ZYC MI SIE NIE CHCE. POMOCY 🙁

                                                                1. Nie jestem fachowcem, ale to typowo toksyczny związek. I jak sama to trafnie i szczegółowo opisałaś … popatrz na to jakby z zewnątrz, jakbyś to czytała o kimś innym, co byś jej doradziła? Moje zdanie jest takie, że jak najdalej od takich związków i osób, nawet jak nas to przez jakiś czas “kręci” a nawet fascynuje, interesuje, to w dłuższym czasie będą same problemy i duże starty (dosłownie i w przenośni … psychika, pieniądze, rodzina … wszystko!) Uciekaj od tego człowieka, jak najdalej i nigdy nie pakuj się w takie związki. Związek to szacunek i zaufanie.

                                                              7. W niedzielę zostawił mnie chłopak , po 8 miesiącach związku. To był straszny cios..był moim pierwszym poważnym chłopakiem. Oddałam mu całą siebie. A teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego. Powodem rozstania było to iż twierdził, że się nie potrafimy dogadać, że nigdy do siebie nie pasowaliśmy. Według niego ostatnie dwa miesiące to był czas ciągłych kłótni o głupoty i że ciągnęliśmy to na siłe. Szkoda że mamy odmienne zdanie w tej sprawie. Trzy tygodnie czekałam aż się zdecyduje czy warto się o to starać. Tydzień temu powiedział że możemy spróbować jeszcze raz, ale żeby nie mówić o tym nikomu, bo ludzie będą pytać, a z soboty na niedzielę powiedział mi, że on tak dłużej nie może, że coś do mnie czuje, ale nie chce ze mną być, że nie potrafi się zaangażować. Teraz powiedział, że chce utrzymywać kontakt, chcę tego ale to nie sprawi że mi przejdzie. Dostałam zaproszenie na impreze w sobotę, opijanie matury, ale on także tam będzie…i teraz nie wiem czy mogę tam pójść, czy to na pewno dobry pomysł. chyba nadal żyję nadzieją, ale sam powiedział że mnie już nie kocha, ale jestem dla niego ważna i chce się o mnie troszczyć..mam ochotę leżeć i spać, płaczę codziennie od trzech tygodni (w trakcie naszej przerwy na przemyślenie bałam się że to koniec), dzisiaj mijają terminy na uczelnie, a ja nigdzie nie złożyłam papierów bo nie chce mi się żyć dalej..ból okropny

                                                              8. Hej, napisze krotko. 13 czerwca nasz prawie 1.5 roczny zwiazek zakonczyla dziewczyna. Byla w nim toksyczna, nieczula – moglbym sie niezle na ten temat rozpisac.

                                                                Rozpadam sie na kawalki i pewnie dlatego jestem na tej stronie.
                                                                Dzieki za wasze komentarze! Czytajac to co piszecie wiem dokladnie co przechodzicie i czuje sie troche silniejsza osoba, bo wiem, ze nie jestem jedyny.

                                                                Trzymajcie sie mocno!

                                                              9. Cześć wszystkim,
                                                                cieszę się, że znalazłam tą stronę i przeczytałam wszystkie komentarze. Widzę, że nie sama mierzę się z takim problemem, który stawia pod znakiem zapytania nasze życie i świat.
                                                                Na początku zeszłego roku poznałam chłopaka. Zaiskrzyło jak nigdy wcześniej. Dowiedziałam się, że mieszka w Anglii. W ciągu 2 tygodni zrezygnowałam z pracy, mieszkania, całego dotychczasowego życia i poleciałam do niego. Nie muszę chyba dodawać, że straciłam kontakty ze znajomymi i ucierpiały te z rodziną. Pierwsze pół roku było piękne, starał się, był kochany. Potem zaczęła się ukazywać jego inna twarz. Bardzo nerwowy, uparty, agresywny. Jak już się zdenerwował to szło jak z górki. Wyzwiska, awantury itd… Z każdym dniem czułam się dobijana psychicznie i nie wiedziałam, kiedy będzie następna akcja. Dodam, że dbałam o niego, o dom, kiedy on widywał się z synem ja też byłam z nimi i się nim opiekowałam. W lutym tego roku tak ostro poszło, że wyprowadziłam się z domu do koleżanki. Kupiłam bilet do Polski, ale nie poleciałam… Jednak przez tą całą sytuację rzuciłam pracę, która też bywała powodem kłótni: on pracował 7-17, a ja 15-23. Wcześniej, tylko po to żeby z nim i nie musiał mnie utrzymywać pracowałam ciężko fizycznie na magazynie. Przekonał mnie do powrotu. Myślałam sobie: jeśli ja bym popełniła jakiś błąd chciałabym dostać drugą szansę. Zapewniał mnie, że się zmieni i że rzuci swój nałóg… Udało mu się na miesiąc… A po półtora miesiącu od mojego powrotu doszło do następnej awantury. Znalazł sobie dodatkowe powody do kłótni. Tym razem uciekłam praktycznie z dnia na dzień. Minęły ponad 3 miesiące, a ja nadal go kocham i tęsknię. Zastanawiam się codziennie jak mogę kochać kogoś kto mnie tak zranił? Wróciłam w rodzinne strony, znalazłam stałą pracę, robię prawo jazdy. Ciężko było uciec i ciężko jest teraz żyć samej, ale powiem Wam jedno. Jakby ktoś nie chciał to by Was nie krzywdził i kto to zrobił raz zrobi to po raz kolejny! Dziś kiedy jestem już sama mogłam przeanalizować wszystko. Trzymajcie się!

                                                              10. Cześć wszystkim.
                                                                Po siedmiu miesiącach od końca mojego związku trafiłem na tę stronę.
                                                                Może zacznę od początku. Mój związek trwał prawie 8 lat. Poznaliśmy się mając po 19 lat. Przyjechała na studia do mojego miasta i poznaliśmy się przy pierwszym Jej wyjściu “na miasto”. Miłość od pierwszego wejrzenia. Spotkaliśmy się kilka razy i wyszło na jaw,że ma chłopaka, o czym wcześniej mi nie powiedziała. Wiem,już wtedy powinienem to zakończyć,ale zerwała z nim od razu jak tylko się o tym dowiedziałem.”Miłość jest ślepa”. Skończył się pierwszy rok studiów i całe wakacje spędziliśmy u Jej rodziców w innym mieście. We wrześniu jak wróciliśmy postanowiliśmy razem zamieszkać. Ona studiowała, ja już pracowałem. Skończyła studia i doszliśmy do wniosku,że przeprowadzimy się do Jej rodziców. Zostawiłem wszystko ( w końcu przeprowadzka do innego miasta). Znalazłem tam pracę, Ona też dostała pracę w szkole (była nauczycielką). Urządziliśmy sobie dwa pokoje w domu Jej rodziców. Planowaliśmy z czasem się wyprowadzić ( na swoim zawsze lepiej). W międzyczasie robiła kolejne studia, 120 km od naszego miejsca zamieszkania. Więc co dwa tygodnie jeździliśmy na całą sobotę na uczelnie. Czekałem na Nią cały dzień w samochodzie bez względu na upały i mrozy. I tak przez dwa lata. Pod koniec tych studiów zaczęły się problemy. Wracała z pracy i każdy wieczór,każde weekendy,każdy wolny czas spędzała na książkami , bo musi lekcje przygotować,bo konkurs, bo wizytacja dyrektora itp. Zero czasu dla mnie. Wracałem z pracy,jedliśmy obiad i to był nasz razem spędzany czas. Próbowałem z Nią o tym rozmawiać i w odpowiedzi usłyszałem,że będzie jeszcze gorzej,że jeszcze więcej czasu będzie potrzebowała na przygotowywanie się. Do tego usłyszałem,że nigdy nie ma zamiaru wyprowadzić się od rodziców,że jednak nigdy nie chce mieć dzieci. Długo nad tym myślałem. Kochałem Ją ponad wszystko. Byłem w stanie to zaakceptować byle tylko z Nią być. Ale przy kolejnej rozmowie kiedy zapytałem dlaczego tak się dzieję,że wszystko było dobrze usłyszałem,że to wszystko co było do tej pory “było udawane”. Przez cały czas udawała. I to mnie dobiło, cały czas te słowa brzmiały mi w głowie. I tak jest do tej pory. Postanowiłem,że powinniśmy się rozstać, nie protestowała,nie chciała tego ratować. Dodam jeszcze,że źle zaczęło się układać między nami od września,czyli początek roku szkolnego. W szkole pojawił się nowy nauczyciel wf-u. Najpierw były kłamstwa co do jego wieku. Że jest o wiele młodszy,okazało się,że jest w naszym wieku. Po co były te kłamstwa? Nie wiem,może wymyślam,ale biorę wszystko pod uwagę.
                                                                Zwolniłem się z pracy, spakowałem dwie torby i wróciłem do swojego miasta. Zostawiłem Jej wszystko na co pracowałem tyle lat. Meble, laptopa,drugi samochód,rower, wszystko. Chciałem się zachować jak prawdziwy facet.Teraz wynajmuje mieszkanie, mam dobrą pracę,ale żyję tylko z dnia na dzień.Nie ma nocy,żeby mi się nie śniła. Codziennie rano muszę się zmuszać do życia.
                                                                Minęło siedem miesięcy od rozstania. Nie mogę sobie z tym poradzić, jest coraz gorzej. Nie utrzymujemy żadnego kontaktu. Nadal Ją kocham. Nie wiem jak długo jeszcze dam radę.
                                                                Przepraszam za chaotyczne pisanie,ale mam mętlik w głowie.
                                                                Pozdrawiam

                                                                1. Damian potrzeba czasu jak się kogoś bardzo kochało i jak się było mocno zaangażowanym. Coś o tym wiem. Ja dopiero po roku pogodziłam się i odpuściłam. Czasami jest tak, że nie da się nic zrobić. Za dużo złego się podziało i to co się czuje po prostu nie wróci. Myślę, że dobrze by było abyś skorzystał z porady psychologa. Wiesz, bycie samemu po pewnym czasie daje możliwość poznania i zrozumienia wielu rzeczy w zupełnie innym świetle. Poza tym najgorsza prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa. Może się okazać, że dzięki temu doświadczeniu znajdziesz prawdziwe uczucie.

                                                              11. Mój chłopak rozstał się ze mną po 6 latach. Na początku byliśmy że sobą na odległość,a później przeniosłam się do niego po roku na studia (on jak zwykle nie mógł). wzięłam kredyt studencki i większość rzeczy robiłam”pod niego”… Później przyszedł czas na studia magisterskie,wiec chciałam studiować znów blisko rodzinnych stron i zobaczyć,czy w takim wypadku to on się przeniesie.Guzik,pod byle pretekstem kłótni,zostal u siebie w domu i spotykaliśmy się ponownie na odległość.Pozniej postanowiłam zrobić coś dla siebie i wyjechałam na Erasmusa do Niemiec.Tam odwiedził mnie zaledwie dwa razy i wciąż narzekał,ze jak to smialam wyjechać.Zaproponowałam byśmy przez jakiś czas mieszkali za granicą,podrozowali. Odmówił,gdyz uważa że za granicą czeka tylko “zmywak” a na miejscu ma firmę Taty i spadek.Myslalam że mógłby coś sprzedać/wynajac lub jakiś czas zrobić coś w moim kierunku.Powiedzial,ze nie i że albo się przenoszę do niego na stałe albo to mój problem. Powiedziałam,ze jeszcze trochę za wcześnie na przenosiny,m ozna jeszcze to przemyslec i nawet nie byliśmy zaręczeni.Nigdy nawet ze mną nie porozmawiałby, podjąć wspólna decyzję,cos wymyślić.Wrocilam z Niemiec i skończyłam studia.Po drodze mieliśmy kryzys i w tym czasie poznał kogoś. Następnie przyjechał i powiedział,ze nie wie skąd ta dziewczyną się wzięła,ale ze kocha mnie i teraz to rozumie.Cieszylam się i liczylam na to,że coś zrozumiał.Jednak ja się nadal nie przeniosłam (dopiero co skonczykam studia) i pewnego dnia kontakt się urwał a później napisał przez sms (nie sam,a w odpowiedzi na moje pytanie:skad ta cisza).. że długo to w nim siedziało i że to koniec. Powiedziałam,ze może warto się spotkać,porozmawiac,ale nie chcial. Dzis minal juz rok,a ja nadal budze sie,myslac o nim. Po Pol roku dodal zdjecie,jak caluje jakas Nowa dziewczyne,ktora jest na miejscu i wiadomo. Wiem,ze odleglosc potrafi wiele zniszczyc,ale zawsze myslalam,zenjak ludzie sie kochaja,to beda razem i beda walczyc o siebie. Wzielam glownie dla niego kredyt studencki,zapewnil ze cos mi pomoze,a teraz cisza. Ogolnie czuje sie strasznie oszukana. Kocham go,ale tez mam ogromny zal o to wszystko i ze nigdy nawet nie pomyslal o mnie. Nigdy nie ruszyl sie od rodzicow,bo czeka na niego tam spadek. Mam 26 lat,probuje nowych pasji,biegac itd,ale niestety to tylko udawanie szczesliwej.Pozdrawiam

                                                              12. Ja jestem w takiej sytuacji że mój związek rozpadł się z mojej winy. Zrobiłem coś strasznie głupiego i nie mogę sobie tego darować. Niestety naprawić tego związku już nie mogę. Poczucie winy i żal do siebie nie pozwala mi normalnie funkcjonować.

                                                              13. Witam
                                                                Mam podobną sytuację jak tu opisywane. Miesiąc po rozstaniu. Ciężko to opisać. Dlatego chciałem zapytać czy są tu dziewczyny w wieku 25-30 lat które chciałyby się spotkać/pójść na spacer poznać się i być może stworzyć coś nowego?Najchętniej południowe dzielnice Warszawy/Piaseczno.

                                                                czekam na kontakt: bojakniemytokto malpka mixbox pl

                                                                Pozdrawiam

                                                              14. Zerwał ze mną w naszą roczną rocznicę, smsem. Jestem młoda, mam dużo przed sobą, ale czuję dziwny spokój, czy to normalne? Prawie 4-letnia znajomość, około 5 razy byliśmy w związku, bo wciąż nas do siebie ciągnęło, chcieliśmy być ze sobą. Ten piąty raz miał być już na zawsze, wszystko było dobrze, a na kolejny dzień skończyło się w 2 sekundy. Plany poszły w niepamięć…Wiem, że była w tym też moja wina, ale ja chyba potrzebuję kogoś dojrzalszego, kto będzie wiedział jak związek jest ważny, ktoś kto będzie o mnie zabiegał, będzie zdecydowany i po prostu męski, a nie ‘chłopięcy’. Może za dużo już wycierpiałam, że teraz żal i łzy łapią mnie tylko na kilka minut, a po chwili już jest wszystko dobrze. Czy to odpowiednia reakcja, czy jeśli teraz mam to przez 90% gdzieś to czy później mnie to nie dopadnie ze zdwojoną siłą?

                                                              15. Cześć. W maju zakończył się mój 7 letni związek z żoną. Małżeństwem byliśmy blisko 5 lat. Od początku związek był trudny z powodu moich nieszczerych intencji, tj braku głębokiej miłości na początku związku. Kolejne lata były trudne, bardzo dużo kłótni, częste rozstania, w tym jedno 2-miesięczne. Ostatecznie w grudniu 2015 wyprowadziłem się, jak sądziłem na dobre. Zaraz na początku lutego tego roku dotarło do mnie, że tęsknię za żoną i brakuje mi jej. Chyba pierwszy raz poczułem, że choć nie było zakochania na początku – po porostu ją kocham. Ponieważ mieliśmy syna częściej niż do tej pory zacząłem przejeżdżać do domu, patrzeć na żoną zupełnie w inny sposób. Jakiś czas było fajnie, miło. Później znów pojawiła się zadra, pomyślałem bardziej o sobie niż o niej i znów kłótnia. Znów pretensje. Znów zniknąłem, w przekonaniu że to nie ma sensu, że te pretensje nas zniszczą. Tak jak dotychczas przy rozstaniu żona nie szczędziła mi ciężkich sms-ów, obwiniania. Ostatecznie w maju uznaliśmy, że znów się wprowadzę. Kilka dni, Kilka wieczorów w przytuleniu, kilka kłótni i nagle z jej strony zaczęła pojawiać się obojętność. Pytam co się dzieje.
                                                                Odpowiedź dosłownie jest taka, ale najpierw kontekst:
                                                                Od grudnia (w tym miesiącu się wyprowadziłem) do domu (wtedy jeszcze mojego) zaczął przychodzić kolega z pracy żony, który widział, że dzieje się z nią źle. Sam w grudniu zakończył swój 18-letni związek z żoną. Cały czas jej pomagał, bardzo dużo czasu spędzali razem. Coś słyszałem od syna o nim, ale kiedy dowiedziałem się, ze to kolega z pracy uspokoiłem się. Nie wiedziałem o skali jego pomocy – niemal codziennej obecności. Ciągłym byciu obok. Tak to wyglądało właśnie do maja.
                                                                I teraz w maju, po tym jak już wróciłem i minęło tych kilka dni. Teraz ta odpowiedź:
                                                                „kiedy cię nie było my w lutym zakochaliśmy się w sobie”…!
                                                                Nagła zmiana. Z jej strony ściana, całkowita obojętność, jak inna osoba. Wytrzymałem miesiąc, ale tej ściany i rozmazanych oczu nie byłem w stanie wytrzymać dłużej. Rozmazanych takich jak przy zakochaniu – do niego. Odszedłem.
                                                                Wiem, że byłem niedobrym mężem, zbyt pewnym siebie i obojętnym. Odchodziłem. Zasłużyłem sobie na rozstanie. Poradzę sobie z tym, ale myślę też o synu, a trochę i swojej złości, gniewie na to jak to się podziało.
                                                                Jak wygląda Waszym zdaniem perspektywa mojej żony, tu ja, to on, tu znów ja i znów on – ten on. Oboje wchodzący w nowe, w sytuacji przewrotów i rozstań w ich życiu.

                                                              16. Nie wiem co mam już zrobić.Myślę o nim codziennie zaraz jak wstanę. Czasem jest dobrze,cieszę się życiem a później wszystko wraca i tak jak teraz mogę tylko płakać.Minął już ponad rok ! Zastanawia mnie,czy on chociaż o mnie pomyśli… Pewnie nie.

                                                              17. A ja mam inny problem. Z chłopakiem jesteśmy razem 1,5 roku razem, w tym czasie kilka razy się rozstawaliśmy. Bardzo burzliwy związek, którego nie potrafię zakończyć. Już na początku zdradził mnie pisząc do swojej byłej, bez zastanowienia wybaczyłam chociaż ciągnęło się to za mną długo. To ja podtrzymywałam ten związek, nie raz słyszałam, że on ma to “w d***”. Wiem, że to się w końcu zakończy, ale nie mam siły żeby to zrobić i wydaje mi się, że jest to strach przed samotnością. Wizja tego, że każdy wokół kogoś ma, a czas leci. To ktoś kto może i kocha, ale nie szanuje mnie w momencie gdy pojawia się problem. Nie mogę mówić otwarcie o tym co mnie boli w tym związku, z czym mam problem, co mi się nie podoba, bo zaraz słyszę, że ma to gdzieś, nie będzie o tym rozmawiał, a ja szukam problemu. Jest to pierwszy mężczyzna, który potrafi się ze mną rozstać od tak i dlatego mnie to tak boli. Czuję ogromną potrzebę tego aby kochał mnie i nie potrafił “wypuścić”, ale to jednak inny typ. Czuję się przywiązana, a każde rozstanie czy nawet kłótnia to dla mnie ogromne przeżycie emocjonalne, które mnie niszczy, bo czuję się jak uzależniona od tego związku. Jest tylko płacz, rozpacz, nie potrafię jeść, skupić się na niczym, a jestem osobą która na co dzień czerpie radość z życia. Jestem pewna, że teraz jest to toksyczna relacja, z której nie zbuduję nic normalnego. Czy istnieją jakieś terapie, które pozwalają stać się silniejszą i zmotywować do zmiany w życiu? Czy można jakoś raz skutecznie wytłumaczyć sobie, że to jest dla mnie złe i nie powinnam w tym tkwić? I najgorsze – jak później do tego nie wracać, nie pisać wiadomości błagalnych i po prostu dać sobie spokój? Wiem, że czas leczy rany, jestem po jednym ciężkim rozstaniu, ale to co dzieje się teraz to tragedia.

                                                                1. Prawdopodobnie, tak jak większość tutaj, cierpisz na depresję, zupełnie poważnie proponuję udać się do psychiatry (psychiatra jest nie tylko dla wariatów), zdiagnozuje Cię i ewentualnie wprowadzi leczenie farmakologiczne. Warto o to zadbać bo depresja sama się nie wyleczy a kolejne epizody będą coraz gorsze.

                                                                  1. Jestem w totalnej miażdżącej mnie rozsypce,po pięciu ponad latach bardzo udanego związku moj partner odszedł.Wiele pytan nasuwa się bez odpowiedzi,cudowne wspomnienia szaleją w głowie.Nie mogąc kolejny dzień wstać z łóżka postanowiłam pójść do psychiatry.Wierzę,że leki oraz terapia postawią mnie na nogi,pomogą zrozumieć dlaczego ….a za jakiś czas znów będę dostrzegać piękno świata i ludzi

                                                                    1. W takich sytuacjach decyzja o wizycie u psychiatry jak najbardziej słuszna.
                                                                      Nie licz tylko że poprawa przyjdzie natychmiast, nastaw się na conajmniej kilkutygodniowy trudny okres, ważne abyś nie przerywała leczenia po pierwszej poprawie nastroju.
                                                                      Zdecydowanie za jakiś czas będziesz potrafiła inaczej spojrzeć na ten związek, obecnie miej świadomość że ból i cierpienie to “normalna” reakcja człowieka i musi upłynąć jakiś czas aby wróciła radość życia.
                                                                      Jako kobieta potrafiąca kochać spotkasz faceta który to doceni i będzie zasługiwał na Twoją miłość.
                                                                      Trzymam kciuki i życzę powodzenia.

                                                                    2. czesc. i jak sytuacja u Ciebie ? ja mam bardzo podobną sytuacje. tydzień temu się rozstaliśmy. mam bardzo dobrą psycholog przyjmującą również online- skype. totalna jazda psychiczna. tak jak napisałaś , każda kłótnia to jak wbicie noża w serce. to się nazywa uzależnienie. i nie jest normalne. trzeba sobie jakos pomóc bo jak tu żyć… pozdrawiam.

                                                                  2. Spotkalam wymarzonego chlopaka: uczciwego, robiacego duza kariere, z wygladem i cialem modela, tzw “grzecznego chlopaka z dobrego domu”. Bylo pomiedzy nami jakies takie polaczenie dusz, myslelismy tak samo i mielismy takie samo poczucie humoru. Jednak czegos tego mi brakowalo zeby sie zakochac, chociaz on niby byl zakochany we mnie. Zaangazowalam sie bardzo , zrobilam wszystko zebysmy byli razem, nie popelnilam zadnego bledu, a on dal mi kosza. Powiedzial ze wie ze kolejny raz mnie skrzywdzi (krzywdzil mnie grzebiac w mojej panurej przeszlosci) a tego nie chce oraz ze jest zbyt wymagajacy, a ja nie dam rady sprostac jego wymaganiom. To mnie zabolalo. Zabolalo mnie ze choc stanelam na glowie zebysmy byli razem to on mnie rzucil i odezwal sie tylko raz przez tydzien. Zabolalo mnie to ze nie dal mi szansy, ze nie uwierzyl we mnie ze moge sie poprawic. Boli mnie to ze on nie czuje jak bardzo mnie przez to skrzywdzil. Przeciez wszystko mozna poprawic w swoim zyciu, prawda? I choc tak jak pisalam nie bylam w nim zakochana, ale mysle ze boli mnie stracona szansa na zwiazek. Zdalam sobie sprawe ze czesto jestesmy w zwiazku na zasadzie “hujowo ale stabilnie i jest ktos” boimy sie bycia samotnym. Tez wpadalam na tym ze bardziej balam sie byc samotna, a mam juz swoje lata. On byl pierwszym mezczyzna do ktorego sie zblizylam. Wierze ze cos z tej lekcji wyniose. Dwa dni plakalam, potem wzialam sie w wir pracy, to pomoglo. Staram sie zbudowac na nowo zycie , myslac juz tylko jako “ja” , a nie “my”. Mam ogromny zal do niego ze wie jak krucha jestem, a nie chce mi pomoc. Pomagaja mi piosenki i wywiady z kasia kowalaska. Ona po latach psychoterapi i cierpienia mowi “ja wiem ze spotkam super faceta” . I ja tez mam taka nadzieje.. Trzymajcie sie, trzeba sie wyplakac ale bedzie jeszcze pieknie “

                                                                  3. Ogromny chaos,niepewność,żal, smutek ogólnie rozpacz.. Po 5 latach zostałam sama miesiąc przed porodem..przeżyłam to bo szykowałam się na to od kad zaczął rosnąć mi brzuszek. Popłakałam że nie dałam rady go zmienić ale geny zostały w nim i patrząc na rodziców nie umiał założyć normalnego związku..wiele w nim zmieniłam lecz nie wyszło.. Mimo tego nie było tak źle lecz teraz… Po znacznie krótszym związku nie umiem się pozbierać.. Rok czasu.. Zaczynaliśmy myśleć o wspólnym mieszkaniu. Jeszcze tydzień temu telefony i długie rozmowy..mieliśmy się spotkać w niedziele aż nagle coś się zmieniło.. Niby normalny SMS wyjaśniający czemu nie.odzywa się po dwa trzy dni ale po nim tydzień milczenia.. Zadzwoniłam z innego numeru bo ode mnie nie odbierał i…NIESPODZIANKA.. On przeprasza ale uważa że ja oczekuję czego innego i potrzebuje kogoś blisko.. Gdzie poprosiłam chociaż o jedną wiadomość dziennie bym się nie martwiła. Było nam dobrze. Dbał o mnie i o córkę..ona sie przyzwyczaiła a ja zakochałam mimo że starałam się być ostrożna po tamtym i ze względów na dziecko.. A teraz rycze rycze rycze.. Chodź wiem że dała bym radę ale niepotrafie..

                                                                  4. Dziewczyna zostawiła mnie po 5latach wspaniałego związku. Wszystko z mojej winy lecz kiedy zrozumiałem swoje błędy by je naprawić pojawił się ktoś inny w jej życiu i nie chciała do mnie wracać. Mieliśmy fantastyczny związek wiele momentów jak w filmach romantycznych wspólne wakacje siedzieliśmy nie raz na plaży do 4-ej rano słuchając szumu morza… Wszystko się skończyło przezemnie bo zbyt długo zwlekalem z zaręczynami nie potrafiłem się otworzyć na jej rodzinę nie dogadywalem się z jej siostra ani matka, byłem milczkiem. Ona dawała mi mnóstwo radości w życiu i teraz się to skończyło przez moją głupotę najgorsze jest to że popełniłem dużo małych błędów np niby wspólne zakupy robiliśmy osobno obiady gotowalismy oddzielnie taki niby związek ale nie związek. To wszystko dało by się naprawić i byśmy byli mega szczęśliwi ale ona już poznala kogoś kto daje jej ta radość w życiu której ja jej nie dawałem ponieważ ukrywalem moj problem z pieniędzmi przez co się zamykalem na nią

                                                                  5. Smutnych historii wiele, i zawsze będą nowe…będą zdrady i krzywdy.
                                                                    Byłam z chłopakiem pół roku (wiem, krótko, ale ja nie jestem kochliwa, a z nim było mi dobrze, spokojnie). Mówił, że jego pierwsza miłość go zdradziła z przyjacielem i od tej pory cierpiał przez lata i ma “zrytą psychikę”. Był jednak bardzo dobry dla mnie i czułam, że jestem dla niego ważna, razem wyjeżdżaliśmy, odwiedzaliśmy się w domach, poznaliśmy rodziny. Najpierw mnie lubił, potem mu zależało, później już kochał. Przypadkiem wygadał się, że wchodzi na stronę gdzie się poznaliśmy i chwalił, że dostał komplementy. Nie przestał po rozmowie w której pytałam czego mu brakuje, co zmienić. Przerzucił się na telefon jak odkryłam później. I kolejna rozmowa, płacz, wyjaśnił, że boi się tego związku od kiedy zaczęło być poważnie, że to odskocznia… Dałam głupia ostatnią szansę, ale w telefonie nadal trzymał sms-y do koleżanek, z którymi realizował swoje pragnienia związane z fetyszem (stopy). Bajerował je równo, mówił, że są ładne i mądre, a gdy czytałam je przy nim, stwierdził, że to nic takiego i że zwycięża z fetyszem tak jak obiecał. To był oczywiście koniec.
                                                                    Raptem wczoraj się rozstaliśmy. Gdy pakował swoje rzeczy nie miałam siły się ruszyć ani mówić. Dobił mnie jeszcze mówiąc, że będzie mnie dobrze wspominał i tęsknił i żebym się odezwała jak będę miała problem. Nie mogę się obwiniać, że zaufałam, grał bardzo dobrze, lecz ciągle miał w głowie koleżanki, trójkąciki, stopki innych dziewczyn, co myślałam, że tylko tak gada żebym była zazdrosna…. choć to raniło.
                                                                    Moja rodzina i nasi wspólni znajomi twierdzą, że musiało coś być, wyglądał na zakochanego, pomagał, snuł plany, ale ” niszczy to co dobre, taki człowiek”, “potrafi zranić ot tak”. Jest niedowartościowany.
                                                                    Najgorsze, że kochałam go naprawdę. Zerwałam, ale czuję się jakby on mnie zostawił. Już nie walczył, nie zaprzeczał gdy stwierdziłam że i tak mu nie zależało. Spytał tyko skąd ten wniosek…
                                                                    Wakacje, rodzice wyjechali, znajomi wyjechali, siedzę w pustym domu i myślę jak z siebie wyrzucić ten ból.

                                                                  6. Trzy tygodnie temu mój mąż powiedział mi, że coś się skończyło … A dwa tygodnie temu wyprowadził się … Po 16 latach związku (14 latach małżeńtswa). Nie wiem co się stało. Ostatnie pół roku to był jakiś koszmar. Przestał mnie zauważać, przestał ze mną rozmawiać i interesować się mną. Po prostu przestał być ze mną. Bardzo się starałam, żeby czuł się ze mną dobrze. Nie udało się … Nie da się kogoś zmusić by Cię kochał, by chciał z Tobą być. Moje życie obecnie to jedno wielkie g….o. Samopoczucie …. Szkoda słów. Wszyscy mówią, że to minie. Ale dlaczego w ogóle do tego doszło. Najgorsze są poranki. Kiedy nie wiem czy mi się to śniło czy nie. A gdy dochodzi do mnie, że to nie był sen, to już nienawidzę tego dnia.

                                                                  7. Moje malzenstwo trwalo 19 lat razem bylismy 23 lata nasze malzenstwo bylo ogolnie toksycznym zwiazkiem…choc zawsze uwazalam ze maz jest bardzo za mna chociaz teraz …moze mi sie wydawalo pokocilismy sie jaj zwykle …kilka nie potrzebnych slow …I maz na fb na czacie zkintaktowal sie z dziewczyna tzw.pierwsza miloscia po 4 dniach jest tak w niej zakochany zachowuje sie jak nastolatek no I oczywiscie KONIEC malzenstwa za 3 miesiace maja razem zamieszkac ….oczywiscie to moja wina I ja jej do piet nie dorastam ….na razie jestem w fazie szoku, przerazona jestem tylko co mnie teraz czeka …przepraszam za chaos I ewentualne bledy…musialam sie wygadac

                                                                  8. Siedzę tu i czytam te wszystkie komentarze, a mimo to nie widzę dla siebie ratunku. Właśnie zostałam perfidnie porzucona. Kocham go całą sobą, 5 lat wspólnego mieszkania, moja oaza spokoju i bezpieczeństwa, jedyny przyjaciel. A teraz zostaję sama bo on nie może mieć dzieci i nie chce mnie krzywdzić, chce żebym odeszła bo z nim nie będę szczęśliwa. A przecież wiem o jego chorobie od samego początku i nigdy to nie był (i nie jest) dla mnie problem. Nagle próbuje mi wmówić że tak będzie lepiej dla mnie, bo on chyba nie wie co to miłość, bo właściwie nie wie czy mnie kocha, choć jeszcze kilka tygodni temu podobno byłam dla niego całym światem. Nie wiem co się stało, nie umiem znaleźć sobie miejsca, wyję kolejny już dzień. Błagałam byśmy dali sobie szansę, szlochałam że liczymy się tylko my, że nic innego nie ma dla mnie znaczenia, a on jedynie stwierdził że już teraz na niczym mu nie zależy bo dotarło do niego że nie chce tak żyć, w strachu że w końcu odejdę. Że już to przerabiał (rozwód z żoną, dla której chęć posiadania dziecka była ważniejsza). Tylko gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla mnie? Nie wiem jak żyć bez niego, bo bez niego życie nie ma sensu.

                                                                  9. Kochani, czytam Wasze komentarze i bardzo Wam kibicuje. Wiem, że nie jest lekko, ale robicie małe kroczki do przodu. Trafiłam na ten artykuł, bo też czuje, że mam problem. Jedynie wyróżnia mnie chyba to, że jestem z tej drugiej strony. Nie chce zeby to zle zabrzmialo, ale większość z Was została porzucona i przez to mieliscie prawo źle się czuć. W moim przypadku to ja zakończyłam pięcioletni związek. I też źle mi z tym. Caly czas mam wyrzuty sumienia, że przeze mnie ta druga osoba cierpi. Ale nie moglam inaczej. Od dawna nam sie nie układało, chociaż on uważał, że wszystko jest ok. Nie dbał juz o mnie, bo jak stwierdził myslał ze ten etap mamy juz za sobą. Wiekszosc rzeczy zaczal planowac bez omawiania ich ze mną, bo myślał ze ja tez ich bede chciec. Kwestia dotyczyla pracy, niedawno skonczylam studia i ciezko mi znalesc prace, zaczelam jej szukac w stolicy. Jemu jest latwiej sie przeniesc, pracuje w sluzbach mundurowych, ale myslal ze ja zartowalam z praca w Warszawie. Często przez ten czas dochodziło do nieporozumień i dawalismy sobie “czas próby”, kiedy to każdy sie starał, a potem wszystko wracało i było jak zawsze. Chyba już mnie to wykończyło. Zawsze mi sie wydawało, ze w normalnym zwiazku wszystko jest takie naturalne, ze owszem trzeba sie starac ale to jest naturalne, a nie wymuszane. Po jakims czasie dostrzegłam, że już nawet za nim nie tęsknię. Tak nie powinno być. Miałam dwa wyjścia, albo udawać ze wszystko jest ok, on by nie cierpiał, ale ja nie czułabym sie szczęśliwa. Albo druga, powiedzieć jak jest, poczuć ulgę, ale on wtedy bedzie cierpiał. Postawiłam na ta druga opcje, nigdy nie rozstalismy sie na dluzej. Pomyslalam ze moze tego też trzeba. Ale wiem, że go zraniłam. Chyba wolalabym byc po tej drugiej stronie. Nie ma chyba takich słów, które moglyby złagodzić całą tą sytuację. Chciałam mu powiedzieć na spokojnie, że nie chce tego dłużej ciągnąć. Był chyba w szoku, nie dziwię się, po pieciu latach nagle jego dziewczyna chce odejsc, ale nie wiedziałam jak inaczej to powiedzieć. Pewnie zle zrobiłam, mogłam go jakos do tego przygotowac, ale jak? Nastepnego dnia chcial żeby potraktowac to jako przerwe, zebym ja sie zastanowila czy na pewno tego chce. Nastapila przerwa, ale kiedys trzeba bylo ja zakonczyc, nadal nie chcialam tego ciagnać. Wtedy puścily mu wszystkie emocje, stwierdzil ze jestem oszustka, ze traktuje go jak smiecia, bo nie daje szansy temu zwiazkowi, bo tyle mu sie powinno należeć po tylu latach. Sama nie czuje sie z tym najlepiej, czuje sie jak oszustka, ale przeciez nie mozna nikogo zmusic do milosci. Nie bylismy zareczeni, ale on o tym myslam. Co jesli ten zwiazek by sie ciagnal, jesli zostalibysmy malzenstwem to jakie to byloby malzenstwo? Nie chce zeby sie zakonczylo rozwodem..
                                                                    Jego cała rodzina mysli ze go wykorzystalam, ze sie nim bawilam. On chce zebym sie zastanowila nad proba dla naszego zwiazku, ale jak te relacje rodzinne beda wygladaly teraz? Nie jestem osoba, ktora ma wszystko gdzies, nie jestem złą osobą. Przejmuje sie nim i martwie, bo jest dla mnie wazny, ale nie czuje sie dobrze w tym zwiazku. On tez nie jest taki zły, zalezalo mu. Mial jakies plany wobec mnie. Moze jestem jakas dziwna, moze po prostu nie kochalam go na tyle. Nie wiem co robic, czy brnac w to jeszcze dalej czy zaczac zycie od nowa..
                                                                    Na koniec dreczy mnie jedna rzecz, powiedzial ze powinnismy sie rozliczyć za ten czas kiedy bylismy razem. Miał na mysli doslownie pieniadze. Nie łączyły nas jakieś wspólne wydatki. Ja sie zazwyczaj staralam placic za siebie, nie chciałam byc jego utrzumanka, bo wiedzialam ze pracował i studiował podobnie jak ja. Stwierdził, że on jest teraz poszkodowany to teraz powinnismy sie rozliczyc zeby nikt sie w tej kwestii nie czuł sie poszkodowany. Zdziwilam sie, ze podszedl do tego w taki materialny sposob. Chce zebym oddala mu czesc pieniedzy za paliwo ktore zmarnowal przyjezdzajac do mnie. To mnie chyba najbardziej wkurzylo. Czy to normalne? Czy to nie mowi juz cos o czlowieku?
                                                                    Jesli ktos poswiecil czas na przeczytanie mojego komentarza, to dziekuje! Jeśli chcesz podzielic sie swoimi spostrzeżeniami czy pozytywnymi, czy negatywnymi to dziekuje! Ja musialam chyba sie tym z kims podzielic, poznac czyjes inne zdanie.

                                                                    1. Ładnie to opisałać, z treści można wywnioskować że jesteś miłą i dobrą osobą.
                                                                      Trudno rozsądnie doradzać w temacie miłości, w zasadzie sama czujesz i też napisałaś że uczucie wygasło, dlatego w takiej sytuacji utrzymywanie związku tylko dlatego że jest Ci go szkoda lub chcesz w ten sposób naprawić skrzywdzenie, wydają się bez sensu. Dasz chłopakowi nadzieje a bez miłości skutek będzie oczywisty. Do tego dochodzi ewidentna utrata zaufania po obu stronach, musiałoby Was dużo łączyć aby to naprawić.
                                                                      Jeszcze pozostaje kwestia “zwrotu kosztów” jako oczywisty brak honoru faceta, może go tylko tłumaczyć stan emocjonalny i zwykła złośliwość ale dla Ciebie jest też informacją o ukrytym złym charakterze osoby co przy innych kwestiach majątkowych które pojawiają się w związku z pewnością by się ujawniło. Przysłowie “wyszło szydło z worka”.
                                                                      W zasadzie to jego zachowanie zwalnia Cię w jakiś sposób z poczucia odpowiedzialności i konieczności zadośćuczynienia :).
                                                                      Na marginesie jako własne zdanie napiszę że z obserwacji i z doświadczenia wiem że z facetami ze służb mudurowych są problemy, przejawia się często agresja, skłonność do narzucania i rządzenia partnerką.
                                                                      Także reasumując w tym co napisałaś odpowiedziaś sobie na nurtujące Cię pytanie, a ja chyba tylko Cię w tym utwierdziłem.
                                                                      Pozdrawiam i życzę jak najlepszych wyborów …. 🙂

                                                                  10. Wszyscy piszecie, ze zostaliscie porzuceni, albo musieliscie porzucić bo nie byliscie traktowani odpowiednio.Czy jestem jedyną osoba, która przez 4 lata była strasznym h… dla swojej dziewczyny, ktora byla wspaniała.Sam z nią zerwałem tylko dlatego, ze chcialem więcej uwagi i jej smutku. Oczywiscie ja pepek swiata, nie mialem podstaw by czuc sie pomijany ale tak bylo. Po 2 tygodniach kiedy chcialem do niej wrocic okazalo sie, ze ona juz mnie nie chce.Ze przez 4 lata znosila moje podle zachowanie i zmienne nastroje.Ograniczanie i narzucanie mojej woli.Dopiero wtedy zrozumialem wszystkie sytuacje i swoje zachowanie ale bylo juz za pozno.Nie wiem czy potrafie sie zmienic, juz nie mam nawet dla kogo.Moje zachowanie i zwiazek to byla jedna wielka szansa, ktorej nie chcialem zauwazyc i wykorzystac.Obecnie mam dola jak nigdy wczesniej bo 1 raz kogos tak pokochałem. To jest przestroga dla ludzi, ktorzy są mądrzy po szkodzie tak jak ja i w ogole nie zastanawiają się nad konsekwencjami.Przez glupią ignorancje i egoizm mozecie stracic kogos na kim naprawde wam zalezy a wtedy juz nie bedziecie tacy hej do przodu.

                                                                    1. A ja nie potrafię odejść bo nie chcę żeby mój chłopak się “stoczył”…. wyciągnęłam go z nałogu, pomogłam ułożyć sobie normalne życie, pomagałam we wszystkim….a on już nie liczy się z moim zdaniem, udaje że nie ma żadnego problemu i ja przesadzam. Boje się odejść żeby jego nic złego nie spotkało….żeby nie zmarnował znowu swojego życia….jesteśmy 10 lat razem i bardzo brakuje mi poczucia bezpieczeństwa i zrozumienia z jego strony. Chcę żeby nie ignorował problemów i żeby uczestniczył w naszym związku. Czy to normalne że ja codziennie mam nadzieję że pojawi się w moim życiu prawdziwy mężczyzna a nie chłopiec ???

                                                                    2. A więc jestem w bardzo podobnej sytuacji ,z tym że to ja zostałem porzucony,miałem ostrzeżenia,po części się zmienilem ,ale to było za mało,doszła praca w delegacjach widywaliśmy się tylko w weekendy,a to było za mało żeby mogła dostrzec we mnie dalsze zmiany,praca w delegacjach spowodowala że oddalaliśmy się od siebie.3 lata związku, na początku byłem słabo reformowalny jeśli chodzi o relacje z jej rodziną,nie raz przez zemnie płakała,starała się mocno przez dwa lata,ja tego nie dostrzegałem,dopiero po 1 rozstaniu wiele zrozumiałem i zacząłem się zmieniać,wróciliśmy do siebie jednak doszła praca w delegacji i zaczeliśmy się oddalać.Wczoraj powiedziała że nie widzi naszej przyszłości,że mnie nie kocha,a ja miałem plany wobec niej że zamieszkamy razem,tylko muszę dużo pracować żeby zarobić na mieszkanie.Bardzo ją kocham i jej córke też.Zastanawiam się czy jest jeszcze jakaś furtka,nić nadzieji żeby do mnie wrócila,bo jestem w kompletnej rozsypce

                                                                  11. Witam

                                                                    Kilka dni temu rozstałam się z chłopakiem, nie był to długi związek, ale bardzo bardzo go kocham . Cztery miesiące temu zrobiłam coś głupiego, pisałam z innym chłopakiem, gdy się o tym dowiedział chciał się rozstać. Uprosiłam go o szanse, ale nie potrafiłam tego naprawić, nie znalazłam rozwiązania. Teraz od tygodnia nie jesteśmy razem, a ja marze żeby zniknąć z tego świata. Zawsze byłam bardzo silna, a teraz nie potrafię sobie z tym poradzić. Wiem jedno straciłam miłość mojego życia.. co robić??

                                                                  12. Wczoraj po 6 latach zwiazku i prawie 4 latach mieszkania razem, jestem oficjalnie singielką. To był związek pełen miłosci i zrozumienia, oczywiscie klocilysmy sie, mialysmy lepsze i gorsze dni, wiec rozmowa 4 miesiace temu ze “ona juz chyba nie czuje do mnie milosci, ze traktuje mnie bardziej jak przyjaciolke niz partnerke” byla ciosem w samo serce. Postanowilysmy ze sprobujemy, damy sobie czas, moze odbudujemy co mialysmy. Niestety, do niczego to nie doprowadzilo.
                                                                    Czuje taka pustke ze wlasciwie nie wyobrazam sobie jak mam dalej zyc.

                                                                  13. Parę dni do trzyletniej rocznicy i zostałem sam. Najgorsze są przeciwstawne emocje z jednej strony człowiek się cieszy z drugiej strony ogarnia go poczucie samotności, braku bezpieczeństwa no i myśli że zaraz znajdzie sobie kogoś innego i będzie to totalny finał. Dlaczego tak piszę – ano nasz związek był bardzo burzliwy, można powiedzieć toksyczny. Partnerka nigdy nie miała poczucia silnej więzi – dla niej w zupełności wystarczył jedno połączenie, pare sms, potrafiła siedzieć po 5-6 godzin w domu zupełnie się nie odzywając. To był pierwszy powód kłótni. Drugi mieszkaliśmy od siebie ok 100 km i widywaliśmy się tylko w weekendy dla niej przeprowadziłem się w jej rejony i z tych 100km zrobiło się 20km, ale nic to nie zmieniło nadal widywaliśmy się w weekendy, nie chciała przyjezdzać w tygodniu, czy to spontanicznie itp do niej się nie dało bo mieszka z rodzicami i nie przepadamy za sobą dodam że oboje mamy po 30 tak wiem śmieszne to. Zostawiłem wszystko rodzinę, znajomych, cały świat, wielki świat bo mieszkałem w dużym mieście by przenieś się do miasteczka i zostać sam. Bo jej się nie chciało, bo dużo pracuje, bo nie zostanie na noc w tygodniu bo idzie rano do pracy i się nie wyśpi. I tydzień w tydzień od 2 lat kłótnie właśnie o to, że ma dotrzymać słowa, obietnicy że po przeprowadzce nie miałem zostać sam a zostałem, moje słowa nie miały żadnego wpływu – ważniejsze były spotkania w tygodniu z koleżankami itp do tego pojawiły się zdrady, kłamstwa, spotkania z exem – mój świat umarł – wybaczyłem, bo kochałem bo uwierzyłem że zrozumie błąd i coś się zmieni. Nic się nie zmieniło może ustały zdrady ale reszta była taka sama, 1 sms z rana 1 z pracy, telefon po pracy i 1 sms na dobranoc. Wpadała na weekend i punkt 22 w niedziele wyjezdzała. Pojawiły się nowe zdrady, które też wybaczyłem ale na krótko bo po wspaniałych wspólnych wakacjach i paru weekendach postanowiła odejść bo już jej się nie chce,a ona się nie zmieni tak mi powiedziała – jej dobrze jest jak jest. Wiem wszystko to takie patologiczne głupie co za facet jest z kimś kto go zdradza nałogowo, kto jest z kimś kto go okłamuje, nie szanuje i oszukuje. Dlatego na starcie pisałem że się cieszę że to koniec, znajdę sobie kogoś kogo warto kochać, a ona niech trwa w swoim niedojrzałym świecie tak ma 31 lat zachowuje jak 16 latka, której wszystko wolno, jedynaczka, egoistka, wyuczyła się jak zdobywać co chce, a ja jej jeszcze w tym wszystkim pomogłem. Ale człowiek jest jaki jest z jednej strony cieszy się że to koniec tego patologicznego związku z drugiej strony szkoda mu tych dobrych rzeczy mimo że było ich w przewadze na mniej.

                                                                    A na koniec dobra rada dla wszystkich jak sobie mocno nie radzicie tak jak ja z rozstaniem jak wasz świat rozbił się i macie uczucie podłogi – to pójdzcie do psychiatry – tak zrobiłem , dostałem dobrze tolerowane przeze mnie leki, jakoś funkcjonuje, jestem wyciszony, nie rzucają mną emocje, wysypiam się, myśle o tym wszystkim ale nie zadręczam się. Przechodziłem przez to kilka razy bo rozstawaliśmy się cyklicznie ale nigdy nie w tak ostry sposób, a wiem co ja robiłem jak się w przeszłości rozstawaliśmy, wypisywałem cały dzień smsy, dzwoniłem czy nawet jezdziłem do niej. A teraz jak biorę leki – cisza i spokój, odzyskałem swoją godność. Dlatego ludzie nie bójcie się – nie potraficie sobie poradzić po co macie się przez parę miesięcy sami męczyć – psychiatra to żaden wstyd – to pomoc jak każda

                                                                  14. Ja jestem chyba w gorszej sytuacji.3 miesiące temu odszedł ode mnie mąż.Po 16 latach małżeństwa po prostu wyprowadził się,zostawiając mnie z trójka naszych synów.Po miesiącu złożył pozew o separację i do tej pory nie wyjaśnił dlaczego.To tak strasznie boli,bo był i jest dla mnie najważniejszą osoba na świecie.W tej chwili ja również nie mieszkam w naszym domu,który nigdy nie był nasz(to dom jego rodziców),wyprowadziłam się,bo bez niego nie było sensu tam mieszkać.W tej chwili,po 16 latach nie umiemy nawet ze sobą rozmawiać.Są tylko błagania z mojej strony i oskarżenia z jego.Oskarża mnie o rzeczy których nigdy nie zrobiłam,nie wiem zupełnie co mam robić.To wszystko jest tak świeże i nie umiem sobie z tym poradzić,tym bardziej że nie wiem jaki był powód jego decyzji.Najbardziej cierpią dzieci,ale on potrafi tylko stwierdzić, że teraz mu lepiej.Jemu! Nie liczy się dla niego dobro dzieci.

                                                                    1. Zdrajcy mierzą swoją miarą, oskarżanie drugiej strony to wybielanie siebie, widocznie mąż ma “coś za uszami”. Podstawowa sprawa przestań się narzucać, za wszelką cenę pozkaż swoje zobojętnienie na jego osobę, najczęściej to działa i druga osoba się zmienia, wtedy możesz spróbowac porozmawiać, podejrzewam że jest inna kobieta. Skorzystaj z pomocy psychologa i lub psychiatry, przyjmij do wiadomości że to jest koniec związku i nie bój się tego wycierpieć. Za jakiś czas Twój stan się poprawi i wtedy będziesz podejmowała deecyzje.

                                                                  15. Witam. Moja sprawa jest trochę inna niż większość tu przytoczonych.Mianowicie poznałem dziewczynę która tkwi/tkwila w rocznym związku. Znamy się krótko, około miesiąca, ale trafiliśmy na siebie w momencie kiedy Podejmowała decyzję o rozstaniu. Problemem jest nasz kontakt, głównie na komunikatorach oraz telefoniczny. W pierwszej fazie naszego spotkania nie wiedziałem o jej statusie związku, myslalem, że jest sama . Po jakimś czasie dowiedziałem się, że nadal tkwi w związku lecz jak to ona uważała od jakiegoś czasu nie ma większego sensu (dodam jeszcze, że wychowuje 5latnia córkę z poprzedniego związku).Facet jest nie odpowiedzialny, jeszcze się nie wyszalal, i jak wynikało z rozmowy dał jej wiele powodów do utraty pełnego zaufania. Często padalo z jej słów określenie jako człowieka bezwzględnego. Ona walczyła, próbowała, wyciągala do niego pierwsza rękę. Nigdy jej niczego nie sugerowałem, zawsze podkreślałem, że ona sama musi wiedzieć co jest dla niej najlepsze. Po dwóch tygodnia naszego kontaktu spotkaliśmy się po raz pierwszy (nie licząc dnia w którym się poznaliśmy). Spotkanie miało raczej charakter luźny (impreza), a nie tak to sobie wyobrazalem.Dodam jeszcze, że proponowałem jeszcze wcześniejsze wspólne spotkania lecz ona się z nich wykrecala. Jeszcze przed naszym spotkaniem jej były zabrał za jej namową wszystkie rzeczy i zniknął. Potraktowalem to jak ostateczne rozstanie, lecz czułem, że on dalej gdzieś siedzi w jej głowie, co jednak było czymś zupełnie naturalnym. Nadal nasza relacja się w jakis sposób pogłębiala. Niestety tylko telefoniczna… Rozmowy po kilka godzin dziennie. Ona twierdzi, że znajduje we mnie To czego szuka w facecie…Lecz kolejne moje próby spotkania kończyly się fiaskiem (umiejętnie się z nich wykrecala). Stawało się to dla mnie frustrujace -ile można żyć tak wirtualnie. W zeszły weekend nastąpił kluczowy moment. Pojawił się jej były z kwiatami i wielka skrucha. Od tego czasu ona ma jakieś wątpliwości. Jak sama powiedziała, boi się dać mu szansę bo nie wierzy w jego przemianę. Niestety podświadomie to rozważa. W dalszym momencie nie wywieralem na niej nacisku. Ona twierdzi, że z jednej strony czuje, że ze mną mogłaby stworzyć coś nowego i lepszego, ale boi się ryzyka. Mówi, że się we mnie wkrecila. Tu ma state, już znane ale nie była w tym związku szczęśliwa. Po prostu zaczynała umieć żyć w tej relacji. Podsumowując już mam powoli kur**cę. Jej słowa To jedno, niestety nie idą za tym czyny, Unika rzeczywistych spotkań. Nie daje nam się poznać. Dalej myśli o byłym i mam wrażenie że czeka na jego koleją wizytę. Powoli zaczynam się czym jak wypełniacz jej zabrudzonego powietrza. Wiem, że ludzie piszą tu o poważniejszych sprawach, A ta nie wydaje się w temacie. Chciałbym jednak moc spojrzeć na sprawę od strony kobiety która jest w trakcie rozstawania, zagłębić się w Jej rozterki.Jeśli ktoś potrafi rozgryz Jej zachowanie i udzielić mi rady to będę wdzięczny. Odpuścić to zupełnie, niech ona sobie poukłada swoje sprawy? Czy dalej trzymac kontakt ale meczac się już w tym oczekiwaniu…

                                                                    1. Myślę, że jesteś dla niej odskocznią. I terapia. Może się wygadac, zostaje wysłuchana, adorujesz ja, czuje się kobieta. Z dlugiego związku, z którego jeszcze jest dziecko, wychodzi się długo, uwierz mi. To są lata uczucia, przyjaźni, przywiązania, milion wspólnych przeżyć, trudności, codziennych rzeczy. Nawet jeżeli rozsądek jej mówi, że nie ma to sensu, serce może mówić co innego. Inna paskudna rzeczą która też nie pozwala iść dalej jest przywiązanie. Człowiek jest niemalże zrosniety pepowina. Krwawo się ją przecina. Wiem coś o tym bo sama już kilka lat walczę z syndromem ex który skutecznie utrudnia mi zaangażowanie w nowe relacje.
                                                                      Jeżeli chcesz i dasz radę, uciekaj. Albo postaw twarde warunki. Jeżeli jej zależy zaakceptuje je.
                                                                      Wiem, że mało optymistycznie. Pozdrawiam serdecznie i życzę prawdziwego szczęścia

                                                                  16. Witam, czytam i czytam i postanowilam, ze ja tez napisze o tym co u mnie. Ja z Mateuszem bylismy ze soba ponad 4,5 roku. Dostalam jego numer od kolezanki i po tygodniu do niego napisalam, tydzien ze soba pisalismy a potem jego rodzice przywiezli go do mnie ( jeszcze wtedy byl w trakcie kursu na prawko) a kilometrow niemalo bo 107. Byl skromny, mocno sie zacinal, jego rece ze stresu rozmawiania ze mna dygotaly straszliwie. Tak bylo przez pierwsze tyg. Widywalismy sie co weekend , w czwartym weekendzie stwierdzilam, ze to ja do niego pojade autobusem. No i mnie ciachnelo, piekny dom, bogaty wystroj, jego rodzice meeega, no bajka. To mnie przerazilo i po przyjezdzie chcialam z nim zerwac bo juz wiedzialam, ze nie bedziemy do siebie pasowac, ale siostra z mama tak mnie zbalamucily , ze o to przyszedl moment gdy on rozgadany, pracujacy, zarabiajacy dobre pieniadze w firmie rodzicow, sporo odwazniejszy (mocno przy mnie sie zmienil), po tygodniowych naszych pierwszych wakacjach w Hiszpanii (niezapomnianych, oboje swietnie sie bawilismy), on zaraz w nastepnym dniu po przyjezdzie z lotniska, siada i stwierdza ze on juz nie chce ze mna byc, nie pasujemy do siebie, bardziej czuje sie jak ojciec dla mnie . Wszystko rozumiem ale pragne podkreslic ze to bylo pol roku PO ZARECZYNACH. Gdyby nie to, nie bylabym taka wszystkiego pewna, poza tym tyle czasu z nim spedzilam,namawial mnie do firmy zebym tam pracowala , ogladalismy mieszkania a tu dups. Gdyby cos sie psulo, cokolwiek to pewnie cos bym dzialala zeby mozna bylo to naprawic, ale co ja do cholery mialam naprawiac jak on ze mna nie porozmawial tylko kazal sie spakowac j w grobowej ciszy odwiozl mnie do domu. Jestem studentka, to moj ostatni rok studiow, chcialam zaraz po nich przeprowadzac sie do jego miasta i wynajac razem mieszkanie. Teraz pustka , 9 dzien a ja dalej nie umiem jesc, bo ze spaniem powiedzmy ze te 5 godzin jakos jakos. Chudne w oczach, jak to mowia znajomi”marnieje” . Nie widze swiata poza nim. Caly nasz zwiazek siedzial na moim fb bo nie mial swojego i mi to pasowalo, nie chcial to nie a nagle patrze a on zalozyl swojego i oczywiscie status wolny. Tragedia, nieumiem sie pozbierac , co chwile przezywam spazmy placzu, potrafi mnie zlapac wszedzie, w srodku sklepu, w autobusue, na ulicy , w srodku nocy. Nie radze sobie po prostu. Dodam ze rodzina porozjezdzana po swiecie mam tylko rodzicow ktorzy nie zabardzo wiedza jak maja mi pomoc.

                                                                  17. Byliśmy ze sobą krótko bo 3 miesiące. Była chemia i iskrzenie na kilometr. Nie potrafilsmy się ze sobą rozstać. Było nam ze sobą cudownie. Był starszy o 12 lat chciał stabilizacji bardzo nalegał na małżeństwo i przeprowadzkę do niego. Nie byłam gotowa po tak krótkim czasie zostawić swojego życia, rzucić wszystko i pójść do niego na jego gospodarstwo wielokrotnie powtarzał że szuka żony, ale i pomocnika do gospodarstwa. Podjeliśmy decyzję o rozstaniu, że tak będzie lepiej, że powinien mieć inną kobietę gotową na to wszystko czego on oczekuje. Już miesiąc jak nie jesteśmy parą, nie mamy ze sobą kontaktu, ale teraz jak dowiedziałam się, że kogoś poznał zrozumiałam że straciłam najważniejszą osobę w swoim życiu, że kocham go jak nikogo innego. Czuję wielka pustkę teraz wiem, że popełniłam błąd.

                                                                  18. Cóż tu rzec. To pewnie za każdym razem boli tak samo. 19 lat związku, 18 lat małżeństwa, dwójka dzieci: 15 i 9 lat, przeżyta śmierć pierwszego dziecka przy porodzie….Magiczna miłość jak z filmów na początku, później oczywiście sygnały frustracji i rozczarowania żony. Dużo pracuję – więc bez trosk finansowych, ale oczywiście to jedna z przyczyn- brak czasu dla niej i dla rodziny. Ja – domator, uległem wrażeniu że znalazłem taką sobie, ale jednak pewną stabilizację życiową. Żonę szanowałem cały czas i cały czas kochałem oczywiście wiem – na takim bazalnym, podstawowym poziomie. Nie było zdrad z mojej strony. Nie było nałogów. Cały czas przyjaźń i więź intelektualna. Ale pozostawiłem ją jako kobietę. Wygasający słaby seks. Znużenie i pretensje i borykanie się z codziennością. I stało się to co musiało się stać. Otwarła się na świat, na ludzi, na mężczyzn. Nikt mi jej nie odebrał, rozumiem to. Po prostu któryś z nich wziął ją – samotną w tłumionej kobiecości. Jestem w strasznym bólu i rozterce. Nie zapadły kluczowe decyzje. Daliśmy sobie pewien czas na zdefiniowanie co dalej. Sytuacja jak to zwykle trudna. 19 wspólnych lat, zrośnięci jak to normalne po tym czasie (wspólne mieszkanie, wspólne konto, wspólny komputer, wspólne myśli: nadal). Jesteśmy teraz w fazie spokoju. Nie kłócimy się, szanujemy się w codzienności. Ona odkrywa w sobie kobietę, ma przelotne romanse, które na razie chyba poza podbudowaniem wartości 42 – latki i typowymi dla takiej sytuacji miłymi chwilami nowej ekscytacji, nie dały jej jakichś ekstremalnych odczuć. U mnie trwa miłość do niej i brak wewnętrznej zgody na istnienie świata bez niej (jej intelekt…..jej mądrość….fizyczność już mniej, też oczywiście, ale się kochałem i kocham w jej słowach i ich znaczeniu, w jej postaci, w jej poglądach, w jej przekazie jako człowieka; seks od początku był przeciętny).
                                                                    Nie wierzyłem że to się skończy…..Ze zdumieniem od kilku tygodni przeczesuję internet czytając o epickiej skali problemu zdrad kobiet koło 40 roku życia. Jestem wrakiem i trwam na razie, ogrzewając się resztkami ciepła i kontemplując ostatnie chwile światła, jak zasypani w kopalni górnicy wpatrujący się w dogasającą, ostatnią świeczkę….

                                                                    1. Krzysztof opiszę sytuację z mojego życia.
                                                                      Ja mieszkam o 3 lat sama odeszłam, dzieci są dorosłe.
                                                                      On 4 lata po rozwodzie pełnym nienawiści , walka o 2 dzieci, znaliśmy się od 27 lat, na swojej drodze stanęliśmy półtora roku temu. Zaczęliśmy się spotykać, rozmawiać, przez rok pomieszkiwaliśmy u siebie ( częściej on u mnie, codzienne obiadki, świata razem , wspólne wyjazdy itp. itd) pomogłam w pogmatwanych sprawach sadowych ( zaznaczam walka o firmę jego i jego byłej żony). Tydzień przed świętami usłyszałam wracam do byłej żony i dzieci.Obydwoje byli w innych związkach ona w różnych płciowo, on monogamista.
                                                                      Wrócili do siebie, co ze mną oddałam ich dokumenty sądowe, wyrzuciłam wszystko co było z nim związane. Po chaosie szukam wyjścia dla siebie, po świętach muszę odnaleźć swój cel życia.
                                                                      Można wrócić do siebie. Jak stwierdził kochają siebie na wzajem .

                                                                  19. Super strona.Pomogła mi przetrwać niedzielny wieczór.Jestem w trakcje odejscia od męża bo jestem kolejny raz mu niepotrzebna w jego życiu.moja historia jest tak długa i żałosna ze szkodą gadać.Ale mam na to szczęście cudownego syna i siostrę i będę się wspinać po najwyższe góry bo wiem że Bóg mi pomaga i warto żyć. Jestem z wami

                                                                    1. witajcie , ja dwa tygodnie temu dostałąm sms-a że mój ukochany mężczyzna koocha kogoś innego i nie moze sobie z tym poradzic…cios niedowierzanie czarna rozpacz, powiedzial ze dopadlo go tak nagle, jedno spotkanie i stalo sie ..ale nie powiedzial ze juz od dluzszego czasu z nia pisał i sie zadurzył. nasz zwiazek był trudny 8 lat na odległosć były wzloty i upadki ale zawsze troszczyliśmy sie o siebie..a raczej mi sie tak wydawało,lecz on nigdy nie zakonczył bywania na portalach randkowych mimo moich płaczów i błagan ze to dla mnie przykre…odpowiedz a co nie wierzysz mi ? No i zaufałam bezgranicznie dojrzały facet nie zrobi głupot…w kwietnu miałam 50 urodziny wsoaniała imopreza on z moimi dziecmi kupili mi wspólny prezent…myślsłam wspaniały facet tyle razem na odległość oczywiscie odwiedzalismy sie wspolne urlopy weekendy, ale ostatni rok byl cięższy , zrobiłam prawojazdy kupiłam samochód myśle bedzie łatwiej bedzie mozna spotkac sie czesciej , tylko nie wiedziałąm, że on już miał inne plany. Rozstanie jak wygladało- w piątek płakał, że nie może do mnie pzryjechac , w sobote pojechał na spotkanie z fascynujaca kobietą trzy dni szarpania sie przez telefon wypytywania co sie stało dlaczego nie odbierał telefonu dlaczego milczy i we wtorek jak byłąm w pracy na nocce dostała wspaniały sms”kocham kogoś innego i nie moge sobie poradzic” i gadka los tak chciał. I zaczeło sie u mnie, obwinianie się że nic nie zrobiłąm zebyśmy zamieszkali razem, że w tym roku miałąm mniej dla niego czasu( byłam bezrobotna i łapałam sie wszystkich zajec żeby nie być dla nikogo obciążeniem finansowym) w koncu znalazłam i podjełam prace mam jeszcze dodatkowe zajecie bo bardzo chciałam kupic samochód ( i o ironio żeby było ciekawiej w kupnie samochodu finansowo pomogli mi obcy ludzie a nie mój kochany facet który nie należy do biednych- zreszta zawsze bolało go wydawanie pieniedzy),ale nie o pieniadze mi szło w naszym zwiazku ty o poczucie bezpieczenstwa i chec zestarzenia sie z tym własciwym, myslałam że trafiłąm na swoją połówkę, a on… ech życie. Wiem, że nie poradze sobie z tym sama jutro ode do psychiatry i psychologa. Mam wspaniałe dzieci, wnuki, wspaniałe przyjaciółki. Mój poprzedni związek- małżeństwo trwało 10 lat i długo szukałam tego własciwego .on mnie znalazł
                                                                      powoli zaczynałam go darzyc zaufaniem i uczuciem byłam przeszczesliwa
                                                                      i po 8 latach taki cios,. Wpaniałomyślnie mówi wszystkim ze to tylko jego wina ze nie ma tu nigdzie mojej winy ze jestem dobra i nie zasluguje na to co on mi zrobił , ale zrobił gdzie sens i logiga, jak się kocha to się nie krzywdzi. pozdrawiam wszystkie porzucone i porzuconych. Wiem, że potrzeba czasu i przechodzi się przez etapy rozstania ale skąd brac siły i jak zaufac spowrotem w uczciwość, lojalność jak darzyc kogoś zaufaniem, Jak ?

                                                                  20. Cześć
                                                                    SIedze wlasnie w pracy, czytam to wszystko i zastanawiam sie jak ja to mam przejsc….moja historia jest prosta i fatalna….12 lat temu przeszedlem pozadne zalamanie dziewczyna z ktora bylem 7 miesiecy zniknela tak z dnia na dzien pach i juz jej nie bylo….wytlumaczenia nie bylo praktycznie zadnego po prostu nie bo nie. dobry rok dochodzenia do siebie, zbierania i ukaldania na nowo 8 lat skakania z kwiatka na kwiatek w koncu poznalem ‘ta jedyna’ ( tak mi sie wydawalo ) dziewczyne z ktora wzialem slub….2 lata i rozwod -z dnia na dzien zrobilem identycznie jak moja ‘pierwsza’ i do tamtej pory jedyna milość-najzwyczajniej w swiecie zdalem sobie sprawe ze nie mam zadnych wiekszych uczuc niz tylko ‘lubie Cie ‘….moja zona ledwo sie pozbierala jestesmy po rozwodzie….mija kilka miesiecy poznaje kobiete, dwa piekne, cudowne miesiace… uwierzylem nabralem odwagi, ze to wlasnie ta kobieta-zaczelalem myslec o niej troszczyc sie dbac, zaskakiwac, pomagac, i wszytsko to z wzajemnoscia – i co ? z dnia na dzien pach koniec…..uslyszalem tylko, ze nic z tego nie bedzie bo ona tego nie czuje… wierze w to choc bardzo ciezko mi sie z tym pogodzic. trzy dni nie jem jestem wykonczony, spotkania, sport nie pomagaja- moze na chwilke….-caly czas, glowa pelna jej a to tylko byly dwa pieprzone miesiace…..ktos powie karma wraca okej zgoda, ale czemu po tylu latach blokowania sie, z obawy zeby nie przydazyla mi sie taka przykrosc drugi raz, wlasnie siedze po uszy w chaosie……..nie wiem jak i czy wogole to przejde rozjebuje mi najzwyczajniej w swiecie system….
                                                                    wnioski ktore wyciagnalem z pierwszego i jedynego do tej pory porzucenia byly prostackie wrecz na maksa idiotyczne-nigdy wiecej nie otwieraj sie przed kobietami- traktuj je tak jak elementy zycia potrzebne do funkcjonowania, a nie jak kogos z kim chcesz i wiesz, ze bedziesz potrafic spedzic zycie…….to tak ladnie dzialalo pelen spokoj ( zdazało sie ze kobiety-nie tylko ja je zostawialem ale rowniez same odchodzily. nie bylo w tym zadnych wiekszych emocji z mojej strony-sex, spotkania etc…) wszystko poukladane i nagle wpadlem w cos z czym moge sobie juz nie poradzic drugi raz….
                                                                    nie szukam pomocy i przepraszam, Kobiety ktore moga poczuc sie skrzywdzone tymi slowami ale ile razy mozna miec taki smutek w zyciu??? jak sie przed tym inaczej bronic?? czujesz sie z kims naturalnie dobrze pokazujesz prawdziwegoo siebie stoisz bez zadnej ochrony i ciach koniec….
                                                                    wiem ze cala ta wypowiedz jest mocno chaotyczna i zagmatwana ale ten jedyny w swoim rodzaju ból, który jest teraz we mnie daje wlasnie takiego mnie….

                                                                  21. Witam. Ja mam tragedie tego typu…..
                                                                    Jestem z żona w związku od prawie 10 lat, po ślubie prawie 6, mamy synka 4 i pół roczku….. Od marca tamtego roku mieszkamy w de, wyjechaliśmy aby być zawsze razem ponieważ poprzednia praca dawała nam tylko 6 dni w miesiącu gdzie się widzieliśmy….. W de ułożyło nam siedobrze oboje mieliśmy prace, po roku zmieniliśmy mieszkanie i ogólnie było super, przynajmniej mnie się tak wydawało… Z czasem doszło zmęczenie, brak rozmowy, czasu dla siebie. Dochodziło do awantur w których mówiliśmy na siebie straszne rzeczy by po godzinie było już wszystko ok. Nagle żona postanowiła odejść z dnia na dzień, wrócić do Polski. Zabrała synka ciuchy i pojechała do rodziców, złożyła wniosek o rozwód. Nie zabrania widywać mi synka, wręcz przeciwnie…. Powiedziała że od 2 lat mnie nie kocha i że była że mną dla dziecka. Ja zostałem sam na obczyźnie z garstka znajomych z kredytem na 7 lat i meblami których nie mam gdzie dac. Jeżdżę eo synka co tydzień 500km w jedna stronę i cieszę się z tego bo synek jest szczęśliwy kiedy jestem…. I robi ogromną aferę kiedy muszę wracac i Go zostawic. Zona w ciagu dnia zrobila ogromna rewolucje, zwolniła się z pracy wypisała synka z przedszkola…. A w pl załatwiła to w city jednego dnia, sun makes more przedszkole a ona pracę. Ja wracam do pustego mieszkania i myślę o samobójstwie…. Kocham ja całym sercem i chce by wszystko wróciło do normy…. Czy widzi ktoś w tym jakikolwiek sens? Błagam o pomoc jak sobie z tym radzić. Samotność…

                                                                    1. Kamilu,

                                                                      Ja miałem podobnie. Mnie rzuciła dziewczyna. 8 lat związku i 6 wspólnego mieszkania. Pojechałem za praca za granicę. Była to dla mnie szansa zawodowa, zarobkową itp. Ta kwestia byla miedzy nami omowiona. Mielismy sie odwiedzac co miesiac. A praca miala trwac rok. Rzuciła mnie po miesiącu pobytu za granicą dla innego. Zaczęło się od tego, że zerwała że mną z dnia na dzień kontakt. Pojechałem do Polski nie informując jej i dowiedziałem się, że już dawno nie mieszkała w naszym mieszkaniu. W tym czasie kiedy nie odzywała się do mnie to bawiła się dobrze z innym. A najgorsze jest to, że wszystkim naopowiadala że to ja zerwałem z nią i to był jeden z powodów dlaczego wyjechałem. Minęło 1, 5 roku a mimo wszystko nie mogę zapomnieć o niej. Nie umiem być zły, czy czuć do niej niechęć. Choć zraniła mnie i nie jestem tym samym człowiekiem co wcześniej. Obecnie jeszcze pracuje za granicą, bo nie mam już nikogo dla kogo mógłbym wrócić do Polski.
                                                                      Pozdrawiam,
                                                                      Mateusz

                                                                  22. Witajcie,

                                                                    Jest poniedzialek, jestem w pracy – prawdziwe zbawienie, po kolejnym tragicznym weekendzie.

                                                                    Na ta strone trafilam zupelnie przypadkowo ale z tego samego powodu co Wy.

                                                                    Czytajac Wasze historie chce sie podzielic z Wami moim doswiadczeniem. Probuje zrozumiec, jakos sobie wytlumaczyc ale po prostu nie potrafie, nie potrafie ruszyc z zyciem do przodu.

                                                                    Zostalam perfidnie porzucona. Kochalam og calym sercem, takim jakim byl. 15 lat znajomosci, 10 lat wspolnego mieszkania, w tym roku w marcu kupilismy wspolnie dom, bylismy zareczeni , slub w lecie.
                                                                    4 miesiace po wprowadzeniu sie do ‘naszego-nowego domu’, on zaczal miec depresje, przestalo og cokolwiek interesowac, zaczal prowadzic bierne zycie w ktorym po prostu wegetowal. Probowalam go z tego wyciagnac jak potrafilam ale nic nie pomoglo. Nie chcial mojej pomocy. Dowiedzialam sie w koncu, ze powodem jego depresji, bylam ja.

                                                                    Odchodzil na raty przez 2 miesiace. Oswiadczyl ze cos sie skonczylo, wypalilo, ze jest bardzo nieszczesliwy i ze to koniec. Potem wrocil pod pretektstem iz wciaz ‘bardzo mu na mnie zalezy’. Po jakims czasie oswiadczyl, ze sie na probe wyprowadzi aby moc podjac trudna decyzje czy chce ze mna byc czy nie, bezczelnie oswiadczajac ze szanse sa 50/50 (???!!!!).
                                                                    Ostateczna decyzje rozstania uwarunkowal roznica charakterow, brakiem jakichkolwiek uczuc, checia pokorzystania z zycia jako singiel, potrzeba powrotu to bycia soba (rzekomo przy mnie nigdy nie mogl byc soba).

                                                                    Stworzyl liste-powody dla ktorych mnie zostawia, ktora bezczelnie dal mi przeczytac bo rzekomo sam nie byl w stanie mi tego powiedziec. To co tam wyczytalam….zostalam oskarzona o klamstwo, materializm, egoizm, balaganiarstwo, bycie glosna, dominantna, za bardzo niezalezna. Oskarzyl nawet o to , ze sie mnie boji bo przypominam mu jego ojca i trudne dziecinstwo. Stwierdzil, ze lepiej sie rozstac teraz, bo po nadchodzacym slubie bedzie mu jeszcze ciezej odemnie odejsc…??????
                                                                    Zaczely dochodzic do mnie sluchy o jego telefonach do wszystkich ‘naszych’ znajomych z proba namowy wszystkich na odsuniecie sie odemnie. Ten czlowiek twierdzil ze moglabym spalic dom w ktorym mieszka razem z nim w srodku wiec boji sie o swoje zycie!!! Zrobil z siebie totalna ofiare.

                                                                    Nie minal nawet miesiac od wyprowadzki jak dowiedzialam sie ‘prawdy’, prawdy ktorej nie moge pojac, nie moge sie pogodzic, nie wiem jak sie podniesc z tego…

                                                                    Pojechalam odebrac poczte od niego….….pod domem byly zaparkowane dwa auta jego i jej….……..mojej najlepszej przyjaciolki, ktora wspierala mnie dzien i noc, rozmawiala, pomagala przejsc przez to wszystko….ktora rzekomo obrazila sie na mnie bo w rozpaczy zarzucilam jej zbyt bliski kontakt z nim w okresie ‘naszego’ rostania. ….dowiaduje sie ze tak, maja uczucia do siebie’ , probuja byc razem, nie nic nie robili wczesniej ale czekali do chwili az on sie rozstanie ze mna….bo chcieli byc fear w stosunku do mnie!…. slysze tym razem od niej za kogo mnie ma…..praktycznie powtarza sie to co uslyszalam od niego……
                                                                    …on blokuje moj numer ignoruje, unika konfrontacji.
                                                                    … ona wypisuje wiadomosci..pisze, ze nie chcieli abym tak sie dowiedziala, ze to bylo im pisane i ona by go poznala po naszym rozstaniu tak czy inaczej bo dostala wlasnie prace w jego firmie, pisze zebym sobie nie pogarszala mojej sytuacji rozpaczajac bo takie jest zycie….na pozegnanie mowi ze jeszce go nie posmakowala ale jak tylko to sie wydarzy to bede pierwsza, ktora sie o tym dowie…..

                                                                    Powiedzcie mi jak tak mozna? Skad ta nienawisc? Skad taki okrucienstwo do mojej osoby? Jak mozna kogos tak oszukiwac i obwiniac za cale zlo w zwiazku. Jak mozna tak zagnebic psychicznie zwalajac cala wine na moja osobe? Czy to sposob oczyszczania sobie sumienia, wybielania sie w calym tym chorym ukladzie, bo wiedza jak okropnie postapili….czy tacy ludzie wogole maja sumienie…moraly?!

                                                                    Chaos, smutek, zal, zagubienie….Czuje jakby moje zycie bylo jedna wielka porazka.
                                                                    Wszyscy pocieszaja ze to minie. Ze nie zaslugiwal na mnie. Ze ona nie zaslugiwala na moja przyjazn. Ze to co zrobili jest nie do zrozumienia i zebym nie probowala tego sobie tlumaczyc bo nigdy nie zrozumiem. Ze nie moge czuc sie winna.
                                                                    A ja…ja wciaz budzac sie rano zadaje sobie pytanie dlaczego, dlaczego w taki sposob, jak tak mozna po tylu wspolnie spedzonych latach? Jak mam sie z tego podniesc? Minely juz 2 miesiace od wyprowadzki ja nadal jestem w ‘martwym punkcie’ . Nic, po prostu nic nie ma sensu….

                                                                  23. Witam.
                                                                    A ja pochwalę się moimi przeżyciami.
                                                                    Kochałem moja żonę z całego serca. Pomomo przeciwnością losu nie zostagiem jej w potrzebie nie zdradzałem.
                                                                    Latami borykalismy się z jej pogłębiajacym alkoholizmem. Towarzyszyły temu zdrady, zaniedbania domu, siebie, dzieci. Poprostu piekło. Chodziły mi po głowie myśli o rozwodzie ale mówię nie muszę jej pomóc pomimo wszystko Kochałem. Zaliczyła odwyk 2x i zaczęła chodzić do AA. Był spokój 4 miesiące i znów machina ruszyła. Po pół roku picia jechaliśmy na urlop. Ona najpierw chciała do siostry do Irlandii a pozniej do nas dołączy. To był początek końca. U siostry zniknęła na 5 dni nie dając znaków życia. Szukała jej nawet policja. Nie poleciała samolotem do nas w wyznaczonym terminie. Odnalazła się i dotarła do nas z opóźnieniem że stulonym ogonem i opuchnieta niemiłosiernie. Opiekun ja wyhaczył i poil przez ten czas. Ja w między czasie wynajalem adwokata do rozwodu bo byłem pewien że już nie wróci.
                                                                    Jak wróciła byłem zły ale już nie myślałem o rozwodzie tylko go chciałem zastosować jako straszak żeby przestała pić. Rzecz działa się w lipcu. Od tamtego momentu nie pije. Nastały ciche dni odsunął się ode mnie. Za jakiś czas oznajmiła że niechce że mną być że potrzebuję czasu teraz jej trzeźwość jest na 1 miejscu. Zamówiła bilet do siostry ponownie. Ja wziąłem urlop żeby się dziecmi zająć. Przed jej wylotem wpadł mi w ręce jej telefon niestety przeczytałem te obrzydliwe smsy czyste porno. Uczucie jakiego doznałem było moim najgorszym w życiu. Czułem się tak strasznie oszukany i zraniony. Skasowałem nr tego Irlandczyka zmieniła nr. Obiecała że się nie skontaktuje z nim. Że damy radę. Poleciała. Przyleciała jeszcze bardziej chlodniejsza chodzi czasami było miło przytuala się dawali smycze sobie buziaki. Kupiłem dom umeblowane cały a ona powiedziała mi że mnie nie kocha nic nie czuje i przeprasza. I później za tydzień znów mówiąc mi żebym się przeniósł do innej sypialni. W między czasie znów była w Irlandii. Buziaczki i przytulnie się skończyły. Kazała mi się wyprowadzić jakiś czas temu. Kontynuując korespondencję z kochasiem. Wpisując cotoneaster oni sobie nie będą robić. To była dla mnie katorgia. Ja jej tłumaczyłem że nie zakończyła jednego związku a już ma kogoś. Wspierała się. Oczywiście wszystkim ja byłem obwiniony. Jaki to ja niejestem. Tak jest do tej pory. Wyprowadzilem się w ostatnią sobotę a w moim łóżku w moim domu leży irlandzki zonojebca. Nie wiem kiedy stanę na nogi mam nadzieję że wkrótce. To tak boli taki byłem ślepy, naiwny, ugodowy, tolerancyjny.
                                                                    Wiem jedno ze zemsta nadchodzi. Chociaż taka symboliczna w postaci zdemolowania jego samochodu. Niech jego urlop będzie najbardziej kosztownym jaki miał. Mam nadzieję że mi po tym ulży. Amen

                                                                  24. Wczoraj zostawił mnie chłopak.Mieliśmy piekny zwiazek, to co bylo miedzy nami bylo na sto procent. Zranilam go bo sklamalam mu.Potrzebiwal czasu, wczoraj kiedy sie spotkalismy powiedzim ze nie wie co czuje ze ze wydaje mu sie ze nie jestem ta sama osoba, ktora kocha i ze tak naprawde mnie nie zna, ze bardzo przeprasza.NIe radze sobie, w wigilje minelaby nasza 4 rocznica , od 2 lat mieszkalismy razem.mielismy prawdziwy do, pelen milosci.caly czas sie ludze ,ze kiedys nasze drogi sie spotkaja ze to uczucie przetrwa.bardzo cierpie ,czuje sie sparalizowana przez wyrzuty sumienia i przez strach.

                                                                  25. Miesiąc temu rozstałam się z partnerem. Nie mogę się pozbierać. To ja skończyłam ten związek, ale nadal kocham. Byliśmy ze sobą prawie 5 lat. Przedtem ciężko przeżyłam rozwód z mężem po 19 latach ( + 5 lat chodzenia). Zostawił mnie z synem dla młodszej. Po rozwodzie byłam sama 2 lata. Póżniej poznałam Wojtka. Tak chciałam być kochana, że robiłam wszystko, aby był ze mną szczęśliwy. Wiele od początku wybaczałam, chociaż gdzieś w głowie zapalała się czerwona lampka. Wojtek w wolnym czasie nie odmawiał sobie alkoholu. Nie miał kolegów, z którymi by się spotykał. Raz na rok przyjeżdżał do niego kolega z byłej klasy. Wtedy się kłócili. Wojtek robił się agresywny po alkoholu, krzyczał, obrażał sie. Kiedy miało się inne zdanie potrafił powiedzieć: ” wypier….”. Było to np. na jego urodzinach, gdzie zwyzywał mnie i swojego kolegę, bo nie chcieliśmy iść nad wodę z tak pijanym. Skończyłam ten związek po uroczystości rodzinnej, na której był też mój syn. Syn stanął w mojej obronie, kiedy partner mnie obrażał. Przez to do końca wyjazdu się bał, bo partner mówił, że go dopadnie, itp. W końcu doszło do mnie, że się wykończę tkwiąc w tym związku. Jestem z tych walczących o związek, było wiele trudnych sytuacji, z których udało nam się wyjścć. Ale teraz zostałam upokorzona przy swojej rodzinie, a tego nie mogę wybaczyć. Teraz cierpię, ale wiem, że inaczej postąpić nie mogłam. Tym bardziej, że partner poza szokiem, że to koniec, nie wykazał najmniejszej woli do zmiany swojego postępowania.

                                                                  26. mam problem ze sobą, mimo ze to nie byla moja 1 miłość to i tak zwiazek który trwal zaledwie pół roku przeżywam strasznie..siedzą we mnie wspomnienia i sentymenty.. ważne decyzje życiowe ,które on dla mnie podjął które powinny być bardziej ważne dla niego są ważne dla mnie… od “rozstania” minął miesiąc.. boli mnie to że on wprost tego nie skończył tylko ostatnia wiadomość byla o treści też cie kocham a potem jedyne co dostałam to cisza która trwa do dzisiaj,usunięte zdjęcia , każdy możliwy ślad po mnie.czuje jakby to nadal nie było oficjalnie skończone bo nie padło zdanie “z nami koniec”.. nie moge sie pogodzić z tym że mój były wybrał alkohol i imprezy..z racjonalnej strony uważam że to dziecinada i wielka nieodpowiedzialność ale uczucia nadal biorą górę.. nie jestem sama,wspiera mnie przyjaciółka ale tak są momenty gdzie po prostu patrząc w jedno miejsce widze co robił co powiedział.. z doświadczenia wiem ze to minie,że dam radę i sie podniosę ale jeszcze nie potrafie tego do końca zamknąć chociaż wiem że nie mam na co liczyć bo pokazał swój prawdziwy charakter.. zostawił mnie przez sprzeczkę-bynajmniej dla mnie.. chodziło po prostu o to że długo się nie odzywał a ja się martwiłąm.. zostawił mnie dlatego bo się o niego martwiłam, sama wiem ze to chore.. ale uczucia jeszcze wracają,walcze ze sobą również w snach , tam odzwierciedlają się moje słowa i myśli które chciałabym wobec niego wypowiedzieć,ale to niemożliwe bo mieszkamy w dwóch innych miastach i prawdopodobnie nigdy się już nie zobaczymy… wiem ze to jest skończone ale jednak dla mnie nie do końca, nie moge pogodzić się ze stratą kogoś kogo pokochałam.. odszedł z takiego powodu że nikt nie jest w stanie go zrozumieć.. boje się ze jak niebawem wróce do mniejsca w którym sie to zaczęło to nie będe chciała mieć nowych wspomnień tylko wciąż będe wracala do tego co było i będa mnie dręczyć myśli dlaczego to się stało i jak mógł się tak diametralnie zmienić…

                                                                  27. Ja sie dowiedziałem 2 tygodnie temu, że to już koniec. 10 lat razem, od 5 lat mieszkamy razem. Najpierw mówili, że sie nie uda, że nie damy rady finansowo, ale pociągnęliśmy te sanie. Później kupiliśmy mieszkanie, sporo pomógł mój ojciec. Po 3 latach mieszkania, dowiaduje się że ona już nie ma siły, że już ma dość mnie i mojego zachowania. Fakt przyznaję, że ostatnio byłem do dupy. Przychodziłem i tylko narzekałem. Narzekałem na wszystko. Na pracę, na sąsiadów że źle parkują pod blokiem, na sytuację w kraju. Ona tego najzwyczajniej nie wytrzymała. Nie dziwię się jej, ale ja myślałem, że będziemy już zawsze ze sobą, że co by się nie stało to wszystko naprawimy. Tak bardzo ją kocham a ona już mnie nie. Nie chce nic ze mną naprawiać, już nie chce trzymać mnie za rękę…. Chce mi sie najzwyczajniej w świecie wyć, jestem taki bezradny. Nawet nie chce mi się żyć. Tyle wspomnień razem, tylko drogi przeszliśmy a ona nie chce iść ze mną dalej. Nie wyobrażam sobie dalej życia bez niej. Matka z ojcem, mówi, że za pół roku mi minie, że sie ogarnę. Ja jednak boje się że już pewne rzeczy nie wrócą. Nie wyobrażam sobie życia obok innej osoby. Nie wyobrażam sobie żeby ona mogła mieć kogoś innego. To wszystko to istna wariacja, której nie spodziewałbym się w najczarniejszych snach.

                                                                  28. Witam. U mnie w sumie sie jeszcze nie skonczylo ale przez 7 miesiecy mieszkalismy razem jak to stwierdzil musi przez jakis czas pobyc ze swoim synem ktory ma z poprzedniego zwiazku. mieszkalismy z moja corka 7 lat ktora bardzo to przezywa. Niby on mowi ze wroci ale jakos w to nie wierze. Jest mi strsznie ciezko nie jem nie spie. Bylismy nad wyraz idealnym zwiazkiem.jego syn ma problemy wychowawcze bardzo cierpial przez to ze moj partner rozstał się z jego mama. A ja nie wiem co mam robic boje sie podjąc jakakolwiek decyzje:(

                                                                  29. 30.12 chłopak stwierdził że chce się że mną rozstać. Byliśmy 5,5 roku razem. Chłopak nie chciał pogłębiać relacji pomimo moich starań -spotykalismy się tylko raz w tygodniu,glownie rozmawialiśmy przez telefon. Powodem rozstania była różnica wieku -11 lat (ja mam 24 a on 35) i brak wspólnego mieszkania.Stwierdzil że już mnie nie kocha. W tym samym dniu również złożył wypowiedzenie w pracy. Nie mieszkaliśmy razem. Chciałam aby został moim mężem.Czuje ból i rozpacz.

                                                                    1. Wydaje mi się że to ja go znacznie bardziej kochałam niż on mnie. Stwierdził że związek rozpadł się z jego powodu. Nie widzi dla nas szans w przyszłości. Ja tak nie uważałam.

                                                                  30. Ja natomiast zakończyłam krótki, bo roczny, ale bardzo intensywny związek. On marynarz, który będąc na lądzie postanowił mieć urlop od życia… zamieszkaliśmy razem, ale ważniejsze ode mnie było granie w gry komputerowe i piwo… a ja w pracy i cały dom na głowie. Chciałam mieć dziecko, on nie teraz, ale kiedyś… a ja mam 30 lat i czas na dziecko już jest… on był niedojrzały, wiem, wiem, ze teraz będzie mi lepiej… ale nie wiem dlaczego siedzę i płacze…

                                                                    1. Cały dzień czytam te komentarze, i tylko bardziej jestem załamana ale Twój bardzo przypomina mój. Ja właśnie zostałam porzucona po 5 letnim zwiazku prze chłopaka marynarza, z tym ze było cudownie az do tego dnia kiedy nagle z dnia na dzień rzucił mnie choc powtrazł ciagle ze jestesmy juz skazani na siebie, ze mnie kocha, ze chce miec ze mna dziecko, chce ze mna stworzyc rodzinę. nagle z dnia na dzien mnie zostawił (mimo ze jeszce wieczorem zapewniał o miłosci i mówił o rodzinie) dlatego ze “przytyłam.
                                                                      Zwiazek z marynarzem to ciezka sprawa, bedzie wiedziała tylko ta co to przezyła, wiele dla niego poswieciłam ale zaufałam, po takim ciosie ciezko bedzie sie odbudoać

                                                                  31. Ciężko jest się podnieść ktoś z kim się spotykasz od roku, bawisz się na weselach, a nawet jeździsz wspólnie w odwiedziny do jej rodziny… Nagle jest odwrót, tajemnice, kłamstwa i brak cywilnej odwagi, aby powiedzieć co jest grane…

                                                                  32. Przeczytała większość Waszych komentarzy i pozwólcie, że opowiem tez coś od siebie, może faktycznie będzie to forma jakiejś terapii.Moje małżeństwo skończyło się po prawie 20 latach. Zawsze myślałam,ze jesteśmy szczęśliwi, radzimy sobie z codziennymi problemami itp. W naszym związku problemem zawsze był seks – moje potrzeby zbyt małe – jego zbyt duże. Próbowaliśmy konsultacji z seksuologami – terapii, nic nie pomagało. Czy jestem oziębła nie sądzę, z seksem było różnie czasem raz w miesiącu czasem raz w tygodniu , czasem kilka razy. Jego potrzeby były tak ogromne że w optymalnej wersji normą było by 2-3 razy dziennie. Pomimo to kochaliśmy się bardzo, nie kłóciliśmy, wspólnie wychowaliśmy swoje wspaniałe dzieciaki. Problem ciągle powracał. Nie muszę Wam tłumaczyć, że przy trójce dzieci, codziennych obowiązkach, pracy zawodowej itd i tp boginią seksu nie byłam – i ochota nie przychodzi ot tak sobie. często nasze współżycie to było zaspokajanie jego popędu – nie odpowiadała mi ta forma i głośno o tym mówiłam. Niby się starał – ok. roku temu doszło do sytuacji którą odebraliśmy zupełnie inaczej on uważał że to było wspaniałe czułe namiętne zbliżenie a ja odebrałam to jako złośliwe przedłużanie aktu seksualnego z zemsty za chroniczny brak seksu( często podczas zbliżeń odczuwałam fizyczny ból- brak nawilżenia itp.) Powiedział mu o swoich odczuciach On powiedział o swoich- z mojej strony po przeanalizowaniu doszłam do wniosku, że być może faktycznie źle to odebrałam. On natomiast doszedł do wniosku że czara goryczy się przelała, ze ma dość . Po kilku tygodniach poinformował mnie że dłużej nie wytrzyma,ze odchodzi. Seks jest dla niego tak ważny że nie zamierza walczyć ze swoim popędem i chce być wreszcie zaspokojony – pożądany. Zszokowało mnie to po ponad 20 latach znajomości, tworzeniu rodziny , trójce wspaniałych dzieciaków – po prostu szok. Zaczęłam dużo czytać na temat relacji damsko – męskiej, ważności bliskości i miłości fizycznej. Zaczęłam się zmieniać – być czuła, prowokować, kupiłam zmysłową bieliznę – zmieniłam swoje nastawienie do seksu – może dla niego może dla siebie – sama nie wiem. I wiecie co było mi z tym dobrze – seks zaczął sprawiać mi przyjemność. I cóż….. mój kochany mąż stwierdził,że za PÓŹNO na zmiany, on już podjął decyzje w moja przemianę nie wierzy, zaczął się ode mnie odsuwać, unikać zbliżeń. Oświadczył, że w nim coś pękło, stracił nadzieję. Trwało to ponad 6 miesięcy – tyle zajęło mu znalezienie mieszkania i organizowanie swoich spraw. Ja przez ten cały czas starałam się ze wszystkich sił uratować swoją rodzinę. Został z Nami do świąt, przed końcem roku się wyprowadził. Pomimo to nadal się starałam, był dla mnie kimś najbliższym, najukochańszym, najlepszym przyjacielem. Ja tłumaczyłam dzieciakom, że to zawsze będzie ich ojciec i że to ze mną nie chce już być – dla nich się nic nie zmieni. Całość tej negatywnej sytuacji spadła na mnie – tłumaczenie wszystkim dookoła, że została sama – cały otaczający nas świat uważał nas za idealna parę – zawsze razem – wszystko razem :). Choć to wydaje się dziwne myślałam, ze nadal mam przyjaciela. Okazało się ,że niestety tak nie jest. Podczas ostatnich tygodni gdzie starałam się utrzymać w miarę poprawna relacje – do tego stopnia że on sami informował mnie co robi ttp. min. powiedział , że wyjeżdża na szkolenie. Szkolenie okazało się wyjazdem w zupełnie inne miejsce w zupełnie innym celu – jak to później określił – poznał dupę przez neta i pojechał pobzykać 🙂 – dowiedziałam się o tym z paragonu za prezerwatywy w miejscowości X – ok 400 km od domu :). I wiecie co po ponad 20 latach gdzie została zostawiona w wiadomym celu – KŁAMSTWO – to własnie kłamstwo rozłożyło mnie na łopatki. Po uczuciu żalu, bólu, bezsilności, rozpaczy, strachu i wielu innych nie pozytywnych mam teraz w sercu głaz – dosłownie ciężki głaz. Nie wiem co będzie dalej – nie widzę na razie żadnej przyszłości, żyję z dnia na dzień dla swoich dzieci. Straciłam w tak krótkim czasie tak wiele. Nie kontaktuję się z moim chyba już ex mężem – nigdy nie było między nami awantur – aż o te kłamstwo. Na dzień dzisiejszy chyba nie chce gościa znać. On uważa że postąpił słusznie – przecież rozstał się ze mną w tym celu właśnie a skłamał bo nie chciał mnie ranić – ironia. Może ktoś z Was potrafi mi to wytłumaczyć. Cierpię w samotności i jak czytam, że ból po rozstaniu przechodzi za 2 -3 lata to chce mi się wyć.

                                                                  33. Witajcie, brakuje mi słów by opisać moją sytuacje… Siedze nad laptopem łzy same Cisną się do oczu…. 18 grudnia odeszła ode mnie moja jedyna pierwsza i prawdziwa miłość… Kolejne na portalu 2 lata starań 7 lat zwiazku i zerwanie… do teraz błagam ja by do mnie wróciła. nie moge sie pozbierać… utrzymujemy kontakt ale Ona niestety traktuje mnie jak kolege… a ja głupi codziennie we łzach błagam ją o powrót.. o szanse… popełniłem wiele błędów wyciągnałem z nich lekcje pokazałem jej to… mielismy tyle wspólnych planów… naprawde zarliwą miłość… poswieciłem dla niej wszystko rodzine znajomych… była Tylko ona… przez ostatni miesiac wysłuchałem od niej tylu raniących słów… ze mnie nie kocha nie ma zamiaru sie meczyc ze chce wolnosci zebym sie odp*** i wiele innych…. cały czas o niej mysle, jestem w stanie jej wybaczyc te wszystkie słowa, zrobić dl niej wszystko… wskoczyc w przysłowiowy i realny ogień… oszalałem na jej punkcie.. Wiem widze po sobie ze mam obsesje na jej punkcie. nie potrafie wykonac zwykłych codziennych czynności… cholernie brakuje mi jej bliskosci czułości… nie poznaje jej nigdy taka nie była… zawsze kochająca miła ciepła, a teraz zimna oschła… mielismy ciezsze dni jak kazdy związek sprzeczki o nic… Gdyby tylko chciała spróbować na nowo… gdy ze mną rozmawia wscieka sie tylko… nie umiem powiedzieć sobie stop odpusc, wiem ze musze walczyc…ale kazdy kolejny dzien przynosi tylko kolejne łzy i cierpienie… tkwie tak juz ponad miesiac… wszystko mi sie z nią kojazy kazdaa rzecz miejsce, setki wspomnien w głowie… ktos mi kiedys powiedział: jesli cos kochasz puśc to wolno, jesli wróci jest twoje, jesli nie, nigdy nie było”… tyle ze sama mysl o tym ze moge stracić ja na zawsze dobrowadza mnie do rozpaczy… Prosze was poradźcie co moge zrobić jakis impuls zdarzenie czyn… słowanie pomagaja… wylewam jej ich setki w wiadomościach stram sie cokolwiek powiedzieć gdy zadzwoni… ale gdy tylko porusze naszą kwestie koniec rozmowy… jestem silnym facetem wielokrotnie radziłem sobie w bardzo trudnych i ciezkich sytuacjach. Ale zawsze była obok mnie… wspieralismy sie oboje… Tylko Ona sprawiała ze nie poddawałem sie… A teraz nie potrafie sobie poradzić. rozstanie jest naprawde bolesne… Wylewam wam swoje smutki chociaz nigdy nie sadziłem ze bede potrzebował czegos takiego… nawet nie wiem czy ktos to przeczyta… Rozkleiłem sie totalnie… jedyne co mnie motywuje do życia to nadzieja… Nie rozumiem jej tu mówi naprawde raniace słowa a nieraz potrafi zadzwonic powiedziec ze teskni ze jej mnie brakuje ze jednak cos jeszcze czuje… a po kilku godzinach znów potrafi zadzwonic i ranic dalej…. Ciesze sie jak dziecko z zabawki z kazdej wiadomosci która do mnei wysle z kazdej sekundy rozmowy… Po tylu cudownych dla nas obojga latach zmieniła sie w ciągu miesiąca… Jaki sens mają teraz te wszystkie obietnice zapewnienia plany… Dlaczego dla niej juz nic nie znacza… to nie był przelotny zwiazek przelotna miłość nagły wybuch emocji i uczuć i nagły upadek, długo budowalisy nasze relacje poznawalisy sie widziałem tą miłosc w jej oczach… ona tez wiedziała ze szaleje za nią…

                                                                    Prosze o porady… dużo z was jest osobami po przejściach… mozecie spojrzec na to obiektywnie ja nie potrafie…

                                                                    Jestem uczuciowcem, bardzo emocjonalnie podchodziłem do niej i do związku… chodzi mi po głowie jedna mysl…ze popełniłem jeden bład:
                                                                    Za bardzo Ją pokochałem i nadal kocham

                                                                    1. Człowieku ogarnij się – nic na siłę. Zajmij się sobą, jeśli macie być razem to będziecie. Nie dziw się że nie chce z Tobą rozmawiać gdy wciąż wracasz do tego abyście byli razem. Na chwilę obecną musisz zrozumieć że ona tego nie chce. Jeśli będziesz się narzucał na pewno chcieć nie będzie. Myślę, ze dystans do tej całej sytuacji oraz wzajemny odpoczynek od siebie dobrze Wam zrobi – Pamiętaj nic na siłę.

                                                                      1. Witam, Droga Aniu dziekuje za odzew do mojej wiadomości. mimo ze nie było to łatwe, stara sie ogarnąć. juz troche czasu mineło, dwa miesiace. staram sie o tym nie myslec. musze przyznac ze bywają dni gdy po prostu zalewam sie łzami co do wspomnien minionych lat, zdarza sie to bardzo czesto. posłuchałem Twojej rady, przez ostatni czas od otrzymania Twojej wiadomości, nie rozmawiam z nią o nas jako o parze. spotykamy sie dosc czesto. wyszła z inicjatywą by zacząć od nowa ale nei związek tylko byśmy użyje dosłownego określenia ” małymi krokami poprawiali nasze relacje, a potem pomyslimy o związku”. przyznam ze dała mi tym okresleniem wielką nadzieję. jednak mimo upływu dni tygodni, mimo tego ze sie staram, przyjezdzam interesuje sie nią robie wszystko dwa razy czesciej niz wczesniej. Nic sie nie polepsza. bywają chwile ze jest spokojnie miło czuć od niej trochę Ciepła. ale wystarczy jedna rzecz nie po jej mysli a potrafi zmienic sie momentalnie w zimną Kobiete która pare chwil temu potrafiła powiedziec cos miłego teraz potrafi zwyzywać od najgorszych. Ciągle powtarza ze sie nie zmieniłem ze jestem taki sam jak kiedys. mimo ze daje jej setki dowodów na to ze sie myli. tłumacze jej konkretami ze nie ma racji na podstawie sytuacji która miała miejsce pokazuje ze mnie błednie ocenia. ale to nie dociera do niej. do tego ogranicza kontakt do minimum, Gdzie kiedys moglismy rozmawiać godzinami o wszystkim albo milczec przytuleni do siebie, teraz dzwoni do mnie tylko gdy czegos potrzebuje lub chce sie czyms pochwalić. coraz bardziej brakuje mi pomysłów jak do niej dotrzeć. Jest bardzo nerwowa, potrafi wybuchnąc w ciągu krótkiej chwili, Próbuje pisac wiadomości by dotarły do niej, w wiadomosciach pokazuje ze robi zle ze powinna sie zastanowić nad tym jak sie zachowuje, staram sie unaocznic błedy które popełnia, pokazac ze rani swoim zachowaniem osobe która mimo wszystkiego co mówi do niej co z nią robi jest przy niej wspiera ją. O rozmowie nie ma najmniejszych szans gdy tylko próbuję porozmawiać o niej juz nawet nie mówie o nas tylko o niej, by wykazała chociaz troche checi… są zaraz nerwy złosć i agresja do mnie. Nie ma w niej ani krztyny zrozumienia czy jakiegokolwiek innego punktu patrzenia na to.
                                                                        Nie mam pojecia jak do niej dotrzec, jak sprawić by zastanowiła sie nad tym wszystkim, jak ją ukierunkować by przestała postrzegac mnie w negatywach.

                                                                        Przede wszystkim co zrobić by “chciała” tylko tyle by była na “tak”.

                                                                        Tłumacze jej ze sam nie poprawie naszych relacji sam nie odbuduje więzi jesli Ty bedziesz na nie. słysze tylko ze Ona nie musi nic robic ze to ja sie mam zmienić/ starać. tyle ze zrobiłem to dla Niej i dla siebie według jej kryteriów. staram sie, pilnuje, staram nie popełniać błedów. jednak małe potkniecie i znów sa nerwy z jej strony….

                                                                        Nie wiem co mam juz robić. targaja mną emocje… Gdy tylko jestesmy razem blisko siebie ciesze sie jak dziecko, nie licza sie przykre słowa które wczesniej słyszałem. liczy sie tylko ta chwila móc byc przy niej byc blisko…

                                                                        Proszę Was o porady, podzielcie sie swoimi opiniami, lub dobrym zdaniem co moge zrobić. Naprawde potrzebuje pomocy.

                                                                        1. Witam,
                                                                          i jak się sytuacja ułożyła?
                                                                          Niestety od niedawna mam bardzo podobną sytuację w życiu 🙁
                                                                          Od tygodnia nie jem, nie śpię, nie potrafię najprostszych rzeczy wykonać..

                                                                          1. Witaj Janek,
                                                                            historia się nie zakończyła, wciąż trwa. Teraz opiszę Ci odnosnie mnie: Osobiscie nie mam znajomych kolegów czy innych bliskich osób z którymi mógłbym porozmawiac. Wiec zmieniłem otocznie. I sam nie wierzyłem w to ze cokolwiek to mogłoby pomóc. A jednak. zmieniłem prace, poznałem nowych ludzi i rozmowa z nimi na rózne tematy “niezwiązanę z moim życiem Towarzyskim i uczuciami” pomogło. Nie było to od razu, w drugiej połowie lutego jakies kilka dni po napisaniu ostatniej wiadomości, zacząłem patrzec na to wszystko inaczej. zaczałem wychodzić z tego stanu w którym byłem. teraz patrze na siebie okiem(osoby patrzacej z boku), wiem co przezyłem po grudniowym rozstaniu, do jakiej zapasci psychicznej sie doprowadziłem, byłem na wykonczeniu. kazde przykre słowo z jej ust było dla mnie jak nowa rana w sercu w której ktos wciaż wiercił ostrym nozem zadając ciagły ból. Myslenie o niej, o nas sprawiało tylko dodatkową rozpacz i rozgoryczenie. Mineły juz ponad 3,5 miesiaca. Posłuchałem i dobitnie wziąłem sobie do serca słowa Anny “Weź sie ogarnij człowieku”, nie było to łatwe. wtedy nie wierzyłem ze wogóle uda sie. Wtedy skupiłem sie na Tym co sam sobie wmawiałem ze sie zmieniłem. zacząłem codziennie coraz spokojniej mysleć o tym zadając pytania : “co w sobie zmieniłem?”,”jakie zmiany są widoczne, co moge w sobie poprawić”,” jak zacząć pracować nad sobą nie tylko fizycznie ale przede wszystkim psychicznie”… takie i wiele innych… Dni mijały a ja coraz wiecej zaczynałem dostrzegać, coraz wiecej rzeczy które wczesniej ktos inny widzał i mi o tym mówił ale to nie docierało do mnie. Teraz jestem spokojny mimo ze ten ostatni okres bardzo wymeczył mnie psychicznie i wyniszczył na tyle ze na dzien dzisiejszy pamietam jak przez mgłe ostatnie tygodnie listopada czy początek grudnia. Wczoraj pierwszy raz szczerze sie usmiechnałem, nawet nie wiem kiedy smiałem sie jak dawniej. podnisło mnie to na duchu… Dlatego przekonałem sie i chyle czoła przed kazdym kto mówił mi ze tak bedzie. Wiem ze jest to mozliwe, mozna sie podniesc chociaz trwa to długo. to bardzo duzo czasu zajmuje, najwazniejsze to nie myslec o poddaniu sie (w ostateczym tego słowa znaczeniu).

                                                                            teraz opisze o naszych relacjach po koleji.

                                                                            wydazyło sie wiele złego od ostatniej wiadomosci wiele słów i czynów. Zdarzyło sie coś co całkowicie mnie ostudziło, jednym swoim zachowaniem i czynem sprawiła ze we mną coś pekło, uczucia schowały sie to co dawało swiatełko nadzieji w pewnym momencie zgasło, po nie przespaniu ponad 60 godzin w obcym miescie w srodku nocy wyrzucony przez Nią gdzie wczesniej Cie zaprosiła, w sytuacji kiedy nie ma mozliwosc gdzie przenocować tułając sie ulicami a nastepnie rano zaczynać pierwszy dzien nowej pracy, dotarła do mnie rzeczywistość. Serce juz nie bolało wedy nie czułem zalu smutku… pękło… mozna nazwac to obojetnością… Jednak mineło kilka dni. Nie poddałem sie walczyłem i walcze nadal. Utrzymujemy kontakt, nasze relacje na dzis moge powiedziec polepszyły sie i są od jakiegos czasu stabilne. We mnie jednak wciąz siedzą te dni poniewaz jest to nadal swieze. Widze ze i ona załuje tego co zrobiła w nerwach i złosci Dlatego Moze moje zabieganie moze w końcu sama sobie to uswiadomiła po tym wydarzeniu… tego nie wiem, wiem jednak ze zaczęła się starać. Ja spusciłem z tonu przestałem wciaz rozmawiac o tym samym, napominać czy dawać cos do zrozumienia. najcenniejszym dla mnie było to jak usłyszałem od niej ” jesli mam byc z kimś to chce by nam sie udalo”. To mnie bardzo podniosło na duchu. i rzeczywiscie jest duzo lepsza poprawa. coraz czesciej sie spotykamy raz dłuzej raz krócej. I znów słowa Anny sie potwierdziły przestałem sie narzucać zrobiliśmy dystans mimowolnie od tego co było gdy byliśmy razem, od powodu zerwania od kłótni. Zdarzają się spięcia to fakt lecz od razu sa gaszone i wyjasniane. Nie wiem jak sie dalej potoczy wierzę ze jednak nam sie uda. zdaje sobie sprawe z konsekwencji tej drogi ze gdyby znów sie sknociło w jakis sposób to bede przeżywał, jestem juz bogatszy o doswiadczenie przykre ale jednak zyciowe. Przede wszystkim czas i rozmowa w podobnej do mojej sytuacji moze komus pomóc.

                                                                          2. Przeżywam od 3 miesięcy to samo! Doskonale rozumiem co czujesz. Podobnie jak ty jestem uczuciowym facetem i rozstanie jest dla mnie czymś niezwykle bolesnym. Ciężko jest zrozumieć jak ktoś kto do tej pory odwzajemnial nasze uczucie nagle przestał nas kochać. Trudno się z tym pogodzić jednak trzeba żyć dalej i poprostu z czasem zapomnieć! Wiem że to nie będzie łatwe, rany bowiem zostaną do końca życia. Należy być silnym i wierzyć w swoje szczęście

                                                                        2. Witam
                                                                          Moje małżeństwo trwało 10 lat plus 2 wcześniej.Mam dwie córki,wybudowaliśmy dom.Wiem że miałem cudowną kobietę obok siebie,ale wcześniej się trochę pogubiłem,praca i wieczne awantury a ja po prostu nie miałem siły na wyjścia i inne sprawy zaznaczę że żona nie pracowała a ja dużo żeby dzieći miały wszystko i żebyśmy mieli swój dom.Teraz już wiem że to nie było najważniejsze ale co moge zrobić czasu nie cofnę.26.12.1015 mój świat się załamał znalazłem drugi telefon jak sobie pisała z kochankiem oczywiście awantura,ale ona coś wymyśliła ja jej uwierzyłem ale pewnego dnie pojechałem za nią i to co się wydarzyło zniszczyło mnie.Jadąc do kochanka zadzwoniła na policje oczywiście straciłem prawko oskarżyła mnie o znęcanie się nad nią.Kiedy już postanowiłem że to koniec ona nagle wróciła za dwa dni i przysięgała mi że to nie jest tak jak myślę żebym się zmienił a bedzie dobrze.JA wtedy postanowiłem zrobić wszystko żebym ja się zmienił a ona miała mi tylko powiedzieć prawdę.Wtedy się coś wydarzyło powiedziała ze ma raka złośliwego i przerzuty a ja oczywiście jej uwierzyłem i kasę na leczenie dawałem, bo trzeba ratować.A kiedy chciałem z nią do lekarza jechać mówiła zawsze że dziś wizyta odwołana,pózniej znalazłem test ciążowy ana mówi że lekarz kazał jej coś tam sprawdzić oczywiście uwierzyłem,bo się nie znam na tym:(Ona każdego dnia mówi mi jak mnie kocha że jestem wszystkim dla niej i sama nie wie czemu tak bardzo mnie kocha, że mam dobre serce.Kiedy postanawiam iśc do psychiatry,bo myśli że ona może umrzeć a ja sam zostanę z dwiema dziewczynkami przeraża mnie.Nagle po tej wizycie pani psychiatra uświadamia mi żebym sobie sprawdził czy żona napewno jest chora, bo jej tu coś nie pasuje,oczywiście jak zacząłem sie tym interesować żona robi mi awantury ,chory psychicznie że jak mi mówi to ona chyba lepiej wie ale ja ciągle naciskam.Wtedy mówie jej choć że mną do pani psychiatry żona tam potwierdza chorobę a pani psychiatra po wyjściu żony mowi mi że ona nie jest chora ,kiedy powiedziałem to żonie ona owi że się nie zna itd.Kiedy postanawiam powiedzieć żonie żeby była ze mna szczera, bo jak ja mam się zmienić jak tu tyle kłamstw,ona na to że już mi całą prawdę powiedziała.Ja w tym momencie chce walczyć i zapisać się na terapie małżeńską ona wtedy że to już nie ma sensu i się wyprowadza.Wtedy dzwonie do niej prawie codziennie i się pytam jak tam choroba a ona mówi że mama jej chemie zalatwiła i bedzie wszystko dobrze>pamietam te słowa do dziś”Kocham cie mam nadzieje że nie długo będziemy już razem “bardzo się ucieszyłem.Tu znowu nadchodzi przełom dzwonie do jej mamy i się pytam jak tam choroba a mama jej mówi jaka choroba ja mówie przecież ma raka ona na to nie żartuj że ci tak powiedziała i tu się zmienia wszystko naglę chce rozwodu,blokuję mnie na wszystkim i jej rodzina też. Któregoś dnia jak zadzwoniłem podpuściłem ją że już wiem że mnie zdradza od 2lat i jeden mi powiedział moje słowa do niej nie żalujesz tego ona mi na to że nie ,bo niezle przy tym zarobiła ja tu się załamuję i płacze od tego czasu codzienie obwiniam tylko siebie za to wszystko.Najgorsze jest to że jak by chciała wrócić ja bym jej wszystko wybaczył ,bo ją bardzo kocham.Tak bardzo bym chciał być z nią …Co mam z sobą zrobić ,jak każdego dnia czuje sie coraz gorzej i tylko muzyka ,płacz tesknota ,a ona nie odbiera już ode mnie wogóle telefonów.Moje myśli są czy ona mnie kiedyś kochała tak jak mówiła że jestem jej całym swiatem ,czy naprawdę tego nie żałuje.Tak bardzo mi jej brakuje i dzieci że nawet niekiedy mam myśli samobójcze 🙁

                                                                          1. Doskonale rozumiem co teraz czujesz. Ja przeżylem podobna historię. Kilka tygodni temu moja partnerka zostawiła mnie dla innego. Już nie są razem. Ten rzekomo idealny facet, który miał być jej drugą połową jabłka zabawił się jej uczuciami i zostawił ją. Najgorsze jest to że po tych wszystkich miesiącach życia razem po prostu potraktowała mnie jak śmiecia. Oznajmiła, że byłem jej potrzebny tylko po to aby pomóc jej wyjść z choroby alkoholowej. Po terapii stała się pewna siebie i moje wsparcie nagle stało się zbędne.
                                                                            Zupełnie nie rozumiem dlaczego to zrobiła tym bardziej, że do samego końca byliśmy razem szczęśliwi. Mieliśmy się pobrać i założyć rodzinę. To było nasze wspólne marzenie, które tak bardzo chcielibyśmy zrealizować.
                                                                            Od tygodnia ma nowego faceta. Nie ukrywa tego a wręcz obnosi się z tym pokazując jaka to jest teraz szczęśliwa. Od naszego rozstania zachowuje się. nie racjonalnie i nielogicznie. Dodatkowo jest niekonsekwetna w swoim działaniu co się u niej nie nigdy wcześniej nie zdarzało.
                                                                            W dalszym ciągu szukam jakiegoś zrozumienia dlatego wszystkiego co się do tej pory wydarzyło. Przyznam, że jestem w tej chwili bardzo załamany i nie potrafię odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Czuję ogromny ból i żal. Często dopadają mnie myśli destrukcyjne. Staram sobie pomóc poprzez spotkania z bliskimi, jednak i tak nie potrafię o niej zapomnieć. Nie chce żyć w samotności. Pragnę żyć szczęśliwie i korzystać z każdej chwili jak najbardziej tylko można. Pragnę być kochanym i jednocześnie dazyc miłością drugą osobę dzieląc się przy tym z nią swoim szczęściem. Pomimo smutku wierzę że jest to jeszcze możliwe. Tej wiary życzę wszystkim!

                                                                        3. Witam. .. Po 1.5 roku rozstałam się z bylym juz narzeczonym…. Urodziło nam się 3 miesiące temu dziecko.. On całkowicie w niczym mi nie pomagał. Wiecznie tylko słuchał mamusi czego yo Paulina nie robi.. Mama powiedziala ze Paulina nie sprząta. Wujek mowil ze paulina nie gotuje. A paulina caly czas calymi dniami nosila krzyczące dziecko ktore mialo przez te 3 miesiące wieczną kolke…. On mi nie pomógł przy dziecku kompletnie w niczym. Chrzciny naszego dziecka spedzilam w pokoju z dzieckiem nosząc go a on prosząc 23 osoby ze swojej strony gościł się w najlepsze i ani o nas nie pomyślał. 7 osób które przyjechały z mojej strony przyszły mi pomóc a z jego strony nawet nie przyszli się z dzieckiem pożegnać. Dzień po chrzcinach się z nim rozstałam. Moje życie zmieniło się do każdego cala a on od tygodnia (bo dziś mija tydzień) dzieckiem się nadal nie zainteresował… Zostalam (na wlasne zyczenie) sama z tym wszystkim ale chyba to lepsze niż kontynuować zły związek w ktorym nie miałam oparcia? Jednak sobie z tym nie radzę ze tak się pomylilam co do niego ze wcześniej nie pokazał swojego prawdziwego oblicza. …….

                                                                        4. Nie sądziłam, że będę kiedyś wpisywala w wyszukiwarkę słowa, które skierowaly mnie na tę stronę, a jednak. Po prawie 9 latach razem zostawił mnie partner.
                                                                          Zrobił to kiedy ukladalam szklanki w naszym nowym mieszkaniu, do którego tego dnia się przeprowadziliśmy. A raczej ja się przeprowadzilam, bo on oznajmił że zostaje w wynajmowanym. Że to się nie uda, że czuje do mnie raczej sympatię. Nie wiem czy kiedykolwiek zrozumiem to, co mnie spotkało. Było różnie, okres wykańczania mieszkania był bardzo nerwowy, klocilismy się, ale były też piękne chwile.
                                                                          Czuję się jak zbity pies. Nie wiem czy będę potrafiła mieszkać w ścianach których każdy cm mi o nim przypomina. Daję sobie kilka miesięcy i raczej wrócę do rodziców zacząć wszystko od nowa.

                                                                        5. Hej… ja po prawie 4 latach związku kilka dni temu dowiedziałam się, że on nic do mnie nie czuje, ze nie obchodze go, nie potrafi sie o mnie zatroszczyć, nie czuje tego, co ja. Ja go kocham, starałam sie dla niego przez cały ten okres, wszystko robiłam dla niego…Od jakiegos czasu wiedzialam, ze cos jest nie tak, nie mieszkaliśmy razem, w dodatku coraz rzadziej sie spotykaliśmy, wymyślał jakies rózne dziwne rzeczy, ze nie ma czasu, jest chory itd. Zaczęło sie coraz gorzej dziać po nowym roku, kiedy to wpadłam w ogromnego doła-niespełnione ambicje, strach o przyszłość, o kierunek studiow, który koncze na siłe i wiem, że nie zapewni mi pracy, niewłaściwe decyzje, problemy w rodzinie… mowilam mu o swoich lękach, obawach, zmartwieniacch, za kazdym razem slyszalam tylko ” co sie przejmujesz, ty zawsze martwisz sie na zapas, daj sobie spokoj”. no i tak sie staralam myslec pozytywnie, ale czasem nachodziły mnie znowu te czarne myśli… i on zaczął sie ode mnie wtedy oddalać coraz bardziej, w koncu powiedział, ze nie chce tego konczyc ale czuje ze nic z tego nie będzie… Mam wrazenie ze to przeze mnie, przez tego ogromnego doła, który mnie dopadł, on mnie zostawił. Czuje sie beznadziejnie, i do niczego, nie moge przestać o nim mysleć i o tym , że to wszystko przeze mnie i przez ten zły nastrój, który nie chciał mnie opuścic…Chcialam tylko czuć jakies wsparcie z jego strony w tych cięzkich chwilach, jestem bardzo wrażliwa, on to wiedział…nie potrafię teraz normalnie funkcjonować, mam egzaminy , nic nie wchodzi mi do głowy, nie jem , nie spie, rodzina i przyjaciele wspierają mnie, ale do mnie tak jakby nic nie dociera…zamknęłam sie w tym mrocznym świecie swoich myśli i nie wiem jak sie wydostać..:(

                                                                        6. Zostawił mnie po 2,5 roku. Od początku zwiazku wtrącala się cały czas jego była. Nie rozumiałam tego dlaczego wciąż nie może z nią urwać kontaktu. Walczylam z nia ale niestety okaxala sie bez klasy i honoru. Byłam naiwna. Oszukał mnie jak nikt inny. Byliśmy zaręczeni. Jak pomyślę ze wroci do niej i ona będzie mieć satysfakcję ze wygrała ze mną pojawia się ból nie do opisania 🙁 nie umiem pogodzić się z myślą że są razem. Mam nadzieje, ze karma wroci…

                                                                        7. Witam.Widzę,że nie jestem tu sam….Byłem w 5 letnim związku chemia niesamowita..podobienstw mnóstwo….temperamenty podejscie do życia.ale dzieli nas porzadek w domu…ona balaganiara..ona lubi wydawac pieniadze…ma chorobe dwubiegunową zaburzenia osobowości…depresję..Pani Doktor a jednak ..bywało róznie jak to w związku…az w koncu poszla do szpitala psychiatrycznego na 3 miesiące i tam poznala frajera..co ja tak urabiał..az zaczela mnie unikac..pocalowali sie kilka razy czy cos wiecej nie wiem….potem pokryjomu jakies spotkania wybaczylem….ale potem bylo jeszcze gorzej….i gorzej..Chodzila do kolezanki ze szpitala tez pacjentki stara baba ktora wychodzila od siebie z mieszkania a oni sobie tam razem siedzieli..nie chciala wracac do domu sypiala u niej….to w koncu powiedzialem by sie spakowala i tam zamieszkala…spakowala sie w klotni i wyprowadzila….ale nie do niej tylko do Zakopanego…i to jej miasto rodzinne….Okazuje sie teraz jaką jest kobietą jaka materialistka…szkoda słó a i tak w głębi ją kocham …..chore…bo miłość jest ślepa

                                                                        8. Mój związek rozpadł się po 10 latach. Mieszkaliśmy razem, mamy 5 letnią córkę. Horror stał się 13 w piątek styczeń. Z powodu bolu brzucha wyszedłem 3 godz wczesniej z pracy. Kiedy wszedłem do mieszkania zostałem moja narzeczona calujaca się z typem którego pierwszy raz widziałem na oczy. Ból niesamowity: (

                                                                        9. Minely 4 miesiące…jest ktos inny…ale ja dalej cierpię i wiem, ze nigdy juz nie bede nikogo kochac…ten bol nie minie…Siedzi pewnie ze swoim dzieckiem, ktore zrobił będąc ze mna…a ja glupia wybaczylam…ale potem wlaczyl mu sie instynkt….nigdy nie powinnam wybaczyc ….karma wraca. Teraz go kocham i nienawidzę, tak bardzo zle mu życzę…jestem cieniem..wszystko mi sie z nim kojarzy, kazdy wkret w scianie ktory zrobil …program w TV . Ile jeszcze czasu potrzeba?

                                                                        10. Właśnie po 4 latach rozpadł się mój związek… zawalił się cały mój świat. Czuję się jakby przejechał po mnie czołg. Nie mam siły na nic. Najchętniej zakopałabym się pod kołdrą i obudziła za parę miesięcy. To tak cholernie boli…

                                                                        11. Czytam te wszystkie komentarze i wiem co czujecie. Moja historia zakończyła się z dnia na dzień. Faktycznie przechodziliśmy ciężki okres ze względu na moją pracę i różne trudności życiowe, ale nie było aż tak źle. Staraliśmy się wspierać pomimo odmiennego punktu widzenia. Bardzo się kochaliśmy. Dobrze się dogadywaliśmy. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nagle napisał na fb, że to już koniec, że on nie ma siły. To był szok! Nie potrafił nawet powiedzieć mi w twarz, że to koniec. Potem napisać mi 4 stronicowe wypracowanie w pdf’ie, co robiłam źle. W życiu nie spodziewałam się, że usłyszę od niego tyle gorzkich słów. Nigdy nie dawał żadnych sygnałów, że aż tak mu wszystko we mnie przeszkadza. Nigdy nie mówił o swoich uczuciach. Zawsze był kochany i zapewniał o swoich uczuciach. Szczerze! Nie wiem, co mam myśleć. Czuję się oszukana. Okazuje się, że nie znałam tego człowieka, a poświęciłam mu wszystko. Dosłownie! Rezygnowałam ze swoich przyjemności, żeby ugotować mu obiad. Zrezygnowałam ze studiów, żeby poświęcać mu więcej czasu… i co z tego mam? Zerwanie przez fb bez żadnych konkretnych wyjaśnień… Rada dla wszystkich! Uważajcie, komu ufacie! Uważajcie, komu się poświęcacie! i co najważniejsze uważajcie, kogo wpuszczacie do swojego życia! Obecnie ciężko mi się pozbierać. Jednak wierzę w lepsze dni! Szukam nowego mieszkania, żeby ciągle nie wracać do wspomnień. Kupiłam karnet na siłownie. Postanowiłam uczyć się nowego języka. Koniec myślenia o nim! Teraz stawiam na siebie! I tego Wam wszystkim życzę! TO WY GRACIE GŁÓWNĄ ROLĘ W SPEKTAKLU SWOJEGO ŻYCIA!

                                                                        12. Witam wszystkich.
                                                                          Jestem trochę w innej sytuacji, bo to ja zostawiłam faceta.
                                                                          Po 5latach w związku zamieszkalismy razem. Dał mi oczywiście warunek: Mialam noc na zastanowienie się albo idziemy w dziecko i sie przeprowadzamy albo każdy zostaje u siebie. Nie byłam na to do konca gotowa majac 23lata, a on 30lat. Nie podobało mi się, że tak naciska, ale tak bardzo go Kochalam, że sie zgodzilam. Jak nawiązywałam do tematu, że dziecko bez ślubu, nawet mi się nie oswiadczyles. Stwierdził, że wszystko będzie jeśli będzie dziecko. Tak mi zamydli oczy, ze poszłam na to. Teraz lepiej zarabial, wiec uznal, ze stac go na wszystko, na dziecko na mieszkanie w naprawde dobrym standardzie. Przy moich zarobkach bylo mnie stac na placenie prawie polowy mieszkania, a on placil reszte, jedzenie, media itd. Tak sie cieszylam, ze sie przeprowadzam, bylam w siódmym niebie. Tylko on już na samym poczatku był strasznie zdenerwowany tą nową sytuacją, wszystko robil szybko i nerwowo. Umówiliśmy sie, ze przestane brać tabletki antykoncepcyjne w polowie wynajmowanego mieszkania. Od początku pól żartem pól serio, ze mialam odstawić tabletki, żebym zdążyła zajść w ciążę przed koncem umowy mieszkania. Wtedy zobaczyłam jakim jest człowiekiem, myślał tylko o.sobie, bo chce mieć dziecko. Dla niego liczyła sie tylko on i praca, wg o mnie nie dbal. On przychodzi po.pracy to obiad zawsze zrobiony,.posprzatane, bo to.nalezy do moich obowiazkow. W niczym nie chcial mi pomagać. Jak mu powiedzialam, że jakoś tego nie czuje by zostać matką, wkurzyl sie strasznie. Powiedzial, ze wszystko sie rozjebie jeśli tego dziecka nie będzie, on wyjeżdża zagranicę i wypowiada mieszkania. A ja.mam sobie przygotować bajeczke dla.swojej rodziny, bo.przeciez on byl zawsze wporzadku.Świat Bożego Narodzenia nie robi mam.jechac do.rodziny, bo inny by mnie juz dawno wyperdolil. Mowie mu, że czuję że naciskasz na.to.dziecko i nie chcesz nic wiecej slyszec, mnie to stresuje, nie.mam ochoty jeść, a on przecież lodowka jest pelna o co Ci chodzi… Dla niego świat sie zawalil, co ja daje od siebie, bo on tyle.dal. Zawsze mi wypominal.ile dla mnie zrobil. Dodam tutaj, że zawsze dla niego dużo robilam, nauczylam sie gotować i piec, poswiecalam mu kazdy swoj czas, zrezygnowalam ze wszystkiego i chyba z samej siebie tez. Zawsze mu nadskakiwalam, aż wszyscy mi mówili co.ja.robie, ale nigdy nie dalam sobie przemówić. Później stwierdził, że jak nie bd dziecka to on nie bd już płacił większości, wiec mam sobie poszukać drugiej pracy, albo wyprowadzić sie do.rodziny tymczasowo, zbadać sytuacje, jak bd ok to on sie przeprowadzi tam ze mna. Mogę jeszcze poszukać tanszego.mieszaknia, zawsze wszystko ja, bo on ma.ludzi od tego. Jak wracal.z pracy to tylko mówił jak.wszystkim tam.dyktuje warunki.i.wszyscy sie go.sluchaja, robił sie strasznie ważnym człowiekiem, chociaż nie był tam kierownikiem. Praca i pieniądze go zmienily, bo.kiedyś był pokorny i naprawde mielismy tyle.cudnych chwil, a jak.zamieszkalismy czar prysnal. Rozliczal mnie na.paragony, ja robilam zakupy, a on zeby mi zwrócić za nie chcial.kazdy paragon i ogladal kazda pozycje. O 2,50zl gazeta, no chyba nie bd robić sobie prezentow bez okazji. Nie chcial mi dac pieniędzy na jedzenie, bo chciał mieć kontrole nad wszystkim. Kupiłam nowe.poduszki. Taki kolor? Nie sa mile w dotyku, ja sie nie.doloze ani grosza chyba ze je wymienisz. Ja oczywiscie je wymienilam tak.jak.pan.chcial. Później mi mówił, że marzy by mieć broń.i.zna kogoś kto mu tą bron załatwi. Nie bój sie mnie, przecież nic Ci.nie.zrobię. By kogoś zabić nie.trzeba broni wystarczy noz. Wtedy sie go.juz balam naprawdę. Balam sie.zasypiac przy.nim, bo czesto bylo że po.pracy pil, wiec nie.wiedzialam co.mu odwali. Czułam sie jak.robot, że wszystko robie co.on mi każe. Dla mnie to.naprawde bylo piekło. Powiedziałam ze sie wyprowadzam, a on ze on żartował, nie.musisz płacić ten miesiąc za czynsz zastanów sie, bo bedziesz tego.zalowac. Przemyśl czy to.Ci.sie.oplaca? Cala czas mna manipulowal… Jak mielismy nasza rocznicę 6lat. To żeby gdzieś wyjść ja.musze zadzwonić, bo on nie.ma czasu. Byłam załamana, czułam sie niekochana, nie doceniana, kompletne zero. Pewnego wieczorku powiedzialam mu.wszystko co mi.lezy na sercu, że sie go boję, ze sie oddalamy od siebie, bo on musi mieć wieczna kontrole na wszystkim i zawsze musi byc tak jak.on chce.Stwierdzil, ze on taki ma charakter i tego.nie zmieni. Mówił mi, że mam sie wyprowadzić, a naprawde myslal inaczej. Dawał mi czas do zastanowienia sie co dalej z nami to byly dwa tygodnie, czasem 3 dni. Wiedzialam, że nie mogę mu powiedzieć, że chcę odejść, bo wpadnie w furie. Po.prawie 7 miesiacach zdecydowalam, że odchodzę. Nie była to.łatwa decyzja, bo go kochalam i nadal cos tam czuje i przypominaja mi sie te wszystkie.piekne chwile. On mnie niszczyl kazdego.dnia, a ja nie.mialam sily by sie.podnieść, nie chcialo mi sie juz żyć. Zabrałam wszystkie swoje rzeczy jak byl w.pracy. Dostal szoku, przyjechal do mnie do domu, co sie stalo?On nie rozumie. Prosze go o spokoj, bo ciagle.pisze na emaila. Ja mu odpisalam, że potrzebny jest czas by do.siebie wrócić to sie obrazil delikatnie.mowiac. Dziękował mi.za takie potraktowanie, żebym ja kiedys tak nie byla potraktowana. Na koncu dodal, ze to ostatnia wiadomosc od.niego, teraz ja mam sie.odezwac. Do zobaczenia w tym albo innym swiecie.
                                                                          Ciężko mi z tym wszystkim, ale nie wiem czy on zasługuje na szanse. Przychodzi i mowi, ze sie zmieni, zebym mu pomogla. Pytam sie czy zmieni np. To ze nie bd mnie rozliczal na paragony, a on nie rozmawiajmy o pieniadzach, w ten sposób ja nie bd oszukiwal Ciebie, a Ty mnie.
                                                                          Piszcie proszę co o tej calej sytuacji myślicie.

                                                                          1. Jeżeli naprawdę chce się zmienić. To zrób tak, że teraz całe finanse pod Twoją kontrolą i Ty rozliczasz go z każdej złotówki. Jak uczciwie to uczciwie. Nie daj wrobić się w to, że o pieniądzach nie rozmawiacie, bo widać to dla niego b.ważne, a o rzeczach ważnych trzeba rozmawiać.
                                                                            Z moich doświadczeń wynika, że jeżeli ktoś kogoś o coś podejrzewa lub oskarża, to często sam tak robił lub robi i wie co należy kontrolować, aby to sprawdzić … po prostu mierzy swoją miarą innych.

                                                                            1. Dziękuję Ci Tomku za komentarz. Masz rację, że on mierzy innych swoją miarą. To nie jest taki typ człowieka, który by mi pozwolił na rozliczanie go z każdej złotówki. Po jego trupie chyba. Przecież on mi nawet nie chciał dac pieniędzy do ręki. On więcej zarabia i wiecej pracuje, więc zasady były takie, że ja wszystko musialam robić sama, bo on po pracy musiał odpocząć by miec sile dla mnie. To tylko taka wymówka oczywiście. Kiedyś mu powiedziałam, że jeśli tak mu ciężko w tej pracy i mamy tak malo czasu dla.siebie to niech ja zmieni, zamiast narzekać, bo pieniądze sa ważne, ale nie najważniejsze. Wtedy stwierdzil, że mam sie odpierdolic od jego roboty, bo on tam ciężko pracuję i nie dostaje kasy za darmo.
                                                                              Mówi, że sie zmieni, ale.nie rozumie co ma zmienić, nie rozumie mojej decyzji i swoich błędów. Nie daje mi wg czasu na odpoczynek, tylko ciągle pisze albo nachodzi mnie w pracy z pytaniem co postanowiłam?
                                                                              Myślę, że jeśli by naprawde chciał sie zmienić to by wiedział co zmienić, przecież tyle razy mu mówiłam. Wypisuje do mnie czego jeszcze chce? Przerażam go troszkę, bo chyba nie wiem czego chcę od życia. Nie ma to jak zwalić na kogoś cała winę, a sam czuć sie oczyszczony ;]

                                                                          2. Witam, u mnie po 7 latach bycia razem w tym 4 lata małżeństwa żona powiedział że odchodzi, dla mnie tragedia. Mamy 4 letniego syna, chce walczyć dla rodziny ale ona konsekwentnie mówi że nie że oczekuje czegoś innego od życia i związku,całego siebie poświęciłem i nagle taki cios,powiedziała że tatą jestem super, że dobry że mnie człowiek niczego mi nie brakuje, sprawdzam się jako kolega i przyjaciel, ale nie mąż, w domu zawsze było rodzinnie niczego nam nie brakowało, w łóżku też fajnie, co prawda wkradła się rutyna ale zawsze idzie walczyć coś zmienić, nie wiem co że sobą zrobić, powiedziała mi że jej uczucia są tak słabe, że nie chce walczyć, nie wiem co o tym myśleć, może jest ktoś 3 – nie wiem – bo obdarowałem ją zaufaniem, musiałem to wyrzucić z siebie, to wszystko tak bardzo boli, pozdrawiam

                                                                          3. Witam …mysle o rostaniu czy to dobrze czy zle…myslalam ze mam perfekt zycie a tu po 15 prawie latach niemozemu juz sie dogadac.prowadzimy restauracje i cisnienie ktore czasami narasta czyni spzeczki…blachostki niewyspanie.padaja slowa ktore kie powinny…juz niemam sil…przez te lata dogadzalam wszystkim ale nieotrzymalam podziekowania..my kobiety potrzebujemy oznak jak nawet maly prezent na dzien kobiet…czy dam rade w wieku 35 zmienic zycie …po prostu od nowa

                                                                            1. Mój związek rozpadł się po 25 latach, zostałam bez dachu nad głową… Wynajełam mieszkanie i stwierdziła, że to to, przestałam się bać napięcia psychicznego, urojonych oskarżeń.Mam spokój psychiczny, pracę, dzieci, które mnie odwiedzają. Dodam, że wtedy miałam 45 lat i żyje.

                                                                          4. Odszedł bo mu coś pękło po 7latach 2ce pięknych i mądrych dzieci … nic do mnie nie czuje, wypaliło mu się, ma znieczulicę jak to określił… i co dalej? Walczyć mówić ze kocham czy odpuścić…

                                                                            1. … bardzo trudna sytuacja. Bardzo mądre pytanie zadałaś “walczyć, mówić, że kocham, odpuścić” – na początek chyba poczekać 1-2 miesiace, jak faktycznie kochasz to raczej odpuść, ja bym tak zrobił. Jeżeli mu zależało i nadal zależy to w takiej sytuacji jak opisałaś powinien się zreflektować i wrócić, a jeżeli nie, to chyba walczyć nie warto, bo o co? Zmusisz go do czegoś … to i tak za jakiś czas prawdopodobnie będzie gorzej – daj mu wolną rękę, niech sam wybierze ostatecznie, co wymaga czasu, daj mu go.

                                                                          5. Ja przechodzę przez „żałobę” po zakończeniu związku, który trwał 13 lat… Jestem emocjonalnym wrakiem człowieka. Od rozstania minęły 3 miesiące. Pierwszy miesiąc to była jakaś masakra- ciągle płakałam, nie jadłam, nie spałam, zawaliłam pracę, nie byłam w stanie ogarnąć codzienności. Wraz z partnerem straciłam też dach nad głową, nasze wspólne psy i środki, które inwestowałam w jego mieszkanie, które wiele lat było naszym wspólnym domem. To brzmi, jakbym była jakąś potworną materialistką, ale w takich okolicznościach taki fakt też cholernie boli. W drugim miesiącu jakoś zaczęłam się zbierać, teraz jest trzeci miesiąc, przyszła wiosna, a do mnie jakby to wszystko trafiło na nowo- nie mogę normalnie funkcjonować, ciągle płaczę i myślę o nim. O tym, co robi, jak mu jest, dlaczego to się stało. Czy rzeczywiście jestem takim potworem, że musiał odejść. Czy zrobiłam wszystko, żeby związek uratować. Dlaczego to się stało. Nie mogę się z tym pogodzić.
                                                                            Miał być ślub, dziecko było w drodze, świeżo zakończony remont kuchni. Wiadomo, że między nami było różnie- było i cudownie, i były kłótnie, jak to w życiu. Przeszliśmy razem wiele- ciężkie czasy, wręcz biedę, bezrobocie, trudny dorabiania się, choroby i śmierć bliskich nam osób
                                                                            Dwa miesiące przed zaplanowanym ślubem partner oznajmił mi, że się zakochał w koleżance z pracy. Nie będę wchodzić w szczegóły całej historii, bo musiałabym tu napisać wypracowanie o objętości encyklopedii, ale po krótce opowiem, że przez miesiąc próbowałam go przekonać, że nie warto niszczyć naszego „ny”- tych wspólnych lat, planów, marzeń. Oczywiście dowiedziałam się jaka to jestem beznadziejna, nasz związek beznadziejny i tak dalej. Ale wtedy myślałam, że są to takie błahe powody, że nie warto dla nich kończyć związku. Jednak mój kochany uważał inaczej, ale żeby nie było, że on się nie starał – zrobił coś na kształt castingu- siadał sobie i rozważał, która z nas jest lepsza, ma bardziej odpowiadające mu cechy charakteru i wyglądu. Raz deklarował, że chce ze mną być, że mnie kocha i nie wyobraża sobie beze mnie życia, że przecież ja jestem jego całym światem i życiem a po 2-3 dniach totalnie zmieniał zdanie, że to nie ma sensu, nie ma czego ratować, że ta jego „przyjaciółka” jest taka wspaniała, cudowna, delikatna, że tak dobrze mu się z nią rozmawia, że nigdy się tak nie czuł. W w czasie dni, kiedy był „na tak” na mnie, zabrał mnie raz na kolację i uznał, że o wystarczający dowód na to, że mu zależy. Kontaktu z nią nie zamierzał zrywać, „bo będzie jej przykro, nie może jej zranić”. Byłam w takim stanie, że byłam gotowa zgodzić się na wszystko, byleby tylko ze mną został. Nawet, jakby mi kazał obie nogi odrąbać. W pewnej chwili dopiero zorientowałam się, że nie jestem w stanie spełnić wszystkich jego żądań- zmienić o 180 stopni swój charakter, zrezygnować ze wszystkiego co kocham i tolerować, że on i tak będzie się z nią spotykał, bo przecież razem pracują. O tym, że mam się wyprowadzić poinformował mnie przez telefon. Zabrałam rzeczy. Potem powiedział, że jestem głupia, że mogłam zostać, bo „on mnie w cale nie wyrzucał, jakbym sobie tak mieszkała z nim jeszcze ze 2-3 tygodnie, on by sobie tak na mnie popatrzył to może by zdanie zmienił”. Potem, że to wszystko moja wina, bo ja byłam… (i tu lista moich wszelkich przewinień), że od dawna się ze mną męczył i że nie jestem kobietą, której on potrzebuje. Że nie chce mieć związku z etykietą „po przejściach”, ale woli sobie zacząć nowe życie z młodszą kobietą, którą „on sobie ulepi tak, żeby jemu pasowała”. Że nie zostanie ze mną ze względu na dziecko, że mam sobie zrobić „z tym”, co uważam za stosowne (ostatecznie ze stresu i wyczerpania i tak poroniłam). I jeszcze że jestem materialistką, pragmatyczką i egoistką, bo przy rozstaniu zażądałam podziału wspólnie kupionych rzeczy. Potem jeszcze wydzwaniał w nocy, że siedzi w pustym mieszkaniu, że nie ma mnie, że on nie wie, jak będzie dalej żył, że mnie kocha i tak dalej. Myślałam, że się ocknął, że uda nam się uratować nasz związek. Rano już było inaczej- twierdził, że oczywiście kocha mnie, ale nie może ze mną być, bo za dużo złego się już stało, że on się zaangażował już w relację z tamtą i ona na niego czeka.
                                                                            Jestem wrakiem człowieka, nie mogę się pozbierać. Nie widzę teraz sensu niczego – życia, dbania o siebie, wychodzenia z domu. Nie mam totalnie ochoty spotykać się z facetami, mam ich dość na wieki. Nie zapomnę go nigdy, innemu już nie zaufam ani nie pokocham. Nie potrafię. Temu oddałam całą siebie. Wyrzuciłam zdjęcia, pamiątki, prezenty. Nie mogę się jeszcze przemóc przed pozbyciem się pierścionka zaręczynowego.
                                                                            Dostrzegłam rzeczy, które były złe między nami, co powinniśmy zmienić już dawno, ale olaliśmy to, bo brak czasu, ciągła pogoń za wszystkim. Ale mimo wszystko boli to, że on nie chciał zawalczyć, że wybrał tą łatwiejszą drogę, wymienił mnie „na lepszy model” jakbym była pralką. A ja uważałam, że on i nasz związek są warte każdego poświęcenia. Nie mogę się z tym pogodzić. Kocham go nadal i nie mogę normalnie żyć.

                                                                            1. Rozumiem co czujesz. Ja też bardzo kocham, może nawet za bardzo był miłością mojego życia (mam 46 lat). Wszystkie rzeczy odesłałam do jego rodziny a pierścionka też nie wyrzuciłam tylko zatrzymałam a kiedyś jak do tego dorosnę to sprzedam… Tylko nie wiem kiedy to się stanie…:-(

                                                                            2. Miałam bardzo podobną sytuację… ja chciałam ratować, naprawiać… on to olał, nie chciał się męczyć… Uważał, że lepiej niech każde z nas znajdzie kogoś nowego i z nim stworzy udany związek. Ból po tych słowach…gdy myślało się, że ja i on rzucimy się w ogień za sobą…a okazało się, że tylko ja jestem do tego zdolna, po wspólnych radościach i problemach.Trzymaj się kochana. Mi pomaga myśl, że nie tylko ja takie rozczarowania przeżywam.

                                                                            3. Kazde slowo bedzie tylko banalem…jestem swiezo moze nie po podobnej historii ale na pewno bolesnym rozstaniu.czekam juz na sam rozwod i na pewno wiele przede mna cieprpienia ale tez wiele za mna. musimy sobie zdac sprawe ze jest pare miliardow ludzi na swiecie ktore zyja bez Twojego faceta i wielu z nich ma sie calkiem dobrze.
                                                                              Na pewno musisz zrozumiec ze to co przezywasz jest jak choroba i musisz sprobowac ja “leczyc”.Jasne przezywaj emocje ale nie dawaj sie emocja Toba sterowac. musisz znalezc inne cele zyciowe i zrozumiec ze zycie moze byc piekne nawet bez niego. to nie jest teoria. to prawda.
                                                                              Przydalaby sie rozmowa z psychologiem jesli jest Ci skrajnie ciezko.Ja chodze,nie wiem czy pomaga…serio:) Kontakt z ludzmi pomaga. Dobra ksiazka (np. Zycie… po rozwodzie).dobry film. wysilek fizyczny.drobne przyjemnosci.staraj sie pracowac nad regulacja oddechu(to nie zart). Misusz znalezc punkty oparcia zyciowego i nowe cele. Tu nie ma ze boli. Potraktowana zostalas okrutnie i z pewnoscia dlugo sie jeszcze nie otrzasniesz ale uwierz mi ze jest zycie po…

                                                                          6. Byliśmy 2,5 roku razem. on pracuje za granicą , ja w Polsce. W grudniu nie mogłam z nim pojechać do mamy, więc pojechał sam. wracał od niej 3 dni i miał wyłączony telefon. Ja siedziałam i się martwiłam.. przyjechał. Nastały wspaniałe dni i w sylwestra się oświadczył. jaka ja byłam szczęśliwa. Minęły dwa miesiące i znów się spotkaliśmy… Wtedy dowiedziałam się, że te 3 dni był u innej i nawet zrobił jej zdjęcia mówiące same za siebie. Pomimo tego, że cholernie kocham i cierpię wyrzuciłam go z domu z całym bagażem. Wiem, że jeszcze trochę potrwa powrót spokoju psychicznego ale uważam, że zaufanie, szacunek to podstawa związku. W tej chwili zastanawiam się ile jeszcze takich jak ja było w całej Polsce… Nie wyobrażam sobie powrotu, brzydzę się nim. Tak się nie postępuje z osobą którą się kocha…

                                                                          7. 12 lat razem dwoje dzieci i nasz związek się rozpadł. Ona postanowiła , że nie da rady dłużej i nie ma sensu i choć ja rozumiem bo od dwóch lat zaczęło się psuć tak na poważnie to ja niestety nie chciałem wierzyć i nie uwierzyłem , że możemy się kiedykolwiek rozstać. Nikt nikogo nie zdradził nei bił nie znecal sie po prostu nie zadbany związek się rozkazuje prędzej czy później. Jestem w totalnej rozsypce emocjonalnej i choć wiem , że muszę się pozbierać choćby ze względu na dzieci to jest ciężko. Na dzień dzisiejszy tez mam podobne myśli , że w każdej chwili kiedy zmieniany zdanie to wrócimy do siebie ale przychodzi otrzezwienie umysłu i myślę tylko jak wrócić kiedy powiedziała , że już nie kocha od wielu miesięcy. ..jaki to by miało sens?no żaden wiec nie ma co się torturowac takimi myślami. Mam to szczęście , że mam siostrę która jest moim ogromnym wsparciem zresztą też przechodzi przez rozwod tylko to ona odeszła ale to dłuższa historia. Mimo wszystko są to najtrudniejsze chwile w moim życiu i bardzo chce żeby to najgorsze minęło.

                                                                            1. Hej …i jak idzie.mam teraz rowniez podobne przezycia . dzieci.rozwod. juz po najgorszej emocjonalnym dnie a nastepnie hustawce jestem…..chyba…bo czasami wraca.
                                                                              Pomagaja ludzie, bog i generlanie jak sie rotzgladniemy to swiat bywa piekny 🙂 niezaleznie od tego jak sie czujemy.

                                                                          8. Mój narzeczony, z którym planowałam ślub, zostawił mnie ponieważ uwierzył w przypuszczenia i oszczerstwa fałszywe swojej matki… Znał mnie na tyle długo by wiedzieć jaka jestem i mnie poznać, ale niestety w jeden dzień tak po prostu to wszystko przekreślił, bo posłuchał słów matki.. Wydawało mi się, że mnie kocha, że jest za mną i, że Jego rodzina również mnie akceptuje… aż nagle okazało się inaczej, nadal nie dociera to do mnie, mimo tego, że to On mnie krzywdził i nie szanował mnie, to ja mu wybaczałam i teraz myślę tylko o tych dobrych wspomnieniach.. Nie rozumiem też, jak ludzie mogą tak krzywdzić innych i jak facet mógł posłuchać swojej matki, a nie spojrzeć na mnie i wysłuchać mnie… Próbowałam zrobić wszystko by przestał uważać mnie za osobę, którą nie jestem, ale nic nie pomogło.. 🙁 Nie wiem kompletnie jak to wyjaśnić, dlaczego tak się stało? ..

                                                                          9. Witajcie,
                                                                            przeczytałam wszystkie wasze wpisy. Naprawdę dało mi to dużo siły, i pozwoliło zrozumieć, że tak po prostu czasami jest. Mój związek rozpadł się po 5 latach. Podobno już nie możemy się dogadać i już do siebie nie pasujemy. Minęły dopiero 3 tygodnie, ale zaczynam rozumieć że tak jest lepiej.
                                                                            Trzymam za nas wszystkich kciuki, nie poddawajcie się. Z każdym dniem będzie coraz łatwiej.

                                                                          10. 3 dni temu rozpadł się mój trzyletni związek. Poniosły Nas emocje i Mój były postanowił odejść, argumentując swoją decyzję presją związaną z oświadczynami. Wczoraj napisał, że nie boi się wspólnego życia a porozmawia ze mną, gdy emocje opadną.Od tej pory cisza.

                                                                            Nie wiem, jak mam sobie poradzić z tą sytuacją ciągle Go kocham mimo zranienia. Czekam, by sam się odezwał, ale nie wiem, ile może trwać taki proces. Czy warto dać jeszcze jedną szansę?

                                                                          11. Ja również przeżywam rozstanie bardzo boleśnie. Po 4 latach związku, w tym 2 latach narzeczeństwa i planowania ślubu (data ustalona, sala zamówiona). W naszym związku bywało różnie, szczególnie na początku. Mieliśmy po 22 lata, ja zakochana do granic możliwości, on jakby mniej. Zachowywał się wówczas jak dupek, oglądał się za innymi, nie miał czasu w weekendy dla mnie itd. Lata mijały, stawał się doroślejszy i lepszy, wiedział co mnie rani i starał się tego nie robić. We mnie jednak budziły się czasem koszmary z przeszłości i też potrafiłam wywołać kłótnie odnosząc się do tego co było. Mylę, że facet zmienił się na lepsze, układało się. Postanowił wyjechać do pracy za granice…ja miałam dojechać do niego po ślubie siostry. Kłóciliśmy się o ten wyjzd, mimo to ja ciągle tego chciałam. Niestety pracy od ręki nie szło tam dostać, a przebywać legalnie mogłabym tylko 3 miesiące. Jedynym wyjściem był ślub cywilny, co jeżeli mając ustaloną date ślubu, chcąc tworzyć rodzine byłoby wg mnie normalnym posunięciem. Jednak od tego zaczął się wielki rozpad tego, co budowane było przez lata. Kłótnie o to, że on tego ślubu nie chce, jego argumenty, że chce tego ślubu tylko, żeby siedzieć i nie pracować bolały bardzo. Dodam, że pracowałam czasem dorywczo, ponieważ miałam studia, które nie pozwalały niestety na znalezienie normalnej pracy, bo grafik był bardzo skomplikowany. Jego mama mówiła mu, żeby się pare razy zastaniwił czy chce ze mną być bo jestem wg niej nierobem. Wracając do sprawy…jakoś się pogodziliśmy. Poszliśmy razem na ślub siostry. On na weselu opowiadał każdej cioci o tym, że bierzemy ślub za dwa lata i u nas będą się bawić niedługo. Po czym po dwóch dniach, w międzyczasie szczęśliwie znalazła się dla mnie praca zagranicą, pokłóciliśmy się o głupoty. Wyszłam z jego mieszkania, żeby ochłonąć. On stwierdził, że wyjście oznaczało, że zerwałam i ciągle trzyma się wersji, że to ja tego chciałam. Co z tego, że po 15 minutach chciałam wrócić…to już się nie liczyło. Nie odbierał telefonów, a właśnie w tym czasie proszono mnie o potwierdzenie tego, że będę pracować tam za granicą. Dopiero jak poinformowałam go, że dzwonią i chcą wiedzieć czy przyjeżdżam na 100%, odezwał się i powiedział, rób co chcesz i tak razem nie jesteśmy, więc odmówiłam. Po tym wszystkim pisałam do niego, błagałam, żeby wrócił…kajałam się niewyobrażalnie. On niestety, bez cienia watpilwości pozostał niewzruszony, powiedział, że nie widzi nas jako pary, nie widzi tego żebyśmy kiedykolwiek razem mieszkali, mieli ślub i dziecko. Powiedział też, że teraz czuje luz, wolność, nie musi myśleć o nas, może tylko o sobie, że psychicznie odpoczywa. Oczywiście oznajmił, że kocha, ale nie możemy być razem ^^ Boli niesamowicie, po tych słowach już do niego nie piszę… Nie wiem co robić ze swoim życiem, nie rozumiem jak można planować z kimś ślub, bo to on nalegał, żeby sale już zamówić i potem mówić takie rzeczy… Wstydze się rodziny, wszyscy wiedzieli, że miałam z nim jechać za granice, że miał być ślub. Myślałam , że to ten jedyny. Teraz, gdy zaczęło się układać, gdy dorośliśmy, poznaliśmy siebie… on ze mną nie chce być. Zazdroszczę też jego kolejnej partnerce…, że jego lata młodzieńcze nie odcisną na ich związku takiego piętna, jak na naszym. W lipcu będzie odmawiał sale weselną…a ja jak taka głupiutka małpka będę czekać na to, że może zatęskni..że może wróci.

                                                                            1. Dodam, że po wielu dniach milczenia napisał do mnie. Napisał, że żałuje tego co się stało, że tęskni i nie ma dnia, żeby o mnie nie myślał. Zapytałam się, czy chce to naprawić… odpowiedział, że nie chce ze mną być. I bądź tu mądry… po co takie zagrania? Ktoś mi to wytłumaczy? 🙁

                                                                              1. Ja Ci to wytłumaczę. Ludzie są durni i tyle. Sam przeżywałem podobną sytuację gdzie moja kobieta mówiła mi że mnie kocha itd. a na boku miała innego. Jak to wyszło na jaw to wielki żal itd. i niby kocha tylko mnie. Później oczywiście znowu ta sama sytuacja. Na takie zachowania nie ma wytłumaczenia.

                                                                            2. Mam 37 lat. dwojke cudownych chlopakow ( 2 i 6 ).
                                                                              7 lat temu poznalem swoja zone. bardzo sie w sobie zakochalismy .pol roku poznieej wzielismy slub…piekne wesele. potem moja wyprowadzka zagranice do niej…pierwsze dziecko…drugie.
                                                                              Mielismy dziwne zycie. moja zona( jeszcze przed rozowdem jestemy) swietnie zawsze zarabiala.stanowiska kierownicze. mi po przeprowadzce zagranice bylo trudno ale uwazam ze sie odnalazlem chociaz zawsze tesknilem za Polska ale czesto tam bywalismy.kupilismy tez dom.
                                                                              trudno opisac w jednym poscie cale zycie. mielismy trudne chwile.. moje choroby i pobyt w szpitalu.
                                                                              od roku zaczelo sie cos psuc, a mze ja nie zauwazalem ze nigdy nie bylo dobrze….albo od dawna. zona nigdy nie byla osoba ciepla(poza okresem zakochania) za to osoba bardzo wymagajaca i czesto wypominala mi ze to ona utrzymuje dom co nie bylo prawda, po prostu zarabiala lepiej. nadrabialem to zajmujac sie wiecej niz ona dziecmi z ktorymi jestem bardzo zzyty a ktore widze teraz razn na dwa tygodnie
                                                                              Nie mam zadnych watpliwosci ze od wielu miesiecy(moze i dluzej) ma kochanka z ktorym wiaze plany na przyszlosc. odzegnuje sie od tego ale symptomow jest tak wiele ze nie zostawia to watpliwosci. dziwne wyjazdy, pozne powroty, delegacje, czeste klamstwa w ktorych nie raz sie gubila.od miesiecy (7 )tez ze mna nie sypiala(a rownoczesnie zalozyla spirale ,to juz bezczelnosc) a ostanie kocham Cie to moze z 2 lata temu slyszalem.nie dala sie pocalowac przytulic ani objac.jakbym byl obcym facetem.
                                                                              strasznie to boli i chociaz nikt nie jest idealem to moim zdaniem przewazyly tu wygorowane oczekiwania wobec mnie…a dla rodziny zmienialem sie tez w praczke , mame , kucharza itp.
                                                                              Rozpadlem sie na kawalki.chodze do psychologa, niby jest nieco lepiiej ale dzisiaj np. wstalem o 2.30 w nocy i nie spalem. wlasnie bedzie moj weekend z dziecmi , ona spedzi go z loverem swoim, zreszta jak kazda wolna chwile.cale szczcescie ze nie mieszkamy w jednym miescie juz bo bym zwariowal chyba.
                                                                              Na poczatku kiedy sobie uswiadomilem jakim bylem frajerem 3 dni nie jadlem. bylo naprawde nieciekawie,zaczalem pali i wciaz pale. staram sie rozmawiac z przyjaciolmi rodzina.wychodze z kumplami.mam z kim rozmawiac. to jest swietne.Ona robi ze mnie hiperzazdrosnego wariata i tyrana i absolutnie oklamuje wszystkich dookola ze nikogo nie ma . wolalbym zeby p tym wszystkim co przezylismy ktos mi to powiedzial prosto w oczy ale wiem jak bardzo onalubi dbac o pozory i to nie wchodzi w gre.zawsze bardzo lubiana, wesola inteligentna w domu bywala zupelnie inna.oschla.pelna zalu i pretensji chociaz byöbym niesprawiedliwy gdybym pwiedzial ze zawsze taka byla.
                                                                              jak sie ktos pojawial( z jej znajomych , moich nie wszystkich lubila,mojej mamy nienawidzila chociaz sie z tym nie outowala) to byl usmiech na twarzy i niemalze euuforia. przed rodzicami udawala przykladna zone.
                                                                              po wielu sesjach moj terapeuta uznal ze z duzym prawdopodobienstwem jest to osoba z narcystycznymi zaburzeniami osobowosci i pokazal mi jakimi mechanizmami poslugiwala sie zeby mnie kontrolowac. mimo mojej calej wiedzy wciaz jest niedowierzanie i poczucie braku sensu.bol.bezsennosc.czasami gniew lub smutek. bywaja juz teraz lepsze dni. ludzie sa swietni a odizolowalem sie od nich na czas malzenstwa niemalze.potrrafilem juz sie smiac i nie myslec calymi dniami o tym co sie stalo.
                                                                              w tym wszystkim sa dzieci o ktorych nie pisze bo mi serce peknie…
                                                                              Ona na pewno kocha dzieci i mam nadzieje ze nie bedzie robila probleow z kontaktami z dziecmi ale tak naprawde facet nie wie do czego jest zdolna zakochana w innym kobieta.
                                                                              to jest znak czasow. kobiety bez skrupolow. z kasa . inteligencja. bez kregoslupa. dla ktorych celem najwiekszym jest bycie podziwiana i bogata. taki samiec alfa na szpilkach.

                                                                            3. Pamietajcie, nie zalamujecie sie tym co sie w waszzym zyciu zdazylo. starajcie sie zyc swoim zyciem ,odnalezc nowy sens ,wcale niekoniecznie z kims innym. tym co wierza w Boga bedzie na pewno nieco latwiej.on ma na nas zwasze swoj plan i jesli mu zaufamy on wyprowadzi nas z doliny cienia na szczyty szczescia chociaz ta droga nie jest latwa ani oczywista.
                                                                              Pisze to wszystko bedac naprawde przygnebiony i zmeczony brakiem snu.bycie dobrej mysli jest tutaj kluczowe i nie wolno zarzucac tej mysli nawet gdy jest coraz gorzej. z natury jestem pesymista ale moj insynkt samozachowawczy mowi mi ze bym upadl i umarl gdybym mial widziec na czarno.
                                                                              Kobiety juz by sie znalazly teraz ale po co…trzeba przepracowac to rozstanie.wyciagnac wnioski, nie popelnic tych samych bledow…skupic sie na sobie i swoich uczuciach,przemysleniach.szukac sposobow na poprawe jakosci zycia.kazdy moze znalezc inny.
                                                                              absolutnie pod zadnym pozorem nie liczmy na to ze ktos wroci i rzuci sie nam w ramiona. to rzadkosc a i do tego i tak sie zazwyczaj zle konczy.trzeba trzezwo zdac sobie sprawe ze to koniec.ze zaczynamy nowe zycie (gorsze czy lepsze to zalezy juz od nas).moim najwiekszym pragnieniem jest wybaczyc zonie. z czystego egoizmu.jesli jej wybacze bede od niej wolny.mam nadzieje ze nastapi ten dzien.oby jak najszybciej.wam zycze tego samego.to nielatwa sztuka i rzadko krotka.

                                                                              1. Ja właśnie wpadłam po uszy. Po 32 latach, po awanturze nie wiem o co wyprowadził się.Jesteśmy dodatkowo związani pracą i chce mnie zwolnić. Uciekłam na zwolnienie i zastanawiam się co dalej. STRACIŁAM MĘŻA I PRACĘ. Wydaje mi się, że to koniec świata. Nie wiem co robić. Zamknęłam się w domu i tylko zastanawiam się dlaczego, co się stało i co będzie dalej. On nie przejmuje się niczym. Bawi się, spotyka ze znajomymi. Tylko słuchy mnie dochodzą, że zachowuje się jakby nic się nie stało. Nie obchodzi go co ze mną.Mój syn nabrał wody w usta i nie chce się wtrącać ( tak mówi). Prawda jest taka, że jest uzależniony od męża i wie, że mógłby dużo stracić.
                                                                                Nie wiem co robić? Jak sobie z tym poradzić? Co dalej i jaki był powód?
                                                                                Znajomi mówią, że po wakacjach pewnie wróci. Pobawi się, wykończy mnie psychicznie, zdołuje i jak już będę u kresu wytrzymałości to wmówi mi, że to moja wina. Tak niestety już było nie raz, z małym wyjątkiem, że pracę miałam pewną. Poradźcie mi jak się z tego otrząsnąć i jak żyć. Jestem załamana.

                                                                                1. Trudno cos doradzac ale jesli to juz nie pierwszy raz to ile razy chcesz przez to przechodzic? jedno jest pewne.musisz stanac na wlasne nogi. szukaj pracy, nie czekaj az sie w tej sprawie cos samo zmieni.
                                                                                  Ci co odchodza absolutnie nie maja empatii w takich sytuacjach.oczywiscie ze nie bedzie sie Toba przejmowal. Musisz to zrobic sama.
                                                                                  Ja tez poswiecilem dla kogos kawalek zycia i zostalem na lodzie.Nie liczmy na innych.jak to sie mowi…umiesz liczyc?Licz na siebie.
                                                                                  Ty rowniez mozesz sie bawic i spotykac ze znajomymi.najgorsze co mozesz zrobic w tej sytuacji to zamknac sie w 4 scianach.Szukaj nowej pracy.znajdz sobie nowe zajecia. wiem ze latwo sie mowi trudniej robi.z autopsji.do tej pory miewam fatalne dni kiedy zyc sie odechciewa ale mam 2 fajnych malych dzieci i wiem ze zycie potrafi byc piekne.

                                                                              2. Po 8 latach zostawiła mnie dziewczyna co najgorsze na koniec usłyszałem że mnie nie kocha świat mi się zawalił wszystko straciło sens jak dalej żyć:(

                                                                                1. hej Koral…ile masz lat…8 lat to tak wlasnie pachnie powaznym kryzysem.tyle lat potrzebowala wlasnie moja zona zeby wystawic mi przyslowiowe walizki za drzwi.
                                                                                  Ciesz sie ze nie zona i zacznij zyc dalej. mniemam ze nie masz nawet 30 lat. cae zycie przed Toba a Twoja dziewczyna byla zaledwie jedna z miliardow dziewczyn na swiecie.
                                                                                  niestety tak to sie zdarza. kazdy chcialby sie zakochac na cale zycie i byc w zwiazku z Ta jedna jedyny badz jedynym ukochanym ale nietety zycie nie jest takie prste i ta sztuka udaje sie zaledwie niewielu ludziom a do tego tendencja jest spadkowa.
                                                                                  Nie ma tutaj rady.musiesz swoje przecierpiec. to jest jak choroba ktora z czasem i z biegiem zycia mija.pomoz sobie.pamietaj ,nie kajaj sie, nie blagaj ani nie pros…to sposoby naszybkie przegranie sprawy. postaraj sie zyc swoim zyciem,
                                                                                  nie zakladaj ze nie poznasz nikogo lepszego czy odpowiedniejszego. zycie uklada rozne scenariusze.
                                                                                  ja wciaz cierpie chociaz juz inaczej niz na poczatku,sprawa wkrotce trafi do sadu.widze sie z moimi chlopcami i kocham ich szalenie.spotykam sie z przyjaciolmi.pracuje.chodze na basen. czasem do kina. impreza sie zdarzyy rowniez.nie udaje ze wszystko ok ale ne zamykam sie w sobie…zony czasami nienawidze czasami wciaz kocham….to trudne i nieprzewidywalne ale nie bedzie trwalo wiecznie.
                                                                                  sytuacje takie sa dynamiczne chyba ze pozwolimy sie sobie zatopic sie w rozpaczy.placz kiedy chcesz,przezywaj,cierp…ale potem idz i zrob cos dla siebie.powodzenia

                                                                              3. Przeczytalem prawie wszystkie komentarze. Nie sadzilem ze ludzie mają rownie po****ne sytuacje.
                                                                                Bylem ze swoja dziewczyna 5 lat. Od samego poczatku staralem sie zebysmy zamieszkali razem. Ze wzgledu na male zarobki i prace na wyjazdach i jej bardzo niskie zarobki bylo to bardzo trudne. Zdecydowalem wyjechac za granice i albo zarobic troche i wrocic, albo zeby do mnie przyjechala. Do czasu wyjazdu za granice byly tez zle chwile i mocne konflikty, ale bylo mnostwo milosci, oboje sie staralismy, zawsze staralem sie dawac 100%. Po wyjezdzie za granice ona wypelnila sobie czas i nie bylo go dla mnie. Jej brat nie chcial zeby wyjezdzala, bo co tydzien robila mu za taxi jak pil, prasowala mu, gotowala, byla na kazde zawolanie. Ja bylem zawsze na drugim planie. On wiedzial i zalozyl firme na nia. To dalo jej jeszcze wiecej obowiazkow i byla w to wmieszana… oczywiscie na poczatku przez x miesiecy robila nie miala kompletnie zadnych korzysci finansowych (tak byla wykorzystywana). Ale spodobalo jej sie to, bo czula sie lepsza… po chyba 8 miesiacach tylko odwlekala przyjazd do mnie. Jak bylem w Polsce, to byly klotnie totalnie z niczego. Potrafila takie awantury robic. Po prostu chciala jakgdyby zebym to ja z nia zerwal. Kiedy juz nie moglem czekac w niepewnosci i postawilem sprawe jasno, ze wracam, albo ona przyjezdza, wtedy urwala kontakt na 2 tygodnie. Potem na kolejne 2 tygodnie i dopiero wtedy udalo mi sie z nia skontaktowac (bo zablokowala mozliwosc kontaktu), wtedy powiedziala ze zrywa. Przez pierwszy miesiac, poltora nie wierzylem w to i nie moglem dopuscic tego do siebie. Bo poswiecilem dla niej wszystko. Potem calkowicie sie zalamalem i poszedlem na dno jak kamien. Minely 4 miesiace, wiem ze ona sie z kims spotyka, a ja czuje bol ktorego nie da sie porownac z niczym innym i chce zeby wrocila 🙁 nie wiem czy wracac do pl czy zostac za granica. Mam 28 lat i probuje pomocy psychologa, bo samemu ciezko jest to udzwignac.

                                                                              4. Witam i dziekuje za ten artykul. Ja jestem 9 lat z moim partnerem . Od jakiegos czasu wciaz slysze ze do siebie nie pasujemy i ze zbyt bardzo sie roznimy i ze nasz zwiazek nie ma sensu. Przez ostatnie 4 lata ja zawsze wyciagalam reke i ratowalam ten zwiazek , ale teraz dochodzi juz do tego ze sokolwiek nie powiem to zawsze jest zle. Notorycznie sie obraza i nie odzywa do mnie po kilka dni. Jestem bardzo zmeczona psychicznie poniewaz wszystko co robie zawsze jest z mysla o nim, przeprowadzka do innego kraju, to co jemy, to co ogladamy a gdy poprosze zeby sciszyl telewizor to jest od razu obrazony. Juz dluzej tak nie moge ! kilka dni temu doszlo miedzy nami do ostrej wymiany zdan i oboje , choc w zlosci powiedzielismy sobie wzajemnie ze to koniec . Najgosze jest to, ze pomimo gniewu i zlosci poczuwam gleboka empatie i strasznie mi szkoda, jego, siebie tego zwiazku. To takie przykre po tylu latach. Wiem ze gdy wroce do domu powinnam z nim porozmawiac o szczegolach rozstania…kto sie wyprowadza, kiedy i wogole , ale boje sie. Natomiast wiem ze jesli nie zaczne tematu i pozostawie to jego decyzji bede sie z tym gorzej czula. Nie wiem jak to ogarnac zeby sie nie zalamac. Pozdrawiam

                                                                              5. Czytam komentarze i jest to bardzo przykre. Mnie facet zostawił po roku związku. Niby nie długo ale cierpię niesamowicie. W ciągu tego czasu kiedy byliśmy razem moje życie diametralnie się zmieniło. Mój partner zaczął bardzo o mnie dbać, wspierać mnie, pomagać finansowo. Wcześniej mieszkałam u rodziców. Dosyć szybko zamieszkałam u niego. Wszystko było ok. Nagle oznajmił mi że to nie to, że zdał sobie sprawę z tego, że oszukiwał sam siebie. Powiedział, że mam wiele pozytywnych cech ale kilku ważnych dla niego mi po prostu brakuje. Wcześniej nic po nim nie było widać. Oznajmił mi wszystko nagle i od tamtej chwili jest zimny jak lód. Powrotu już nie ma. Ból jest nie do zniesienia. Wróciłam do rodzinnego domu i nawet nie jestem w stanie iść do pracy. Nie mogę się na niczym skupić. Kolejna porażka. Były plany na przyszłość, plan założenia rodziny w najbliższym czasie i bum! Wszystko pękło. Czuję się bezużyteczna. Znajomi mówią “ej, spokojnie będzie dobrze” ale ile można cierpieć i walczyć o szczęście. Naprawdę myślałam że jesteśmy świetną parą.

                                                                                1. Elle u mnie było bardzo podobnie jak w Twoim przypadku. Mnie także facet zostawił po roku związku i także z podobnego powodu. Oświadczył, że sam Siebie oszukiwał że kocha. Rany tylko Siebie oszukiwał a mnie już nie. Wcześniej także niczego nie poznałam po nim. Trzeba teraz powoli się pozbierać chodź minął dopiero miesiąc. Także czuję się już bezużyteczna…

                                                                              6. czytam wasze historie i wiem co czujecie sama od miesiaca bo tyle minelo od rozstania jestem w totalnej rozsypce kiedys silna madra piekna kobieta dzis wrak czlowieka dlaczego tak jest nikt nie wie zastanawia mnie wizyta u psychologa jestem tak bardzo uczuciowa ze nie radze sobie z cala sytuacja z checia poznalabym na realu osoby ktore przeszly to co ja by muc polaczyc nasze sily porozmawiac o tym co nas boli pozdrawiam was

                                                                              7. Nie warto ratowac statku ktory juz praktycznie utonal.sama tkwie w zwiazku od 13 lat ktory tak naprawde mnie wyniszcza, ciagle ja daje.ale wzamian nie mam nic. procz ciaglego grania na pc w gry ,nieustannej krytyi jaka to ja nie jestem zla, tepa i ze debil,,i nie umie do mnie to dojsc ze moge byc w zyciu szczesliwa.. totalnie zdeptana przez faceta,, stlamszona,, zagubione poczucie wlasnej wartosci

                                                                              8. Witam,
                                                                                nie radze sobie mam mysli nie z tej ziemi..
                                                                                Mam 24 lata, byłąm 4 letnim zwiazku. Zostawil bo twierdzi ze przymnie sie nie rozwija, ze jestem nikim bo nie mam matury, ze mu nie zalezy, nie kocha. Ze nigdy bym nie była matka naszych dzieci. Bardzo mi na ublizał ostanio. Popelniłam pewien bląd… jego rodzice remontowali dom ktory kupił i moja rodzina chciala pomoc on odrzucil pomoc. Wkurzylam sie i ktoregos dnia powiedzialam mu ze jego rodzice sie bawia z robota, ze moi zrobili by szybciej. Przekazal im to i obrazili sie. On uwaza ze klamie ze go kocham, ze lece na kase jego (nigdy nie prosilam ani o jeden grosz jego). Nie mam gdzie sie podziac, jestem po zabiegu wydłuzania nogi aparatem ilizarova, u rodzicow nie moge zostac dluzej, bo kaza mi sie wyprowadzac, bo miejsca nie maja. Nie mam pracy bo czesto bywam w szpitalu i pracodawca nie przedłuzyl mi umowy….

                                                                                nie mam juz siły walczyc ..

                                                                                1. ciężka sytuacja … powinnaś chyba jednak z rodzicami się mimo wszystko dogadać, wyjaśnić im sytuację, że ich rozumiesz, ale w tej sytuacji nie masz innego wyjścia, jak zostać u nich, bo Twój związek nie ma przyszłości.
                                                                                  Daj sobie spokój z tym facetem, powiedz mu uczciwie, że jak Ci nie wierzy i nie ufa, to nie widzisz z nim swojej przyszłości – koniec dyskusji.
                                                                                  Ponadto jesteś młodą osobą, dużo jeszcze przed Tobą – zawsze po deszczu wychodzi słońce i tej wersji się trzymaj.
                                                                                  Nie poddawaj się.

                                                                              9. Witam. Poznalem sie z dziewczyna na wycieczce i zaczelismy sie spotykac. Ona byla z innego miasta i po paru miesiacach wprowadizla sie do mnie do domu. Zakochalem sie strasznie w jej osobie kiedy ja poznawalem. Byla troskliwa, opiekuncza i namietnosci tetnila miedzy nami. Ona lubi przestrzen i jest introwertykiem co mi w sumie pasowalo, poniewaz tez mam sporo pracy, zajec i hobby. Ona w sumie nie miala zadnego hobby poza ksiazkami i psychologia. Przez problemy tarczycowe bierze hormony. Jej zmiany sa tak zroznicowane, ze praktycznie nigdy nie pokrywaly nam sie dni wolne. Co za tym idzie, malo spedzanego czasu, ale jakos na to nie narzekala. Ona w sumie ma chroniczne zmeczenie przez zmiany jakie wykonuje, potrafi spedzic w lozku sporo czasu. Zaakceptowalem to wszystko i pokochalem ja taka. Ja z drugiej strony jestem osoba energiczna, dynamiczna i elastyczna. Poczulem, ze musze sie nie troche zajac, gdyz jej jadlospis tez nie byl urozmaicony. Wiec, zaczalem gotowac, kupowac kwiaty raz w miesiacu, sprzatac i robic wszystko co w mojej mocy by tylko pojawilsie usmiech na jej twarzy. O sobie dodam tyle, ze lubie wypic sobie pare piwek na wieczor, ale nigdy nie robie awantur i nigdy jej nie uderzylem ani na nia nie krzyknalem. Z czasem zaczal jej przeszkadzac seks. Jak na poczatku nie bylo z tym problemu tak stwierdzila, ze ona seksu nie potrzebuje i nie czuje pozadania i moze zyc bez seksu w zupelnosci. Nie spodobalo mi sie to i ona dobrze wiedziala o tym chociaz przemilczalem to i postanowilem odczekac jakis okres czasu i nic nie inicjowac. Dodam ze w ciagu dwoch lat zainicjowala seks tylko raz. Mijaly miesiace i nic. W koncu zaproponowalem prysznic i wysmiala mnie mowiac ze nigdzie ze mna nie idzie. Gdy przyszlo do wspolnego urlopu powiedziala, ze nie chce ze mna jechac bo sie wypalila. Rozmawialismy tamtej nocy sporo. Tulilismy sie i powiedziala mi, ze ma wyrzuty sumienia, ze jestem taki dobry, a ona nie czuje tego co by chciala czuc. Po tym okresie bylem dalej soba, gotowalem dla nas, sprzatalem, upowalem jej kwiaty ale z jej strony bylo juz zero wdziecznosci, jedynie tylko w moim odczuciu puste slowa “Dziekuje, nie musiales.” Zapytalem sie dlaczego dalej odwzajemnie przytulenie jak ja przytulam, dlaczego przyjmuje pocalunek w czolo czy w policzek, w odpowiedzi dostalem “Bo jestes taki dobry … ” Zmeczylo mnie to i od pary tygodni zdlawilem w sobie to uczucie i zaczalem sie hamowac ze wszystkim. Kontakt utrzymalem tylko na czesc, gdyz dalej ze soba mieszkamy w oddzielnych pokojach tyle co sie spotkamy w kuchni raz na pare dni (oddzielne zmiany). Powiedziala, ze szuka mieszkania i ze sie wyprowadzi pare tygodniu temu. Wtedy jeszcze sie pytalem czy tego chce. Powiedziala, ze juz podjela decyzje. Ostatnio zartowalismy chwilke, takie gadanie o niczym i poprosilem ja czy moglaby sie wyprowadzic wczesniej jezeli to mozliwe. Ciezko mi grac kogos kim nie jestem. Ciezko mi ja mijac i mowic tylko czesc bez przytulania, bez rozmow, bez jak minal dzien. Widocznie jej to odpowiada. Czekam juz tylko jak sie wyprowadzi, ale z drugiej strony boje sie tego, bo teraz mam swiadomosc, ze jest blisko i moge ja widziec i uslyszec chociazby te czesc. Dzieki za przeczytanie. Chcialem to wyrzucic z siebie, gdyz praktycznie nie mam nikogo do pogadania.

                                                                              10. Witam was wszystkich tu zaglądających!!!!!!!!!!
                                                                                Napewno was tu nie przywiały sprzyjające wiatry, lecz huragany życia. Wydaje mi się że po pierwsze musimy przestać czuć się jak ofiary. Porzucić wszelkie myśli o tym i przestać pielęgnować to ziarno w sobie. łatwo powiedzieć trudniej zrobić.
                                                                                Oto moja historia.:
                                                                                Jest wrzesień 1998 r. zakochana po uszy para zaręcza się, ale dochodzi do gwałtu na mnie. Początkowo wybranek wspiera mnie i chce być nadal, ale odradza policję bo mała miejscowość. Przychodzi grudzień jestem w ciąży. Nawet mi nie przyszło do głowy że to po tym gwałcie, ale jemu tak i kropla drąży skałę. Postanawiam odwołać ślub w grudniu do momentu wyjaśnienia sytuacji. On zapewnia że to nie ma znaczenia. Miało 12 lat byłam kórwą, dziwką którą można było bić i poniżać. Dostaje wyrok 5 lat na 3 zawiasy za znęcanie. Ja odchodzę mam 33 lat i wyjeżdżam z zadupia nie sama bo z 20 letnim sąsiadem który jako jedyny udziela mi wsparcia. Rodzina wszyscy siadają na mnie że męża nie doceniam i odcinają się odemnie. Dodam złożyłam wniosek o rozwód. Młody człowiek w 100% dbał o mnie ale chciał mieć dziecko . Nie mogłam mu go dać i miesiąc po wspólnym wyjeździe zadecydowałam że należy to przerwać. Dwa lata mija od kąd nie jestem z mężem kiedy najstarszy syn zaczyna eksperymenty z narkotykami i hulaszczym życiem. Przyjmuję go i daję szansę by naprawił wszystko co schrzanił. Syn daje w tyłek coraz bardziej oddalamy się z mężem choć początek był niezły. Jest jak w kołysce jak mąż szaleje młody siada na tyłku i na odwrót. Całe 5 lat sama z wariatami i jeszcze dwójką młodszych dzieci. Jedyna mądra rzecz jaką zrobiłam to fakt że poszłam na studia za pół roku kończę magistra fizyki. Bo? Właśnie dlaczego? Rok temu syn i mąż równocześnie zaszaleli. Syn narkotyki i układy mafijne, a mąż spotkał starą miłość. Czekałam do sierpnia by jak przyjedzie pomógł mi i niestety on miał wczasy – bawił dwa tygodnie na hotelu z panną. Wydzwaniał że pije 10 dni i bierze amfę, więc poinformowałam jego rodzinę o zaistniałym fakcie. A oni ładnie wysłali go do Francji. Z powodu syna i ojca mojego który chorował na raka zgodziłam się dać mu kolejną szansę po podpisaniu u notariusza oświadczenia że pozostajemy w separacji a on przyznaje się do wszystkiego co zrobił i będzie nad tym pracował. Jak szybko podpisał tak szybko znalazł wymówki by nic więcej nie zrobić. Ojciec umarł, syn się nawrócił. On był kiepską podporą ale był jakąś. BYł okres dwóch miesięcy że serio odmienił się zaczęłam mu ufać i zaczęło mi zależeć na nas. Kiedy mu to powiedziałam zaczął się horror. Urywane telefony, milczenie pretensje. Dodam całe trzy miesiące nie było go w domu. Wybaczyłam bo tłumaczył się depresją. Przyjechał w piątek a w sobotę rano doszło do czegoś co wcale nie powinno się wydarzyć. Córka wykrzyczała mu prosto w twarz że go nienawidzi, że ją zranił i zaburzył jej poczucie bezpieczeństwa. On na to wypchnął ją za drzwi mieszkania(wychodziła do pracy)mówiąc “Spadaj”. Dostał odemnie w twarz i zabrał się w sobie wiadome miejsca. Teraz kurwami jesteśmy z córką, a ja największą mącicielką w rodzinie. Nie wiem co on sobie wyobrażał ale nie zadaję się z ludźmi którzy mnie nie szanują.

                                                                              11. Witam wszystkich,

                                                                                Moja historia jest równie smutna i dołująca, co pozostałe – po ponad siedemnastu latach związku z dziewczyną (szkolna miłość, która skutkowała oblaną maturą, późniejszym porzuceniem studiów na potrzeby weekendowych spotkań, docelowo utratą szansy na normalną rodzinę), która dosłownie odwlekała i odsuwała od siebie wszelkie poważne życiowe decyzje (takie jak oficjalne zaręczyny, ślub, zamieszkanie razem, posiadanie potomstwa itd.), a ponadto wmawiała mi, że bardzo mnie kocha, że tak właśnie jest w każdym związku i nie pozwalając odejść od siebie (można wierzyć lub nie, ale tak właśnie było – nachodzenie w domu, nachodzenie w pracy, spamowanie wiadomościami, nie wypuszczanie z mieszkania). Stosunkowo niedawno namówiła mnie na zmianę pracy argumentując to wyższym wynagrodzeniem, rozwojem osobistym i zaniechaniem dalszego wykorzystywania mnie przez dotychczasowego pracodawcę, a w niedługim czasie po złożeniu wypowiedzenia oznajmiła mi, że ma dosyć tego związku i że potrzebuje przerwy (po kilku godzinach za pośrednictwem komunikatora zamieniła to na definitywny koniec z uzasadnieniem, że od trzech lat mnie już nie kocha i że możemy zostać przyjaciółmi, ale późniejszy brak jakiegokolwiek zainteresowania i empatii z jej strony rozwiał moje nadzieje). I tak oto z dnia na dzień zostałem sam, a każda próba kontaktu, ratowania związku, rozmowy (inicjowane wyłącznie z mojej strony) kończyły się informacją, że to wszystko jest wyłącznie moją winą, że mam się już nie łudzić i że sam jestem sobie winien. Po niemal czterech miesiącach okazało się (potwierdzona informacja), że pomimo jej wcześniejszych zapewnień o braku kogoś innego, scenariusz okazał się wyjątkowo banalny – zostawiła mnie dla prawie dwadzieścia lat starszego faceta z dwójką dzieci, który na dodatek jest jej szefem (dyrektorem) w dużej instytucji. W rzeczywistości zbliżał się okres urlopowy, a oni mieli już wszystko zarezerwowane i zwyczajnie musiała się mnie jakoś pozbyć nie zdobywając się na odwagę przyznania się do zdrady, romansu i nie obarczania wyłącznie mnie winą za zaistniała sytuację.

                                                                                Podsumowując – nie bardzo wiem, jak mam sobie z tym poradzić, jak zapomnieć, jak odnaleźć radość z życia, wreszcie jak zaufać innej kobiecie…

                                                                              12. A co ja mam powiedzieć? Jestem w 5 miesiącu ciąży i niedawno dowiedziałam się, że mój partner będąc w Niemczech zdradzał mnie. Obiecał poprawę, przyrzekał, że to koniec. Wybaczyłam i postanowiłam zaufać. Tydzień temu pojechał do Niemiec, kontakt się urwał. Dzisiaj zadzwonił i powiedział, że z nami koniec. Zostawił mnie w ciąży i naszą 4-kę dzieci. Jak przetrwać taki ból???

                                                                              13. Witam ja odeszlam od chlopaka z dwójką dzieci po 9 latach zwiazku jest mi bardzo trudno ale mam obok siebie moja rodzine ktora pomaga mi jak moze. Byly partner obiecywal poprawe zawsze konczylo sie to tylko na obiecankach wybaczylam zdrade byl to dla mnie cios w serce ale tak kochalam ze wybaczyłam. Znowu obietnice koledzy piwko ja czekalam w domu z dwójką dzieci na powrót znów obiecanki itd. W koncu nie wytrzymałam spakowalam walizkę najważniejsze rzeczy i pojechalam do siebie i tak tez tu zostalam poczatki masakra ból cierpienie obwinianie sie za wszystko po woli stanelam na nogi i stoje wkoncu mialam dla kogo. Życzę wszystkim zranionym upokarzanym i cierpiącym kobietom wytrwałości i wiary w lepsze jutro. Za błędy przepraszam

                                                                              14. Witam wszystkich,
                                                                                Czytając Wasze historie wierzę w Was. Odzyskanie równowagę w życiu. U siebie jest trochę gorzej.
                                                                                Zakochałam się tak, jak nigdy wcześniej, zapewne znacie to uczucie. Zawsze stroniłam od relacji damsko-męskich, byłam zajęta sobą,swoim rozwojem. Jednakże zobaczyłam Go, uśmiechniętego i dowcipnego chłopaka. Zakochaliśmy się, jednakże mi już wtedy pojawiła się pewna lampka – alkohol. Nigdy nie wiedział kiedy skończyć, kiedy przestać pić. I zaczęły się coraz większe problemy których chyba nie chciałam dostrzec. Zamieszkaliśmy ze sobą, a on był coraz bardziej agresywny i wulgarny. Po roku przyjaciele mi mówili, bym coś z tym zrobiła. Robiłam – znosiłam to i przyjmowałam przeprosiny. Pewnego razu stwierdziliśmy, że to czas by poszedł na terapie. Poszedł – po Naszym ciężkim rozstaniu jest DDA. Był taki jak jego ojciec – przykłady, jeśli nie dochodził alkohol bądź kac. Myślałam, że się z tego pozbieramy.. Nie.. Po rozstaniu pocałował mnie pewien mężczyzna – powiedziałam mu od razu. Przez trzy miesiące było nawet ok. Spotykaliśmy się, rozmawialiśmy. Znów mi mydlił oczy.. Był na terapii może dwa razy.. I stało się. Jednego dnia – kocham Cię nad życie i tęsknie, drugiego, że mi nie wybaczy i mam spie*dalać. Mało brakowało a doszłoby do tragedii. Wszyscy się cieszą z mojego otoczenia, bo nie mogli patrzeć, że z roześmianej dziewczyny zrobił wraka człowieka. Jednakże tęsknie za nim. Do tego tygodnia miałam nadzieję, że się zmieni, że będzie wszystko dobrze. Mam tak serdecznie dość.. Nie chce nikogo innego i wiem, że może to niezdrowe, ale zrobiłabym wszystko, by teraz cofnąć czas. Może za mało go wspierałam? Może to moja wina? Może każdy ma wady więc wyzwiska i awantury to nic? Mimo wszystko wciąż go kocham. Z dnia na dzień go nie ma w moim życiu..

                                                                              15. Czy przytrafiło się komuś z Was kiedykolwiek coś podobnego?

                                                                                Mieszkam w Niemczech, pracuję w zakładach lotniczych. Fizycznie, choć płaca, warunki, motywacja – wyjątkowo dobre. Tak było do pewnego czasu, gdy…

                                                                                Jedna z koleżanek z pracy (Niemka z okolicy) zaczęła się mną interesować. Ja pozostawałem długi czas dość neutralny, jako, że ona 12 lat młodsza i ma partnera, z którym buduje dom. Mimo to zaczęła mi okazywać dużo zainteresowania, pomagała mi, robiła dla mnie mnóstwo małych, miłych rzeczy. Zaczęliśmy coraz więcej konwersować, zaczęły się dyskretne spotkania, jeszcze bez seksu. Rozumieliśmy się coraz lepiej. Zależało mi, żeby nie wchodzić z butami w jej życie i wielokrotnie ten temat poruszaliśmy. Tymczasem jej związek psuł się (nigdy nie był dobry), a ich nowy dom był już prawie gotowy. Ona coraz bardziej skłaniała się ku mnie, a ja niestety ku niej… Straciłem samokontrolę. Pewnego dnia sprawa naszego prawie-romansu wyszła na jaw w jej związku. Gigantyczne awantury, zerwanie. Ja starałem się być honorowy i zaproponowałem, że zniknę natychmiast z jej życia aby ratować to, co oni razem osiągnęli. Stanowczo odmówiła. Odeszła od tamtego, zostawiła nowy dom i wynajęła mieszkanie. Zaczęliśmy na poważnie. Bardzo się zakochałem. Było fantastycznie. Nie było żadnych konfliktów. Idylla wręcz, rzec by można. Do czasu.
                                                                                Gdy wróciłem z po urlopie w Polsce do pracy, jej stosunek do mnie zmienił się nagle o 180 stopni. Ignorowanie, niechęć, unikanie. Stało się dla mnie jasne, że właśnie zostałem porzucony dla kogoś. Rozpacz. Jednak to czubek góry lodowej. Fakt jej bliskiej znajomości ze mną i jej kulisów wydał się w pracy i wzbudził falę nienawiści i zawiści wymierzoną we mnie. Także wśród części przełożonych. Ot, ludzie z prowincji. Ona została zmanipulowana i nastawiona przeciwko mnie za pomocą iście goebbelsowskich metod. Ja jestem mobbingowany i obrzucany oszczerstwami za plecami. Nasi sympatyczni sąsiedzi pokazują inne oblicze…

                                                                                W tej chwili jestem u kresu sił. Dylemat: zostać w pięknej okolicy, zarabiać i ryzykować poważne problemy psychiczne, czy uciekać i zaczynać kolejny raz życie od nowa w wieku 38 lat…
                                                                                Będę wdzięczny za wszelkie komentarze.

                                                                              16. U mnie zakończyło się 10 letnie małżeństwo. 16 lat razem, moja wielka pierwsza miłość. Kiedyś zakochani w sobie, potem przyszło na świat pierwsze dziecko. Bardzooo długo się o nie staraliśmy. Zakochałem się w synu niemiłosiernie, kichnął prychnał w nocu a ja już stałem nad łóżeczkiem. Stał się dla mnie najważniejszy i to trwało prawie 2 lata.
                                                                                W tym czasie żona poszła na tor boczny, w łóżku przestało być fajnie, życie codzienne stało się szare. Oczywiście miewaliśmy te lepsze i te gorsze momenty. Z najgorszych było to, że żona pocałowała się z innym facetem. Tylko pocałunek, a moje zaufanie do niej updało. Nigdy tego nie wybaczyłem, często wracało i bolało bo wiedziałem, że to pierwszy krok do czegoś gorszego, a jak już go zrobiła to nie będzie się bała wykonać następnego…
                                                                                Ale jakoś to przetrwaliśmy. Po paru latach przyszło na świat kolejne dziecko, jakoś nam się żyło, ale wiem że stałem się oziębły. Po tamtym pocałunku wciąż moja wiara i zaufanie się nie odbudowało (a minęło parę lat). Nie okazywałem żonie uczuć, chociaż je miałem w środku. Może bałem się że jak powiem że jest ładna i kochana to ucieknie do tamtego. Że upewni się w tym ile jest warta. Teraz wiem że na kobiety to działa odwrotnie, że to by ją mogło zatrzymać, ale czasu nie cofnę i błedu nie naprawie.
                                                                                Nigdy nie byłem obsesyjnie zadzrosny, nie kontrolowałem telefonu ani facebooka. Chciałem wierzyć że jest ok.
                                                                                Ostatnie parę miesięcy, los i my sami wystawiliśmy się na próbę. Zaczęła się największa kłótnia w moim życiu. Ubliżaliśmy sobie od najgorszych, wyrzucaliśmy pretensje i problemy z przed lat, których kiedyś nie przegadaliśmy i nie rozwiązaliśmy, bo przecież po paru dniach było ok więc nie trzeba do tego wracać. I to był błąd…
                                                                                Kłótnia doprowadziła do tego, że dom wystawiliśmy na sprzedaż, ale wciąż w nim mieszkaliśmy. To był pokaz siły, wbijanie szpili tak aż zaboli, jedno drugiemu i na zmianę. W tej całej kłótni, która trwała 4 miesiąca ona chciała mnie znisczyć, zabrać dzieci, większą część domu. Wśród znajomych zrobiła ze mnie potwora – to wszystko po to żeby później łatwiej zrozumieli dlaczego ona się rozwodzi i odchodzi.
                                                                                W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że nie mam już nad tym żadnej kontroli, ona wypełniała paiery rozwodowe, walka o dzieci kto kiedy i jak się nimi będzie zajmował. Nasze życie staneło nad przepaścią Było bardzo źle, ale w mojej głowie to była wciąż kłótnia. Niestety nie w jej.
                                                                                Zaczęła się spotykać z innym facetem (ja o tym wtedy nie wiedziałem), wychodzić wieczorami itd. Domyślałem się, ale jak się zapytałem to mówiła że nie ma nikogo. To była nieprawda. Zdałem sobie sprawę, że nie mam żadnego wpływu na nią i na to co robi i poprostu poddałem się z tym wszystkim. Zgodziłaem się na sprzedaż domu, na papiery rozwodowe, nie robiłem z niczym problemu, przestałem walczyć. Przeprosiłem ją, zrozumiałem swoje błedy, otworzyłem się, ale ona nie chciała słuchać, nie uwierzyła a to było najbardziej szczere jak tylko potrafiłem. Prosiłem ją o to żebyśmy poszli po pomoc, że z pomocą psychologa damy radę, ale ona nie słuchała. Nie słuchała nikogo z otoczenia, ani mnie ani rodziny. Ziała tylko do mnie nienawiścią.
                                                                                Wciąz mieszkaliśmy razem w jednym domu, ale w osobnych sypialniach. Po paru tygodniach będąc w pracy dostałem od niej wiadomość, że przeprasza. Strasznie się ucieszyłem, tego dnia nie myślałem o niczym innym jak o tym co zrobię żeby być lepszym dla niej, jak ponownie włążę obraczkę na jej palec ślubny, że pojedziemy na super wakacje bo zasługujemy. Miałem tysiąc pozytywnych myśli na minutę. Po powrocie do domu i gotowy na rozmowę o tym jak naprawimy nasz związek usłyszałem: zdradziłam cię, zdradziłam z tym samym kolesiem, zktórym pocałowałam się parę lat temu.
                                                                                W pierwszym momencie nie poczułem gniewu i złości, nie docierało chyba do mnie co ona mówi. Ja tu przyszedłem naprawiać siebie, nas i walczyć a ona mi wbija nóż prosto w serce. Gniew i złość i żal przyszły po paru dniach. Robiłem wyrzuty, gryzłem się z tym, zacząłem się porównywać do niego, co jest ze mną nie tak, czy ja jestem gorszy? I tak kolejne parę tygodni. Ona mówiła, że przyznała się bo chce zbudować nasz związek od początku, na szczerości, że zrozumiała swój błąd, że rodzina jest najważniejsza. Przypominała mi nasz dzien ślubu i wiele innych cudownych momentów z naszego życia. I chociaż od zawsze powtarzałem, że zdrady nie wybaczę to zacząłem się zastanawiać czy może nie spróbować, bo przecież mamy dwojkę cydownych dzieciaków, dom, tyle nas łączy… Tylko w tym wszystkim co mówiła i jak się zachowywała cały czas mi coś nie pasowało. Nie widziałem tej prawdziwej szczerości, tego poczucia winy za najgorsza krzywdę jaką można wyrządzić sobie na wzajem. Nie widziałem tego zrozumienia własnego błedu.
                                                                                Ale potem wyszło na jaw dlaczego napisała to przepraszam, dlaczego chciała znów być razem. Bo jej nowy facet się nią zabawił i ją po paru tygodniach zostawił. Tego mi oczywiście nie powiedziała. Dowiedziałem się od innych. Po konfrontacji przyzała że to prawda i wtedy po raz kolejny mój świat runął. Bo wszystko co mi mówiła, sposób w jaki prała mi głowę, jak chciała mną zmanipulować to wszystko było tylko dlatego, że jej drugie życie się posypało. To wszystko to było kłamstwo. Brnęła w nie, wciagąjać przy tym rodzinę i znajomych.
                                                                                Nie docierało do mnie jak można zrobić coś takiego drugiej osobie. Chociażby z szacunku że byliśmy 16 lat razem, nie powinna kłamać.
                                                                                Ja nie znając prawdziwego powodu jej porotu, codziennie myślałem czy nie spróbować znów, nie przełknąć tego, zagryźć zęby i się poświecić. Tym kłamstwem pozowiła mi na to, że w pracy dostawałem napadów płaczu, zadręczałem się myślami.
                                                                                Znów przechodziłem hustawki humoru, jednego dnia jej nienawidziłem, a innego docierało do mnie że chyba ją wciąż kocham. Wspomnienia nie pomagały w tym w ogóle. Miałem ciągłą walkę serca z rozumem. Rozum mówił, nie to koniec tam nie ma przyszłości, a serce nie chciało odpuścić, porzucić tego co nas łaczy. Nie mogłem spać, budziłem się w nocy z koszmarami. Zatraciłem poczucie głodu, schudłem 8kg.
                                                                                Przeszedłem przez wszystkie etapy emocji jakie towarzyszą po zdradzie. Znów przechodziłem żałobę, płakałem jak bóbr chociaż wcześniej przez lata nie uroniłem łzy.
                                                                                Jej świat też się zawalił, ale w każdej rozmowie ona wciąż mnie atakowała. Próbowała zrzucić to poczucie winy na mnie. Obarczyła mnie całą winą za to co się stało. Co rusz wyciągała jakieś złe momenty z przeszłości i przyczepiała je do tego co się dzieje. Wmawiała mi, że ona próbowała ze mną rozmawiać miesiące wcześniej przed tą wielką kłótnia. Tylko dla mnie to nie była rozowa; to były pretensje i rządania. Nigdy nie doszliśmy do źródła problemu.
                                                                                Jestem optymistą, który twardo stąpa po ziemi. Nie podejmuje decyzji pochopnie, wszystko przeanalizuje, rozpatrze każdą opcję. Nie potrafiłem jej znienawidzić na stałe, to uczucie przychodziło ale za chwilę mijało.
                                                                                Widziałem, że jej też jest źle, że cierpi. Zoferowałem, że dopóki mieszkamy w tym domu to na ile będe mógł to jej pomogę. Oczywiście mi samemu też było ciężko, miewałem napady złości, żalu, gniewu i płaczu. Tylko dzieciaki mnie napędzały, wiedziałem że to dla nich muszę się szybko pozbierać i żyć dalej, zadbać o ich przyszłość.
                                                                                Przegryzałem to powoli w sobie. Walka rozumu z sercem wciąż trwała, ale rozum zaczął wygrywać. Dziś napisałem list do żony. Nie był to list obwiniający ją, tylko list o tym co czuję i jak ta cała sytacja na mnie wpłynęła. O tym jakie wnioski z tego wyciągnałem na przyszłość i co chcę zrobić z tym dalej.
                                                                                Zdałem sobię sprawę, że w przeszłości zawiniłem, nie zachowywałem się jak mąż, partner, przyjaciel. Nie zadbałem o jej potrzeby, tylko odsuwałem się powoli na bok. Jasne dbałem o to żebyśmy żyli na poziomie, dbałem o dom, remontowałem, robiłem masę nadgodzin żeby na wszystko nam starczało. Ale nie rozmawiałem z nią. Zabrakło nam dialogu, wspólnych zainteresowań, wspólnych momentów i to powoli nas oddalało od siebie.
                                                                                Zrozumiałem też, że i ja nie byłem w tym szczęśliwy. Jej codzienne pretensje i kłotnie, moje zmęczenie, stres w pracy i problemy życia codzniennnego sprawiły, że nie czułem ochoty na zbliżenie, przytulenie. Moja więź emocjonalna do niej stawała się coraz cieńsza. Przestałem się cieszyć z życia. Wyremontowany dom, super fura na podjeżdzie ucieszyły tylko na chwilę. Przestałem doceniać czas z rodziną, bo się wiecznie kłóciliśmy. Chciałem jej unikać, żeby się w końcu zamknęła i dała mi świety spokój.
                                                                                Przez tą kłótnię zrozumiałem, że nie chcę takiego życia, ja znów chcę być taki jak kiedyś, pogodny i zabawny, cieszyć się z głupot, wygłupiać się na codzień i w łóżku, mieć satysfakcję z zabawy z dziecmi. Chcę żyć.
                                                                                I zdałem sobie sprawę, że to nigdy nie nastąpi dopóki będę z moją żoną. Obojętnie jak mocno byśmy się nie postarali, to te myśli i to co się stało by do mnie wracało. Gnębiłbym się tym w życiu codziennym, a ją pewnie w każdej drobnej sprzeczce. To co się stało wyryło w mojej głowie obraz nieodwracalny, nienaprawialny. Zdałem sobie sprawę, że wydarzyło się tak wiele, że tego się już nie da odbudować, a każda próba naprawy byłaby odroczeniem wyroku.
                                                                                Pogodziłem się z tym co się stało, dzieje i stanie. I chociaż nie wiem co przyniesie przyszłość (mam 33 lata) to wiem, że kiedyś przyjdzie ten moment, że znow poczuje się szczęśliwy, że bedzie tam ktoś dla mnie a ja dla kogoś – tak jak było wcześniej między mną i żoną. Tylko tym razem nie popełnie tych samych błedów. Będe otwarty w okazywaniu uczuć i będę o to zabieagał.

                                                                                Mineło zaledwie parę tygodni od tego wydarzenia, a ja dziś mogę powiedzieć że jest mi w końcu lepiej. Co mi pomogło? Napewno pogodzenie się z tym, że to co się stało jest nienaprawialne. Wiem, że cięzko jest odpuścić i zostawić osobę z którą się spędziło połowę swojego życia, ale dla mnie innej drogi nie ma.

                                                                                Na końcu listu napisałem: żegnaj (imię żony).

                                                                              17. nie wiem od czego zacząć ale chyba tu mało kto wie jak zacząć jednak wszyscy to w jakiś sposób rozumieją.
                                                                                a więc tak
                                                                                byłem w nieformalnym związku 8 lat od początku słyszałem że jestem miłością życia, tym na którego się czeka całe życie itd że teraz to już tylko ja albo nikt
                                                                                wierzyłem w to bardzo mocno (miłość jest ślepa i głucha) od pewnego czasu coś się zaczęło psuć chociaż tego nie dostrzegałem albo nie chciałem widzieć. coraz mniej czasu dla Nas jakieś telefony sms o dziwnych porach ale przez myśl mi nie przechodziło że coś może być …… 28 października przez przypadek odkryłem w telefonie sms od tego drugiego była ich cała masa (nawet nie kasowała czuła się tak pewnie) treści nie będę przytaczał ale ja takie dostawałem tylko na początku. przez pierwsze dni nie docierało to do mnie dusiłem w sobie nic nie mówiąc że wiem 1 listopada nie wytrzymałem i powiedziałem oczywiście na początku było zaprzeczanie później przepraszanie i źal za to co się stało. chciałem uwierzyć ale chciałem mieć jakiś dowód na potwierdzenie więc zacząłem się bardziej przyglądać niestety wszystkie sytuacje były podejrzane i dwuznaczne ale głupi cały czas miałem nadzieję że będzie dobrze. próbowałem prośbą groźbą dać czas na zastanowienie. za każdym razem słyszałem że chce próbować odbudować to co było. ile ja łez wypłakałem i co się ze mną działo (dzieje nadal) to tylko ja wiem (lekko nie jest) parę razy słyszałem że to koniec że potrzebuje czasu jak głupi to ja prosiłem wtedy o jeszcze jedna szansę. ale z biegiem czasu coraz bardziej to zaczęło do mnie docierać postawiłem warunek że do końca tygodnia chce znać odpowiedź ja czy ten drugi, oczywiście usłyszałem że ja jednak znowu było mało czasu dwuznaczne sytuacje itd. po miesiącu tj 1 grudnia usłyszałem że potrzebuje czasu że chce być sama itd. spakowałem rzeczy i się usunąłem (z nadzieją że to chwilowe że wszystko będzie dobrze że naprawdę potrzebuje czasu) niestety na drugi dzień widzę że jest z tym drugim jakby nigdy nic jakby mnie nie było.
                                                                                głupieje nie wiem co mam robić 🙁
                                                                                wiem powinienem się ogarnąć tego kwiatu pół światu nie warto ale nie umiem, nie potrafię
                                                                                nie szukam współczucia czy odpowiedzi co robić chyba po prostu potrzebowałem komuś to napisać powiedzieć wyrzucić to z siebie bo naprawdę nie daje już rady 🙁 a nie mam z kim pogadać o tym wszystkim

                                                                              18. Czytam i nie dowierzam. Wokół pełno podobnego do mojego cierpienia. A jednak każdy z nas -choć żyjemy obok siebie -przeżywa to indywidualnie ,w sobie, w swojej samotności….
                                                                                Ja zakończyłam małżeństwo po 22 latach. Z bólem serca ,zdając sobie sprawę, że prawie całe dorosłe życie spędziłam z tym człowiekiem. Teraz po 8 miesiącach od rozstania powoli wyłaniam się z odmętów tej toksycznej “wspólnoty”. Wcześniej nie było mnie, byłam ja podpisana pod nim. On-zaburzona narcystyczna osobowość ;do tego nałóg i powtarzające się zdrady. Na zewnątrz towarzyski i pomocny; w domu nie zaangażowany w relacje; w zasadzie traktujący rodzinę jak hotel. Mamy dorosłego syna ,który w praktyce został wychowany przez matkę, bo ojciec zawsze wybierał towarzystwo kolegów i panienek…oraz realizacje pasji. Ja w tym wszystkim -niepewna ,rozedrgana ,płaczlliwa, podejrzliwa, załamana brakiem perspektyw na zmianę.Dałam radę jednak podjąć decyzję i przeprowadzić rozwód na moich warunkach.Wiele czasu poświęciłam na analizę dlaczego tak długo pozwalałam mu na brak szacunku wobec mnie i dziecka, na zaniedbanie…Po prostu kochałam za bardzo -co jest odrębną przypadłością – i sądziłam, że on odpowie mi tym samym. Naiwnie uważałam ,że nauczę go kochać .Nauczył się -owszem -wystudiowanych gestów -dla mnie, żebym dała mu spokój.Do końca kłamał i oszukiwał-pochwycony za rękę -twierdził ,że to nie jego ….Żałosne…..
                                                                                Kochani -wracam do siebie. Przypominam sobie siebie -sprzed lat -jaka byłam zanim z nim się związałam. Pamiętam, że byłam radosna, potrafiłam śmiać się na całe gardło, wierzyć w ludzi….Bardzo chcę osiągnąć choć cząstkę tamtej siebie, wiem, że sporo pracy przede mną …………Ale oddycham z ulgą, śpię spokojniej ,mam w sobie spokój i równowagę -dążę do harmonii..
                                                                                Tak, przez wszystkie te lata ,gdyby ktoś mnie zapytał czego mi brakowało -nazwałabym to harmonią (dla mnie mieszanka spokoju, tkliwości, akceptacji, równowagi, bezpieczeństwa, niewymuszonych :przyjażni i miłości)….. 🙂

                                                                              19. Jak to się dzieję, że kochasz kogoś jednego dnia, a na drugi dzień dowiadujesz się, że nie możecie być ze sobą ponieważ nam się nie uda.
                                                                                To miał być ten jedyny jak się poznaliśmy od razu było zauroczenie, później cudowne poznawanie siebie i piękne spotkania. Zakochaliśmy się w sobie.. Czułam że on jest mi przeznaczony, co więcej wiem że on czuł dokładnie to samo.
                                                                                Po 10 miesiącach bycia razem zamieszkaliśmy ze sobą, dość duża odległość nas dzieliła, chcieliśmy być razem codziennie, wstawać jeść śniadanie, robić wspólne zakupy. Od tego minęło już rok i dwa miesiące. W tym czasie związek kwitł było cudownie, zdążyłam zmienić pracę i mieszkałam u niego 50 km od domu i przyjaciół.
                                                                                I co nagle wczoraj oznajmił mi, że nie nam się wspólnie nie uda.
                                                                                Twierdzi, że mnie kocha i bardzo szanuje ale ostatnio było trochę stresu związanego z problemami moich rodziców, czuł się przez nich wykorzystany ponieważ mieli mnie gdzieś, a Ja sobie z nim mieszkałam i wszystko miało być na jego głowie…Powiedział też, że ostatnio sobie myślał o Nas i że nie idziemy w tym samym kierunku nie zbieramy na wspólne cele, to On utrzymuje dom. Ja jako osoba kojarzę mu się z problemami i co będzie za 20 czy 30 lat ?
                                                                                Co dziwne mówił że nie lubimy tej samej muzyki ani filmów i to Nas różni,
                                                                                że jest mu mnie żal i wie że mi bardzo ciężko.
                                                                                Że czuje w środku że nie pasujemy do siebie.
                                                                                I lepiej to skończyć szybciej niż później.
                                                                                Wcześniej chciał jak Ja zakładać rodzinę i mieć dzieci, teraz powiedział mi, że nie chce się wiązać i mieć dzieci i nie może mnie zatrzymywać.
                                                                                Czuję się okropnie ponieważ nie mamy wpływu na czyjeś uczucia, tego nie można od tak naprawić czy zmienić.
                                                                                Moje pierwsze odczucia to, że to koniec świata, że sobie nie poradzę, że uciekłabym daleko ale trzymam się twardo.
                                                                                Najbardziej mnie boli że to kolejny związek w którym mi nie wyszło. I że ktoś mówi, że Cię kocha ale czuje ze nie pasujemy do Siebie. Trochę to dla mnie nie zrozumiałe.
                                                                                Wiem, że przede mną nie jedna przepłakana noc. Ale płacz mi pomaga i czuję się lepiej. Wiem, że czas leczy rany i tak jest.
                                                                                Wiem, że trzeba iść do przodu. Tylko że wszystko boli.
                                                                                Dziękuję Bogu za moich wspaniałych przyjaciół. To że na nich mogę liczyć.
                                                                                To wspaniałe ich mieć.
                                                                                Każdemu wpisowi pozostawionemu tutaj i każdemu kolejnemu z całego serca życzę powodzenia w odnajdowaniu siebie , zrozumieniu i przebaczeniu.
                                                                                Przesyłam dużo serdeczności i ciepła 🙂

                                                                              20. Wczoraj zakończyłam związek po 6 latach.
                                                                                Ostatnimi dniami w ogóle nie widywaliśmy się, nie dzwonił , nie pisał, na uczelni miał gdzieś. Na początku związku, on się starał, ja nie byłam święta, nie zdradziłam, ale zrywał ze mną,bo pisałam coś z przyjacielem co mu się nie spodobało. Potem ja się ciągle starałam, a on mnie rzucił,bo wszystko mu się nie podobało we mnie, wróciliśmy po miesiącu,a ja miałam innego “na pocieszenie”,widziałam się z nim tylko raz, po powrocie miałam wyrzuty,że on mnie źle traktował i że od tak wróciłam, pisałam z tym chłopakiem na pocieszenie o seksie. Mój chłopak się o tym dowiedział i od tamtej pory mi nie ufał. Starał się nie raz,ale ja także, robiłam dla niego wszystko, przepraszałam, stawałam na głowie żeby mu dogodzić.

                                                                                Od ponad roku jak stwierdził się wypalił,bo on wszystko robił, a ja nic.. Tak twierdzi. Od dłużej niż rok, nie chciał przytulać, całować, obrażał dość mocno, krytykował, wszystko mu nie pasowało, zaczęłam się czepiać o to, że mnie zaniedbuje, obraża, nie szanuje, nie poświęca czasu itp. Zdarzało się często, że mnie nazywał dziwką, w kłótniach, że jestem “po prostu głupia”, pusta, łajza, mamra, że sobie nie poradzę bez niego, że jestem sierotą, że nie ma o czym ze mną rozmawiać,że nie myśli o mnie przyszłosciowo (ostatnio to powiedział mi i przyjaciółce naszej), że nigdy nie będę tą z którą będzie chciał spędzić resztę życia i wiele wiele innych… Na to wszystko tłumaczył, bo go męczę i się “przy.,.pierdalam”.
                                                                                Tym bardziej że od ponad roku przyjaźni się bardziej z taką dziewczyną, którą znam i też się przyjaźnię, ale oni zaczęli dużoo czasu razem spędzać, bo studiują razem, dużo rozmawiali przez telefon( godzinami), pisali,a mnie odepchnął, nie chciał dzwonić (mówił,że woli zadzwonić do przyjaciółki). Mi mówił, że nie ma czasu rozmawiać i jest zajęty, a później zadzwoniłam chwile (około 30 minut później) i rozmawiał godzinę z przyjaciółką. I to nie jeden raz tak było, bardzo często. Wszystko znosiłam.

                                                                                Ostatnio byłam u niego na weekend, bo miał dom wolny, gotowałam, “usługiwałam”, robiłam wszystko, do sklepu latałam, a on na komputerze siedział ciągle i grał, film raz obejrzeliśmy wieczorem,bo go wyprosiłam, ale i tak dalej grał do 4 nad ranem. Prosiłam go żebyśmy razem coś porobili, miał to gdzieś. Potem pojechałam w niedziele do domu, nasza przyjaciółka zadzwoniła do niego,żeby się spotkać i od razu wyleciał (jakoś komputer nie jest ważny). Kocham go nadal, ale chce żeby on się też o mnie postarał, ale z tego co wiem, to tego nie zrobi… Ma mnie w “dupie”.

                                                                                Stwierdziłam, że to,że kiedyś nawaliłam, nie znaczy, że mam przez całe życie nosi brzemię mojego błędu, za co mnie w pewien sposób karał codziennie.
                                                                                Nie wiem czy to wszystko moja wina, czy to ja za mało się starałam, czy to jego wina też jest, że mnie tak traktował?

                                                                              21. Moj maz wlasnie mi oznajmil 3 dni temu ze juz do mnienic nie czuje, ze jestem dla niego niedobra, ze jego nie szanuje, ze nie dbam odpowiednio o niego, ze rytuna. Jestesmy 20 lat poslubie. Probowalam z nim rozmawiac, tlumaczyc. Nawet przeprosilam ze nie wiedzialam jak moje zachowanie jest dla niego krzywdzace. On oczywiscie tez nie jest swiety i dal mi porzadnie w d…e. Nie moge sobie z tym poradzic. Pustka , rozpacz, tragedia. mamy dwoje dzieci jeden syn20 lat, drugi 8. Boje sie o tego malego bo jest bardzo wrazliwy. Serce mi chyba peklo na pol. Co mam robic?! jak sie pozbierac? obwiniam sie caly czas ze to moja wina, ze powinnam byla bardzoje zwrocic na niego uwage a ja sie po prostu zakrecilam w zyciu codziennym, stresach. Ja tez mam uczucia i ja tez wiedzialam ze sie dzieje zle ale myslalam ze sie rozejdzie po kosciach i jakos damy rade. Juz wiele razy mielismy krytyczne sytuacje ale nigdy do tej pory nie bylo tak zle. Ratunku! co robic?!

                                                                                1. To moja historia jest taka że byłem w związku partnerskim 9 lat w 2018 lipiec wieliśmy ślub i nic nie wskazywało na to że zostanę tak potraktowany w tym związku ma dwóch synów jeden 4 latka starszy 8 lat oczywiście nie byłem święty bo piłem sobie po pracy tak 2 do 3 piw ale starałem się zapewnić żeby nam na wszystko starczyło pracowałem do 17 nstej byłem w domu koło 18 nastej trzeba było umyć naczynia dać dzieciom jeść jak się zdążyło że była w szpitalu to ja wszystko ogarniałem i musiałem znaleźć czas żeby pracować zająć się dziećmi pojechać do szpitala wrócić i ogarnąć dzieci do spania tak było często bo często chorowała i się stało w styczniu poszła na kurs CKU tam prawdopodobnie poznała kochanka nic nie podejrzewałem mi też się wkradł kryzys finansowy bo było mało zleceń i postanowiłem coś zrobić wiec chciałem otworzyć własną firmę lecz 18.04.2019 o 6 rano oznajmiła mi że mnie nie kocha i nic do mnie nie czuje chciałem porozmawiać ale mnie nie słuchała wyrzuciła mnie z domu jak jakąś zabawkę tylko czemu dbałem jak mogłem szanowałem ale mnie nikt się nie spytał jak ja się czuje czy jest wszystko w porządku czemu jestem taki nie dostępny po prostu nie chciałem jej zadręczać problemami kryzysem już to ogarniałem i cos w plecy teraz minie rok jak nie mieszkamy razem ale ja nadal nie potrafię żyć z tym cały czas w samotności płacze albo próbuje coś ze sobą zrobić przychodzą mi do głowy różne myśli te najgorsze ale nie mam siły tego zrobić bo mam synów i ich kocham ponad wszystko a teraz była żona do mnie dzwoni czy jej pomogę bo cos jej się zepsuło tylko dzwoni jak jej kochanek nie potrafi sobie poradzić a ja mam miękkie serce i nie potrafię odmówić a przy okazji zobaczę dzieci no i to taka historia i co mam robić dalej tęsknie i nie potrafię zapomnieć to strasznie boli pozdrowienia i dobrej nocy.

                                                                              22. Tydzień będzie jak zakończyłam związek. Niestety moją kochanką okazał się alkohol i kumple z którymi nie umiałam wygrać. Odchodziłam i wracałam, zawsze było tak samo – już nie będę, kocham Cię- po czym zbliżał się weekend i szedł w tango. Zawsze byłam sama,nie patrzył na mnie jak ja się czuję. Z tego wszystkiego nabawiłam się nerwicy lękowej, z czasem doszło bicie. Ale i to zniosłam tłumacząc sobie, że to moja wina,bo on wychowywał się bez matki,bez ojca. Nikt w mojej dzielnicy nie wierzył, że on taki jest. Zawsze czysty, elegancki, wyperfumowany, wszystkie ubrania oryginalne – twierdzi, że coś nie tak jest ze mną, że na siłę szukam. Ja miałam siedzieć w domu,prac,sprzątać, gotować z pieskiem mu wyjść, oddawać wszystkie pieniądze i pozwalać mu na jego wybryki. Pieniądze chował przede mną, żebym tylko nie wiedziała ile zarabia. Byłam traktowana jak śmieć, miał w dupie moje ataki, przyjazdy pogotowia, wolał iść do kumpli… Poświeciłam mu 7 lat, sam za mną biegał i prosił, wręcz płakał, żebym z nim była – dziś mówi do mnie szmato jebana – .. Ciężko mi, bo zostałam sama, musiałam wynająć mieszkanie i spłacam kredyt, nie rozumiem tylko dlaczego ludzie tak krzywdzą? Jest tyle pytań na które nie znam odpowiedzi, a chciałabym, żeby mi powiedział i spokojnie będę mogła ułożyć sobie życie od nowa.. Tylko kiedy???

                                                                              23. Ja jestem sam z wyboru ale wam coś powiem bo to jest tak dobre kobiety trafiają na nic nie wartych mężczyzn a dobrzy mężczyżni trafiają na nic niewarte kobiety czyli wniosek jest taki musi trafić ten dobry na tą dobrą wtedy coś z tego będzie po przejsciach mnie jedynie co interesuje to lużna przyjażń i tyle nie warto się poświęcać bo nie wiadomo na kogo się trafi .

                                                                              24. Dwa tygodnie temu chłopak rzucił mnie po 3 latach.
                                                                                Tydzień poprzedzający zerwanie był burzliwy, pokłociliśmy się ale ostatecznie chciałam się spotkać i wyjaśnić to i owo, niestety tego dnia on mnie poinformował, że z jego strony się już wypaliło i za bardzo się różnimy żeby być razem. Próbowałam jakoś ratować związek i zaproponowałam żeby dać sobie czas, nie planować nic na przyszłość bo nie wiemy co przyniesie i że skoro było dobrze to może warto to naprawić, przecież kryzysy w związku sa normalne.

                                                                                Niestety on olewał mnie przez te dni, wolał spotykać się z nowopoznanymi znajomymi, pomimo że mówiłam mu jak bardzo źle się czuję z tą sytuacją. Napisałam do niego że widzę jak bardzo mu nie zależy i że zabiorę swoje rzeczy po prostu. Kiedy się spotkaliśmy cała zapłakana szłam przez ulicę i rozmawiałam z nim jak nasza relacja ma wyglądać i z jednej strony powiedział że nie chce zrywać kontaktu z drugiej dalej pozostawał obojętny na moje wiadomości.

                                                                                Na chwilę obecą ostatni raz kontaktowałam się z nim poprzez rozmowę telefoniczną mówiąc jak bardzo niedojrzale się zachowuje. Powiedział, że dla niego to też nie jest łatwe i wcale nie jest tak że on nic nie czuje. Z mojej perspektywy on bardzo boi się powiedzieć wprost o co chodzi, nawet jeśli znalazł sobie nową dziewczynę, mógł powiedzieć. Chociaż nadal ma nasze zdjęcia na facebooku czy instagramie.
                                                                                Nie wiem co o tym myśleć, jest mi bardzo ciężko, miałam chwile że cały dzień płakałam i spać w nocy nie mogłam. Teraz staram się uspokoić nerwy ale na jedzenie i picie nie mam ochoty czy żeby jakoś o siebie zadbać (np umyć włosy). Wiem że to nie koniec świata i ludzie są ze sobą i rozstają się, jednak człowiek przez ten czas bardzo się angażuje i miałam poważne plany co do niego, przez co tak ciężko zapanować nad emocjami, które dokładnie jak w artykule mam, od obwiniania się, po złość, płacz, wyparcie itp.

                                                                              25. Your comment.. Narazie nic nie moge pisac – nie jestem gotowy ale 25 moich lat to troche duzo i czekam na sady uregolowac chociazby skromne zgliszcza jakiegos tam dorobku wspolnego – to jest dla mnie malo wazne ale stanie sie pomocne do zakonczenia tej ostatniej wspolnej podrozy – bedzie troche pozniej glosno ale wszystko nastepnie sie wyciszy i zostana znajomym tylko wspomnienia – narazie to to moze pozniej cdn -pi. tego sie nie przebacza – i pojde zgodnie ze swoim planem .pozdrowienia W.

                                                                              26. Cześć wszystkim, po przeczytaniu Waszych historii chciałam podzielić się również moją historią. Dotyczy ona bardzo skomplikowanej sytuacji, w której nagle znalazłam się w czerwcu tego roku. Mój partner chorował na padaczkę i niestety w czerwcu, w wyniku zmian leków doszło do znacznego pogorszenia się jego stanu zdrowia. Uogólnione ataki zdarzały się średnio raz w tygodniu, w różnych sytuacjach. Do tego zauważałam, że pomimo leczenia depresji, jego stan psychiczny był coraz gorszy. Ja też miałam bardzo stresujący czas, ponieważ miałam mnóstwo egzaminów, pracę magisterską do napisania i ciągłe terminy, których przez chorobę partnera nie mogłam dotrzymać, co sprawiało, że czasem moje wybuchy bezsilności odbijały się na moim chłopaku, za co od razu bardzo go przepraszałam i starałam mu się wyjaśnić to, co czuje i dlaczego jest mi ciężko. Dodam, że byliśmy razem prawie 4 lata, a od 2 mieszkaliśmy razem. Byliśmy zawsze bardzo szczęśliwą parą, w której szczerość była podstawą związku. Było mi bardzo ciężko dbać o niego w tylu poziomach, od dbania o to co je, czy bierze leki systematycznie, czy jego depresja się nie pogarsza, czy nie czuje źle jako mój mężczyzna przez swoją chorobę itd…Wiem, że nie byłam idealna, bo tak jak napisałam, czasem moja bezsilność odbijała się na nim, potrafiłam wpaść w chandrę i wtedy nie widziałam w niczym sensu, potrafiłam powiedzieć kilka niemiłych słów, ale to zdarzało się również z jego strony…Potrafił np, wstać od stołu i nagle uderzyć się głową w ścianę, te ataki, po których niegdy nie miałam pewności czy mnie pozna, to po prostu było dla mnie czasami za dużo, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że możemy się rozstać. Byłam przekonana, że przejdziemy przez to razem, tym bardziej, że od paru lat było między nami coraz lepiej; nie było już tylu nieporozumień co wcześniej. W skrócie – odkąd mieszkaliśmy razem było wprost idealnie, kochaliśmy się każdego dnia coraz mocniej. Myślałam, że to TEN. Niestety, pod koniec lipca, po małym nieporozumieniu i moim wybuchu bezsilności, w którym powiedziałam mu, że mam wrażenie, że w chorobie widzi tylko siebie, że mnie też jest bardzo ciężko, ale potrzebuję choć odrobiny empatii, uderzyłam do też szczotką do włosów w bark, bo cały czas mnie trzymał kiedy mówiłam, że chcę wyjść się przejść i nie chce rozmawiać (co teraz nazywa rękoczynem, który był dla niego przekroczeniem granicy) mój chłopak stwierdził nagle, że się wyprowadza, nie potrafił tego wyjaśnić tylko rzucał różne wykluczające się słowa, na pożegnanie chciał mi zbić piątkę jak koleżance…Nie wiedziałam co się dzieję, przez 2 miesiące mieliśmy tylko sporadyczny kontakt, chciałam dać mu czas na stabilizację emocjonalną, bo zdawałam sobie sprawę, że to wszystko może być spowodowane jego padaczką, depresją i lękiem. Starałam się jedynie wysłać mu od czasu do czasu miłe zdjęcie, by przypomnieć mu coś przyjemnego, na co zazwyczaj reagował pozytywnie. Niestety po jakimś czasie, po wysłaniu mu przeze mnie swojego zdjęcia z misiem, którego od niego kiedyś dostałam napisał mi maila, w którym podziękował mi za zainteresowanie, że nie ma ataków od ponad miesiąca, ale wydaje mu się, że powinniśmy ograniczyć nasz kontakt, bo patrzenie ma moje zdjęcie sprawia mu dużo bólu, że jego myśli znowu zaczynają rozsadzać mu głowę…Napisał też, że zależy mu żebym wiedziała, że jego uczucia się nie zmieniły, ale inaczej widzi pewne sprawy i mimo uczuć i chęci, nie potrafi dziś ze mną być i dać radę odpowiedzialnie wejść w tę relację znów… Kiedy poprosiłam o wyjaśnienie, odpisal, że nie spełniał moich oczekiwań, że był nieskuteczny w swoich próbach pomocy mi… Nie miałam pojęcia jak powinnam zachować się w ten sytuacji, nie odzywałam się do niego, ale wiem, że osoby w depresji mogą odrzucać bliskich, a wtedy powinnam jednak okazywać mu swoje wsparcie. On przebywał w domu rodzinnym (i dalej tam jest, mimo, że minęło uż 6 miesięcy od rozstania) wiem od jego mamy, że o niczym nie chce z nimi rozmawiać… Przez cały czas nie był w stanie szczerze ze mną porozmawiać o tym co się stało, kiedy go o to prosiłam to wysyłał mi tylko wielkiego maila z opisywaniem przyczyn rozstania i z miesiąca na miesiąc okazywało się, że to głownie moja wina, że on teraz widzi więcej powodów, że miałam doły (nie próbuje nawet zrozumieć dlaczego tak się czułam, że ja nie jestem skałą), ogólnie obwinia mnie za jego stan, a przecież starałam się o niego dbać i zawsze mi dziękował, nazywał swoim cudem, mówił, że jest szczęśliwy. Stwierdził, że byłam zbyt silna w dyskusjach (a wcześniej zawsze powtarzał jak ceni nasze różne spojrzenia na niektóre sprawy, że nasze dyskusje go rozwijają jako człowieka itd). Jednocześnie cały czas zapewniał o swojej wielkiej miłości, ale dodając (że to czasem za mało by związek przetrwał najtrudniejsze chwile), ale to przecież ON wyszedł nagle, bez słowa… Ciężko to nawet skomentować. Po pół roku nie mam już poczucia winy, bo zrobiłam wszystko co mogłam ,a sytuacja w której byliśmy była bardzo ciężka i ja również mam prawo oczekiwać, że ktoś zrozumie moje, nawet najtrudniejsze emocje. Mam wrażenie, że teraz pisząc te maile robi wszystko, żeby samemu sobie uzasadnić tę okropną decyzję, której mam nadzieję, będzie kiedyś bardzo żałował. Ale facet nawet nie ma odwagi porozmawiać ze mną twarzą w twarz, jedyne co robi to pisze maile, żeby nie było pola do dyskusji (do podważania jego czasem wprost kłamliwych twierdzeń o faktach czy słowach itd.). Szkoda, bo bardzo go kochałam i niestety dalej to czuje, ale jednocześnie cieszę się, że nie byliśmy po ślubie lub nie mieliśmy dzieci, bo on by mnie zostawił znowu, np. gdyby zachorowało dziecko lub ja sama. Wiem, że nie dostałabym od niego tego wszystkiego, co ja mu dawałam w chorobie i teraz już wiem, że nawet jeśli czasem krzyczałam, nawet jeśli czasem zdarzyło mi się go wyzwać od egoistów czy głupków, to to się zdarza, to są kłótnie, ciężkie emocje, których czasem sami nie potrafimy zrozumieć i jeśli najbliższa osoba nie potrafi tego zrozumieć w odniesieniu do kontekstsu sytuacji choroby, padaczki, niepewności i strachu o przyszłość to znaczy, że chyba nie wie co to znaczy miłość. Najlepsze jest to, że to on zawsze mi mówił o tym, że kryzysy się zdarzają, że to normalne, że ważne żebyśmy to przeszli razem, ale w życiu okazało się, że wiedział to tylko z teorii, ale nie potrafił się dostosować.

                                                                                Życzę mnóstwa siły dla wszystkich w podobnych sytuacjach. Nie obwiniajcie się 🙂

                                                                              27. Cześć. Jestem po rozstaniu z chłopakiem, patrząc na to ten związek był toksyczny myślałam że to wszystko moja wina, że to przez moją zazdrość to się sypie, lecz to on podczas rocznego związku mnie zdradzał z byłą, pisał z koleżankami a mi robił wyrzuty jak ja pisałam z kolegami. Zerwał po zdradzie i wrócił jak chciał … Byliśmy chwilę szczęśliwy lecz on znów zostawił mnie dla byłej mówiąc że nigdy nie przestał jej kochać… Nie jesteśmy razem od około 2 miesięcy nawet na koniec mi prawdy nie powiedział a ja nadal nie potrafię się pozbierać nawet gdy widzę że w większości do tylko jego błędy a ja mimo zdrad starałam się by było dobrze… Co zrobić żeby się nie przejmować tym wszystkim ze jest byłą…? Staram się ułożyć sobie życie na nowo lecz mi nie wychodzi przez wspomnienia i ból oraz tęsknotę…

                                                                              28. Jestem gay od 1,5 roku mój partner po 15 latach bycia ze mną ma romans z chłopakiem młodszym od nas o 18 lat.przechodzę katorgie, wmawia mi że jestem nikim, błazen haha, nikt nie jest za tobą, zakała rodziny, a mimo to czekam co dziennie aby sie zmienił lecz jest coraz gorzej . mam epizot skonczenia z tym i po 1 prubie samobujczej myslałem że to się zmieni, nie widze sensu życia po tym wszystkim , kłamstwa manipulowanie mną zniszczyło we mnie chęci do zycia. Nikomu nie zaufam , dużo ludzi z naszego otoczenia nastawił na mnie. Chodze czasami wieczorami po ulicach i płacze aby nikt mnie nie widział w dzień , on ma pieniądze ja nic bo przez tyle lat wierzyłem mu, odważe się kturegoś dnia i na skrzydłach polece w strone nieba bo tu przez tyle miesiecy ludzie którzy mnie otaczali to zrozumiałem że gdy masz pieniądze jesteś kimś a bez pieniędzy jesteś nikim, może gdzieś za rogiem widzisz smutnego męzczyzne z puszczoną głową w duł, szlochającego , gdzie ostatkami sił idzie przed siebie tylko nie wie gdzie. Dałeś mi nadzieję ktura była stuczna wiec jedno że kiedyś zła karma wruci i do ostatnich chwil kocham cię i będę czekał tam gdzie śfieci słońce i nie ma bulu, przez tyle miesiecy walczyłem mimo mojej choroby, moze kiedys to odczytasz lecz nie ma innego wyjścia . Moje serce nalezy tylko do ciebie , badz szczesliwy , ja poczekam tam na moscie przed bramami nieba, gdy cię ujrze przybiegne i namietnym pocałunkiem przywitam i pujdziemy w magiczne miejsce kc
                                                                                Dodaj komentarz

                                                                              29. Znalismy się 5 lat, był moim pierwszym poważnym partnerem. Przeprowadziłam się dla niego do jego kraju, by już nie latać w kółko, tylko być w końcu razem. Po roku stwierdził, że jemu do slubu się nie śpieszy, najpierw musi się ustatkować, oszczedzic pieniadze i dopiero myslec o rodzinie. Wrocilam do Polski, nie widzielismy sie przez 3 miesiace, ale bardzo za sobą tęskniliśmy, ból był tak wielki, że powiedział, żebym przyjechała, że wszytsko się jakoś ułoży. I kolejny rok spedziłam z nim. A teraz sytuacja jest identyczna, z tym, że on stwierdził, że potrzebuje przynajmniej 5-10 lat żeby oszczędzić na dom, że nie chce żebym tyle czekała, bo jestem kobieta i mam juz swoje lata, lepiej zebym poznala kogos kto jest gotowy na budowanie rodziny. Kolejny raz rozdarło mi się serce. Wróciłam znów do Polski, całkowicie załamana, zawstydzona tym, jak toczy się moje życie przez ostatnie kilka lat, że zmarnowałam je marząc o przyszłości z kimś, kto się do tego nie nadaje 🙁 Było nam dobrze, dogadywalismy się, ale temat ślubu i dzieci to był temat tabu 🙁 Myslałam, że spędzę z tym człowiekiem resztę życia, a tutaj kolejny cios, zapewniał mnie, że już nigdy mnie nie zaiwedzie, że zawsze będzie przy mnie i moge na niego liczyć. A tutaj z taką łatwością odesłał mnie do domu, jakby w ogóle nas nie było, jakby to było z góry tylko na chwilę 🙁 Tęsknię za nim, miesza się to ze złością, on próbuje utrzymywać kontakt, ale raz jest zimny, raz miły, a mnie to strasznie rani, Oszukuję się, że to nie koniec, żeby było mi łatwiej żyć, żeby tak nie cierpieć, ale to chyba jeszcze gorsze… Z tej tęsknoty łapie mnie fizyczny ból, wszytsko drażni, nie mam gdzie się wypłakać, wszytsko duszę w sobie, by inni nie widzieli jak bardzo cierpię. Nie moge sobie wybaczyć, że znów do niego wyjechałam, mimo tego, że już raz wracałam do Polski z podkulonym ogonem 🙁 Wiem, że jego też to na swój sposób boli, ale on nie dorósł do roli odpowiedziałnego za kogoś człowieka i wybrał rozstanie…

                                                                              30. Nawet jeśli cokolwiek napiszę to co to zmieni? Kolejne rozstanie. Sam tego chciałem. Dzień w dzień budziłem się z uporczywą myślą, żeby już sobie pojechała, żeby ************ z mojego życia. Dosłownie. Skąd te myśli tak na prawdę, mogę się jedynie domyślać, ale to chyba te jedyne, którym mogę ufać bo po 45 latach życia straciłem wiarę w ludzi a także w swój osąd i rozumienie tego wszystkiego dookoła. W pewien sposób sobie zasłużyłem, żeby dostać po tyłku od matki mojego 11to letniego syna i od byłej już młodej dziewczyny. Ale tyle lat trzeba cierpieć za trzy głupoty z młodzieńczych lat?
                                                                                Tak, pragnę, żeby mnie ktoś z prawdziwym sercem przytulił i żebym mógł w końcu odpocząć. Po prostu odpocząć.
                                                                                Piszę bo nie mam nikogo z kim mógłbym porozmawiać.
                                                                                Myliłem się we wszystkim. Szukałem w tym życiu magii i prawdziwej miłości, ale tego nie ma, po prostu nie ma.
                                                                                Wystarczy. Kiedy płaczę i tak nikt nie widzi, nikt nie słyszy. To wszystko od początku do końca jest tylko i wyłącznie dla mnie. Dopóki żyje moja mama a mój syn mnie potrzebuje muszę sobie jakoś poradzić na tym świecie. Później sobie odpocznę w końcu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.